Wywiad z Karoliną Żmudzką – psychologiem, coachem i inspirującą kobietą.

Jestem szczęśliwa. Naprawdę bardzo. My, współczesne kobiety, mamy tyle możliwości, żeby w pełni cieszyć się życiem i rozwijać. Nie chciałybyśmy się cofnąć do czasów nudnej egzystencji kur domowych. Nie chciałybyśmy „ustawianych małżeństw” i potomstwa liczącego tyle, co mała grupa przedszkolna. Nie chciałybyśmy bycia zależną od „męskiego opiekuna” i wielu innych bolesnych aspektów. Przez to przechodziły nasze babki a nawet matki. Nam jest łatwiej.Teraz możemy się kształcić i rozwijać, decydować o sobie mając do tego liczne narzędzia. Czy jesteśmy szczęśliwe mając to wszystko? Nie czuję się kompetentna, aby wypowiadać się w imieniu wszystkich kobiet. Ale moje doświadczenia i babskie rozmowy uświadomiły mi, jak trudno jest nam godzić rolę matki i aktywnej zawodowo kobiety. Jak trudno jest zapanować nad swoim życiem i czerpać z niego radość? Szukałam odpowiedzi na te pytania i odnalazłam: Coaching 
Karolinę odkryłam „w sieci”, przeglądając stronę Dobry Coach. Zachęcona bardzo dobrymi opiniami klientów weszłam na jej profil Goldenline. Uderzyła mnie mnogość kursów, szkoleń które odbyła, a także różne rodzaje coachingu, które oferuje.

Karolina Żmudzka
fot. Robert Rossa






Dorota Pawelec: Coaching – to określenie, które ostatnio robi zawrotną karierę. Czym jest 
coaching?

Karolina Żmudzka: Nie będę podawać książkowej definicji coachingu, bo taką można znaleźć w literaturze. Powiem, czym coaching jest dla mnie. Coaching to towarzyszenie w rozwoju – podlewanie roślinki, która kiełkuje, wypuszcza dorodne pędy, potem zakwita i owocuje… Ostatnio wpadła mi do głowy jeszcze inna metafora, może nawet trafniejsza. Wyobraź sobie, że klient to żeglarz, który przychodząc na coaching przynosi swoją żaglówkę w rozsypce. Wszystkie elementy potrzebne do jej złożenia ma pod ręką, jednak sam nie potrafi ułożyć tej układanki. Coach zadając mu pytania i mobilizując do poszukiwania rozwiązań sprawia, że żeglarz sam wpada na pomysł jak tę żaglówkę złożyć w całość. Gdy wszystkie elementy są już na swoim miejscu i cała „układanka” jest złożona – żeglarz stawia łódkę na wodę i łapiąc wiatr w żagle płynie sam – już wiedząc jak.

 

D.P.: Podoba mi się metafora z żeglarzem! Z tego co mówisz wynika, że każdy z nas ma talenty i zasoby. Ale bez wsparcia ciężko je wydobyć. Przyszła mi do głowy jeszcze jedna metafora. Wyobrażam sobie, że moje życie to piękne mieszkanie. Ma w sobie cały potencjał, abym mogła w nim wypoczywać i cieszyć się jego pięknem. Jednak dopóki go nie posprzątam, nie odmaluję i nie umebluję, nie będzie moim domem. Nie każdy potrafi się sam z tym uporać.
K.Ż.: Świetna metafora!


D.P.:Czym się różni coaching od psychoterapii?

K.Ż.: Wbrew pozorom coaching i psychoterapia mają ze sobą wiele wspólnego – jest to spotkanie dwóch osób opierające się na rozmowie w komfortowych dla klienta warunkach, której efektem ma być korzystna dla niego zmiana. Coaching wywodzi się m.in. z psychoterapii poznawczo-behawioralnej, terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, psychoterapii Gestalt. Jego efekty są porównywalne z efektami krótkoterminowej terapii poznawczo-behawioralnej, która opiera się na pracy z zachowaniami, nawykami i celem. Co do różnic… Jest to zagadnienie bardzo obszerne, ale postaram się przedstawić to na bardzo dużym poziomie ogólności i może ciut stereotypowo. Trudno jest wrzucić różne podejścia psychoterapeutyczne do jednego worka. Ale spróbuję. W terapii zakłada się, że klient, którego często nazywa się pacjentem, ma problem, z którym sam sobie nie poradzi – dlatego przychodzi po pomoc do psychoterapeuty. W terapii w centrum uwagi jest problem i to, że klient jest „popsuty”, a terapeuta ma go „naprawić”. Coaching nie jest przeznaczony dla osób, które borykają się z poważnymi problemami takimi jak depresje, nerwice, lęki, traumatyczne przeżycia i inne zaburzenia psychiczne. W takich przypadkach odpowiednią formą pomocy jest właśnie psychoterapia i zawsze w takich sytuacjach kieruję klienta do psychoterapeuty. W świecie coachingu nie istnieją problemy, ani „popsuci” klienci. Coaching zakłada, że z klientem jest wszystko OK – jest całkowicie zdrowy psychicznie i ma wszystkie potrzebne zasoby, by zrealizować swoje cele, o których sam decyduje – o tym, do czego zmierza i w jaki sposób to zrobi. To klient wybiera czas i tempo wprowadzania zmian oraz decyduje, jakie rozwiązanie jest dla niego najlepsze. Coach towarzyszy klientowi w rozwoju, zadaje odpowiednie pytania, daje do wykonania zadania, stawia wyzwania, pomaga ustalić cel i pilnuje procesu dochodzenia do niego – dzięki temu klient korzysta z własnych zasobów. Ciekawą różnicą jest też to, że coaching nie musi odbywać się w gabinecie tak jak psychoterapia. Prowadzić go można wszędzie, nie ma absolutnie żadnych ograniczeń, np. w pracy lub w domu u klienta, w restauracji czy pubie, na spacerze, w samochodzie – gdzie tylko sobie klient zażyczy. Różnica jest też taka, że jedna sesja psychoterapii trwa ok. 50-60 minut. Sesja coachingowa to minimum 60 minut, często półtorej, dwie, czasem trzy godziny – w zasadzie do momentu, gdy klient i coach stwierdzą, że wyczerpali temat.

D.P.: Wydaje mi się że coaching jest bardziej „na luzie” i bardziej „nowoczesny”, żeby nie powiedzieć „trendy”.

K.Ż.: Faktycznie niektórzy tak go postrzegają.

D.P.: Czy można zatem powiedzieć że na psychoterapię przychodzą osoby borykające się z poważnymi problemami, a na coaching ludzie idący w stronę szczęścia i spełnienia?
K.Ż.: Nie jest powiedziane, że na psychoterapię trafiają wyłącznie osoby z problemami psychicznymi, trafiają też osoby „dobrze” funkcjonujące psychicznie, które chcą popracować rozwojowo. Psychoterapia jest dostępna dla wszystkich. Jeśli chcesz na niej osiągać upragnione cele – psychoterapeuta na pewno cię nie wyrzuci i nie odeśle na coaching. Podobnie na coaching może trafić klient nieświadomy swoich poważniejszych trudności, traum czy zaburzeń i tutaj je odkryć. Jeśli coach jest w stanie podjąć się takiej pracy i temat „nadaje się” na coaching – można działać, a jeśli nie – kierujemy klienta na psychoterapię. Tak naprawdę każdy z nas ma jakiś bagaż doświadczeń, czy niesie ze sobą „plecaczek z podarkami z dzieciństwa” – mniejszy lub większy, który lepiej lub gorzej procentuje w dorosłym życiu. Kwestia taka, czy klient będzie chciał się tym plecaczkiem zająć – przyjrzeć się mu, zważyć, wypakować, poprzeglądać zawartość, zdecydować, co zostawić, co wyrzucić, co zabrać ze sobą dalej i jak to wykorzystać, by dojść w stronę przysłowiowego szczęścia i spełnienia.
D.P.: Znowu spodobała mi się Twoja metafora. Jest bardzo trafna. Czasami warto co jakiś czas poprzyglądać się zawartości swojego plecaczka, aby wyrzucić z niego np. spleśniały ser. Może przecież tak być, że tak się przyzwyczailiśmy do jego smrodu, że dźwigamy go bez sensu.
K.Ż.: Czasem sami dostrzegamy, że coś jest nie tak, że coś nam przeszkadza. Bywa też tak, że to otoczenie daje nam znać, że czas wyrzucić śmiecie.
D.P.: Jakie są rodzaje coachingu?
K.Ż.: Dla mnie istnieje jeden rodzaj coachingu. Wszystkie inne są stworzone na potrzeby rynku i są zwykłym zabiegiem marketingowym, który ma trafić do odpowiedniej grupy klientów. Tak naprawdę rodzajów coachingu jest tyle, ile coach sobie wymyśli. Najbardziej popularny jest life coaching i business coaching. Występują też inne: coaching kariery, menadżerski, relacji, zdrowia, młodzieżowy, rodzicielski, zespołowy, wizerunku, diet coaching, executive coaching, art coaching i inne zgodne z zainteresowaniami i specjalnością coachów. Nazwy polskie przeplatają się z angielskimi. Żadna instytucja jeszcze nie zatwierdziła obowiązujących rodzajów coachingu, więc ciągle pojawiają się nowe – w związku z tym, każdy znajdzie coś dla siebie.
D.P.: A więc te wszystkie nazwy są po to, aby klienci „połknęli haczyk” i w ogóle zaczęli pracować nad sobą.
K.Ż.: Bardziej po to, by dostrzegli, że coś ich dotyczy, to ich temat i to właśnie to, czego szukają. Coaching wychodzi naprzeciw ich potrzebom.
D.P.: Kto częściej wybiera coaching, kobiety czy mężczyźni?
K.Ż.: Nie znam żadnych statystyk na ten temat. Jesteśmy coraz bardziej świadomi własnych potrzeb, a rozwój osobisty jest popularny zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn. Trudno mi stwierdzić jednoznacznie. Mam klientów obu płci, istotnie kobiet jest więcej, być może dlatego, że mężczyźni chętniej wybierają coachów mężczyzn. Może będę nieobiektywna, jednak wydaje mi się, że kobiety są bardziej otwarte na zmiany i częściej sięgają po pomoc psychologa, czy coacha. Zawsze pytam moich klientów, dlaczego wybrali właśnie mnie – kobiety zwykle odpowiadają, że ważne dla nich jest, by coach był kobietą, ale też psychologiem. Dla mężczyzn na pewno coaching jest bardziej przystępny niż psychoterapia, podejrzewam, że wydaje im się „bezpieczniejszy”.
D.P.: Wydaje mi się, że sama nazwa jest „wygodniejsza” dla mężczyzn. Nie wyobrażam sobie faceta chwalącego się kolegom, że chodzi na psychoterapię, ale już na coaching bardziej…
K.Ż.: Dokładnie. Psychoterapia niektórym źle się kojarzy. Jeśli chodzisz do psychoterapeuty, to na pewno coś z tobą nie tak.

D.P.: Z jakich powodów najczęściej kobiety przychodzą na coaching?
K.Ż.: Ile kobiet tyle powodów. Powody są różne – zarówno życiowe jak i związane z karierą zawodową. Zwykle kobiety przychodzą na coaching, gdy czują wewnętrzną potrzebę zmiany, niewygodę, mają dość dotychczasowego stylu życia. Tematy, z którymi przychodzą to: odnalezienie prawdziwej pasji, zmiana lub poszukiwanie pracy, poprawa relacji z partnerem czy bliskimi, zarządzanie własną firmą, zespołem pracowników, asertywne reagowanie, radzenie sobie z emocjami, odchudzanie, poszukiwanie partnera życiowego, zarabianie większych pieniędzy w biznesie, spokojne przejście przez rozwód, zbudowanie głębszej relacji z dziećmi. Mogłabym przytoczyć jeszcze dziesiątki powodów. Każdy powód, który jest ważny dla klientki jest odpowiedni na coaching.
D.P.: Czy zdarza się ze klientka przychodzi na coaching w konkretnym celu, a potem okazuje się, że jest jeszcze jakiś inny „ukryty” cel, równie istotny, a może nawet ważniejszy od tego pierwotnego?
K.Ż.: O tak, bardzo często. To też zależy od klientki, od tego czy jest bardziej czy mniej świadoma siebie. To, co na wierzchu zwykle daje o sobie znać i to dostrzegamy jako problem. Często jest to szczyt góry lodowej – a to, co pod spodem – stanowi obszar do pracy. Jeśli załatwimy część góry lodowej znajdującej się pod wodą – kawałek wystający ponad wodę szybko się naprostuje. Klientka dzięki pytaniom i ćwiczeniom ma się dokopać do pokładów tego, czego jeszcze nie wie. Jednak to ona decyduje, jak głęboko chce w sobie „grzebnąć”. Zdarza się, że klientka przeformułowuje cel lub zmienia go, gdy odkryje, gdzie naprawdę tkwi istota zagadnienia, z którym przyszła. Podam nawet przykład. Jedna z moich klientek chciała zostać przedstawicielem handlowym, a potem odkryła, że chce być dziennikarką!
D.P.: To byłam ja! W moim przypadku fałszywe przekonania na własny temat przeszkadzały mi w odkryciu swojej pasji. Kiedy przyszłam na coaching wydawało mi się, że „powinnam” wykonywać zawód, na który jest zapotrzebowanie, czyli właśnie przedstawiciela handlowego . I gdyby ktoś np. z moich znajomych mi wtedy powiedział: „Dorota, przedstawiciel handlowy to nie praca dla Ciebie!” – nie uwierzyłabym. W coachingu zadziałało to, że z pomocą Twoich pytań sama odkryłam że chcę być dziennikarką. Wydaje mi się, że o to właśnie chodzi, żeby odkrywać coś „swojego”, a tym samym prawdziwego. A w życiu często bywa tak, że sami się ograniczamy. Ja myślałam, że życie kończy się po trzydziestce i że jestem już „za stara” na zmiany. Tymczasem to właśnie teraz czuję się bardziej świadoma tego, co chcę robić. Dzięki, że mi w tym pomogłaś!
K.Ż.: Cieszę się, że spełniasz swoje marzenia!
D.P.: W czym jeszcze coaching może pomóc kobietom?
K.Ż.: W czym tylko zapragną! Przede wszystkim coaching pomaga rozwinąć skrzydła i poczuć się w pełni kobietą – świadomą swojej wartości i posiadanego potencjału. Pomaga im poczuć, że są zdolne do kreowania własnego życia tak, jak sobie wymarzą. Dzięki coachingowi kobiety lepiej siebie rozumieją, czują się wyjątkowe, potrafią zorganizować czas tylko dla siebie i swoich pasji, budują satysfakcjonujące relacje z partnerem, czy dziećmi. Mogą też odmienić swój wizerunek, by w rezultacie poczuć się atrakcyjną i piękną.
D.P.: Dla mnie to brzmi jak obalanie wielopokoleniowego „mitu kobiecości”, czyli pokazanie kobiecie, że jej życie to nie tylko mąż, dzieci, karmienie, sprzątanie, itd… Coaching może skierować ich uwagę na ten „kawałek” życia, o którym dawno zapomniały i szczerze powiedziawszy trochę „zapuściły”.
K.Ż.: Dzięki coachingowi kobieta może skupić się na sobie, a nie na wszystkich wokoło.
D.P.: Czy coaching działa? Twoje klientki są inne, kiedy przychodzą na coaching niż kiedy go kończą?
K.Ż.: O, zdecydowanie tak! Coaching działa, jeśli klientka jest zmotywowana i chcąca zmian. Kiedy jest jej źle w życiu i bardzo chce coś zmienić, pragnie zrobić wszystko, by nie tkwić w starym. Oczywiście trzeba wierzyć, że metoda działa i w pełni zaufać coachowi. Coaching nie działa na osoby, które nie wierzą w metodę, nie ufają coachowi, nie mają motywacji do zmiany, które chciałyby ale boją się, czy które zostały przysłane na coaching przez kogoś. Z resztą z takimi klientami coach nie pracuje. Za tym, że coaching działa przemawia wiele. Przede wszystkim zmiany można dostrzec w języku wypowiedzi. Język ograniczeń zmienia się na język możliwości. Zmienia się mowa ciała, przekonania, sposób patrzenia na świat. Zmiany widzą też inni. Najbardziej cieszy mnie to, gdy dostaję telefon, mail czy sms po jakimś czasie po zakończonych sesjach, z informacją o postępach, sukcesach, czy upragnionych zmianach.
D.P.: To brzmi tak jak metamorfoza, po zastosowaniu jakiegoś „cudownego środka”. A jak jest w rzeczywistości, czy według Ciebie praca nad sobą jest ciężka?
K.Ż.: Praca nad sobą jest bardzo ciekawa, wciągająca i wymagająca otwartości, silnej woli i cierpliwości. To tak, jakbyś czytała książkę o sobie, która nie ma zakończenia, bo codziennie kolejne strony dopisuje życie. Odkrywasz coraz to nowe i nowe historie, jesteś bardziej świadoma siebie, coraz więcej wiesz, coraz więcej widzisz i coraz lepiej poznajesz główną bohaterkę. Dzięki temu twoje życie nie jest pasmem przypadków, a opiera się na świadomych decyzjach. Coaching to nie cuda, jak już mówiłam, bazuje na metodach zaczerpniętych z psychologii. Podobne efekty można osiągnąć dzięki psychoterapii, treningom rozwojowym, czy spotkaniom z psychologiem.
D.P.: Jak myślisz, co sprawia, że coaching cieszy się takim zainteresowaniem?
K.Ż.: Ludzie są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb. Są wrażliwi na to, co się wokół dzieje i chcą, by ich życie wyglądało inaczej. Potrzebują zmiany, lub chcą efektywniej osiągać ważne dla siebie cele. Bombarduje również literatura rozwojowa. Poradniki zachęcają do podążania za przysłowiowym szczęściem. Ale czasem książka nie wystarcza, psychoterapia to za dużo, więc dobrym pomysłem staje się coaching.
D.P.: Wydaje mi się, że ludzie generalnie potrzebują rozwoju i to we wszystkich dziedzinach życia. Nie można się zatrzymać, bo to zawsze będzie nas uwierało…
K.Ż.: Jedni potrzebują rozwoju inni nie. Ci, którzy go nie potrzebują też mogą być szczęśliwi.
D.P.: Czym kierować się przy wyborze coacha dla siebie?
K.Ż.: Na pewno podobnie jak przy poszukiwaniu przyjaciela czy partnera życiowego. Istnieją oczywiście kwestie racjonalno-formalne, ale zachęcam przede wszystkim do kierowania się intuicją i tzw. „chemią”. Dla mnie nie istnieje konkurencja między coachami. Podobnie jak z przyjaciółmi – dla Kasi Ania jako przyjaciółka jest świetna, ale Basi już nie pasuje, ona woli Marysię. Między klientem i coachem musi pojawić się przysłowiowa „chemia”, dopasowanie na poziomie dusz, temperamentów, poczucia humoru itp. Moich klientów zachęcam zawsze na pierwszym bezpłatnym „zapoznawczym” spotkaniu, by spotkali się również z innymi coachami i doświadczyli jak się z nimi czują, czy jest „chemia”, czy łatwo im się otworzyć. Od wzajemnego dopasowania wiele zależy. W relacji coach – klient musi „zagrać”. Dla niektórych ważne jest, by coach miał wykształcenie psychologiczne i skończył własną terapię – tym często kierują się moi klienci. Na pewno warto też zapytać coacha o wykształcenie i doświadczenie – ważne by coach ukończył minimum 100 godzin szkolenia, miał co najmniej 250 godzin odbytych sesji coachingowych z klientami, korzystał z superwizji i posiadał certyfikaty. Są też klienci, którzy w ogóle nie zwracają na to uwagi – wystarczy im, że dobrze się czują prowadzeni przez coacha. Można też zasięgnąć opinii innych, którzy polecają dobrego coacha.

D.P.: To ciekawe co mówisz. Czyli coach i klient muszą się po prostu polubić? Czy to działa też w drugą stronę?
K.Ż.: Mogą się polubić ale nie muszą. Coaching nie polega na wzajemnym lubieniu się. Tutaj chodzi o zbudowanie relacji między klientem a coachem. Służy to stworzeniu więzi, atmosfery, która sprzyja efektywnemu prowadzeniu sesji coachingowej i w wyniku tego osiągnięcie celu przez klienta. Klient powinien czuć się na tyle dobrze, by zaufać coachowi i podzielić się z nim tym, z czym przyszedł. Coach też nie musi lubić swojego klienta – nie szuka on przyjaźni tylko rzetelnie wykonuje swoją pracę.
D.P.: Jak wyglądają sesje coachingowe?
K.Ż.: To zależy od coacha i jego sposobu prowadzenia sesji. Zwykle na początku podczas sesji wstępno-zapoznawczej klient i coach poznają siebie. Coach rozmawiając z klientem przedstawia „próbkę” swojej pracy. Ważne jest też omówienie kwestii formalnych, takich jak czas trwania sesji, ich ilość, opłaty, miejsce i forma spotkań – niektórzy klienci wolą coaching przez Skype lub telefon. Jeśli wszystko zostanie ustalone, następuje zawarcie kontraktu lub podpisanie umowy coachingowej. Na kolejne spotkanie klient przychodzi z konkretnym zagadnieniem, tematem, czy problemem do przepracowania. Nie ma określonego wzorca sesji coachingowych. Mogą one wyglądać bardzo różnie. Dominującą metodą jest oczywiście rozmowa, odpowiadanie na zadawane przez coacha pytania i realizowanie ćwiczeń. Inne metody, których ja używam to praca na metaforze, rysunek, posługiwanie się rekwizytami (figurki, klocki, obrazki, gry coachingowe), wcielanie się w role, wchodzenie w cudze buty, odgrywanie scenek, „bieganie po kartkach”, czy ustawienia systemowe – wszystko to służy oderwaniu klienta od schematów i zakorzenionych wzorców. Klient patrzy na zagadnienie z zupełnie nowej perspektywy, dostrzega nowe zależności, uruchamia intuicję. Po sesji dostaje ode mnie krótki „raport”, gdzie zapisane są najważniejsze zagadnienia ze spotkania oraz… praca domowa. Tak, prace domowe są bardzo ważne i związane z tematem poruszanym na sesji – pomiędzy sesjami jest czas na odrobienie pracy domowej i zmiany.
D.P.: To trochę, jak nauka poprzez zabawę, która pobudza wyobraźnię. Mnie to zmotywowało do większego „wczucia” się w temat i pracy nad sobą. Bardzo podobały mi się Twoje podsumowania naszych sesji, do których potem mogłam wrócić.
K.Ż.: Takie doświadczanie siebie czasem więcej wnosi niż rozmowa.
D.P.: Czy jest jakaś reguła, ile sesji trzeba odbyć, żeby problem z którym przyszłyśmy został rozwiązany?
K.Ż.: Nie ma reguły. Na pewno coaching nie ciągnie się miesiącami i latami jak psychoterapia, jest to proces krótkoterminowy. Ilość sesji zależy od potrzeb klienta. Najkorzystniej jest, by sesje odbywały się raz na tydzień lub dwa tygodnie. Bywa tak, że klient załatwia to, z czym przyszedł już podczas jednego spotkania. Czasem potrzebuje ich 5 – 10 lub więcej. Zdarza się, że dookreślenie celu następuje około 4 – 5 sesji i od tego momentu zaczynają zachodzić widoczne zmiany, a klient dostrzega konkretne rezultaty. W zależności od tego, jak proces posuwa się do przodu, w pewnym momencie klient odczuwa, że już nie potrzebuje coachingu i wie, jak podążać do celu bez asysty coacha. Wtedy kończymy. Oczywiście w miarę potrzeb, gdy klient w przyszłości będzie miał inne tematy do przepracowania, można rozpocząć pracę nad kolejnym celem.
D.P.: Klient, który przychodzi na coaching motywację do zmian już posiada. Co z kobietami, które tkwią w „niesatysfakcjonujących” związkach oraz nieciekawych stanowiskach pracy? Jak myślisz co powstrzymuje kobietę przed zmianą w życiu?
K.Ż.: Może zacytuję, w co wierzą takie kobiety: Tyle już zainwestowałam, że szkoda to zostawić. Nigdy już nikogo nie znajdę. Jestem za stara na poszukiwanie nowego faceta. Nikt mnie nie zechce. Jak z nim mi nie wychodzi, to z innym też nie wyjdzie. Potem się okaże, że „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. On tak naprawdę nie jest taki zły, koleżanka ma gorzej ze swoim. Gdy będę się bardziej starać, to on się zmieni. Lepsza taka praca niż żadna. Jak już zaczęłam tu pracować, to muszę być konsekwentna i wytrwać. Na pewno mi się nie uda znaleźć innej pracy. Już jest za późno na zmianę profesji. Nie będę miała się z czego utrzymać. Co inni o mnie pomyślą?
A jakie „wsparcie” te kobiety dostają od innych? Ciesz się, że przynajmniej masz faceta, ja jestem sama. Nie wymyślaj, on jest bardzo sympatyczny, tobie wiecznie coś nie pasuje. Jesteś jakaś dziwna. Jak możesz pozbawiać dzieci ojca? Ciesz się, że w ogóle masz pracę, zobacz jakie jest bezrobocie. Jakoś wszyscy dają radę pracować a ty nie? Życie jest ciężkie, nie ma lekko, zakasuj rękawy i do roboty. Jak ci nie wstyd narzekać na pracę, zobacz ile ludzi żebrze na ulicy.
Więc co kobiety powstrzymuje przed zmianami? Przede wszystkim lęki: lęk przed zmianą, nowością, lęk przed stratą, utratą poczucia bezpieczeństwa, lęk przed odrzuceniem, porażką, kompromitacją, konsekwencjami. Poza tym reguła zaangażowania i konsekwencji, negatywne przekonania, porównywanie w dół, niepewność, wizja czarnego scenariusza, brak wiary w siebie i we własne siły, opinia innych, poczucie winy, tendencja do zachowań konformistycznych, samooszukiwanie się, wiara w różne mity, kierowanie się cudzymi „dobrymi radami” i wiele innych. Są to zarówno obszary do pracy coachingowej, a jeśli problem jest głębszy, to do pracy psychoterapeutycznej.
D.P.: Strach ma wielkie oczy i niekiedy może zawładnąć naszym życiem, ale na szczęście można go oswoić.
K.Ż.: Strach, a nawet lęk też jest potrzebny w życiu. Wiele razy nas uratował. Jednak gdy zaczyna dominować nad nami i przeszkadzać, warto się nim zająć.
Karolina Żmudzka
D.P.: W tej rozmowie chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Zafascynowała mnie Twoja ścieżka kariery. Jesteś psychologiem, coachem, doradcą zawodowym, socjoterapeutą, mediatorem rodzinnym, muzykiem. Co jest Twoim źródłem inspiracji zawodowej?
K.Ż.: Ludzie i ja sama. Kocham to, co robię. W moim zawodzie nie mogę i nie chcę sobie pozwolić na „lenistwo rozwojowe”. Na co dzień pracuję z ludźmi jako psycholog i coach, a ta praca wymaga ode mnie bycia w dobrej kondycji psychicznej oraz by mieć przysłowiowo dobrze poukładane w głowie. W związku z tym korzystam z interesujących mnie kursów, szkoleń, treningów rozwojowych, psychoterapii własnej i coachingu. Moi klienci to osoby dorosłe, młodzież, czasem dzieci, którzy przychodzą z mnóstwem różnorodnych tematów. Część zagadnień, z jakimi się spotykam, jest dla mnie wyzwaniem i potrzebuję się dokształcić – stąd moja potrzeba poszerzania wiedzy i praktyki. Oczywiście staram się nie być „od wszystkiego” – mając wiedzę z różnych dziedzin, wiem, gdzie skierować klienta po specjalistyczną pomoc. Pytałaś też o muzyka. Muzykiem zostałam nie będąc jeszcze psychologiem. Można powiedzieć, że moja mama była moim „coachem” i gdy odkryła we mnie jakiś talent – robiła wszystko, bym mogła go rozwijać. Jako mała dziewczynka tańczyłam w zespole, a gdy zaczęłam grać ze słuchu zespołowe piosenki na pianinku-zabawce, moja kariera potoczyła się w stronę gry na fortepianie i śpiewu. Dwanaście lat w szkole muzycznej i obcowanie ze sztuką uwrażliwiło mnie na drugiego człowieka. Dzięki temu z powodzeniem stosuję też coaching u moich klientów muzyków – wiem, z czym się zmagają szlifując swe umiejętności. Metody coachingowe wspierają grę na instrumentach, bo wbrew pozorom to nie ręce grają, tylko głowa. Czasem odpowiedzenie sobie na kilka ważnych pytań daje więcej niż kilkugodzinne ćwiczenie trudnego utworu.
D.P.: Akurat wszystkie dziedziny związane ze sztuką: muzyka, malarstwo, architektura, pisarstwo, muszą być tworzone z pasją. Choć teraz, gdy rozmawiam z Tobą wydaję mi się, że do każdego zawodu trzeba mieć powołanie…
K.Ż.: Powołanie, predyspozycje… Warto przyjrzeć się swoim zasobom i na nich oprzeć swoją profesję.

D.P.: Kiedy mówisz o swojej mamie jako „coachu”, myślę sobie, że to ważna rola dla rodzica dostrzec i rozwijać pasje swoich dzieci. Jednak nie wszyscy rodzice to potrafią. Jak myślisz dlaczego?
K.Ż.: Nie wszyscy rodzice to potrafią, jeśli sami nie byli wychowywani w duchu podążania za własną pasją. Być może uważają, że życie jest tak skonstruowane, że nie ma w nim miejsca na realizowanie pasji. Była u mnie kiedyś mama chłopca, który był genialny z historii. Kochał historię i chciał dalej rozwijać swoją pasję w liceum w klasie humanistycznej, potem na studiach i zostać nauczycielem historii. Jednak mama nie chciała o tym słyszeć, bo przecież nauczyciele mało zarabiają, nie ma pracy dla humanistów, a facet musi umieć wbić gwóźdź, wkręcić żarówkę, ułożyć glazurę, więc musi iść do technikum. Pewnie domyślasz się po co przyszła? Chciała, bym użyła mojego autorytetu i przekonała syna do jej pomysłu i wybiła mu z głowy historyczne fanaberie. Myślę też, że bardzo ważną rzeczą przy odkrywaniu pasji dziecka jest relacja z nim. Jeśli rodzic i dziecko wzajemnie sobie ufają, szanują swoje potrzeby, są otwarci na rozmowę i poznawanie siebie, wtedy dziecko chętnie dzieli się swoimi zainteresowaniami, pasjami, marzeniami i potrafi poprosić rodzica o umożliwienie ich spełniania, a rodzic jest otwarty i chętny, by to zrobić.
D.P.: Czy w Twoim przypadku coaching również zadziałał?
K.Ż.: Już na studiach mocno działały na mnie pytania jednego z profesorów psychologii. Były bardzo zmieniające, dawały mocnego kopniaka i układały w głowie. Nie było to raczej żadne konkretne podejście psychoterapeutyczne, gdyż zgłębiałam teoretycznie i praktycznie wiele z nich, ale nic mi nie pasowało. Nauczona przez profesora „mocnych pytań” z powodzeniem stosowałam je na swoich klientach. Pewnego dnia natknęłam się na literaturę coachingową. Z radością, że wreszcie odnalazłam to, czego szukałam, postanowiłam zgłębić temat na kursach coachingu. Oczywiście na mnie coaching zadziałał – właśnie doświadczasz mnie spełnionej w celu.
D.P.: Dziękuję Ci za ciekawą rozmowę. Mam nadzieję, że zainspiruje niejedną kobietę do „poskładania swojej łódki” i wypłynięcia w pasjonujący rejs! Sama tego doświadczam i polecam coaching wszystkim kobietom!
K.Ż.: Ja też dziękuję. Miło mi patrzeć jak z radością realizujesz swój cel.

Karolina Żmudzka – psycholog, coach
Dorota Pawelec – dziennikarka