WYMYŚLIŁAM SOBIE ŻYCIE

 

Wymyśliłam sobie życie. Moje życie i po mojemu. Upiekłam w nim ciasto, podlałam kwiaty, upięłam zasłony, aby wpuścić więcej światła.

Goście przychodzili o różnych porach, jedni z ciekawości, inni – z nudów. Było to nowe życie w okolicy, w dodatku niemało się różniło.

Moje życie nie miało płotu, który by je odgradzał od reszty. Drzwi były zawsze otwarte, a ściany zmieniały kolor. Chciałam, aby było Ci w nim dobrze, abyś mógł się człowieku rozsiąść wygodnie w fotelu. Zachwalałeś wnętrze, dziwiło Cię, że serce od duszy może oddzielać jedynie amfilada. Kiedy chciałeś, bujałeś się człowieku na żyrandolu. Innym zaś razem śpiewałeś piosenki w stylu, którego nie lubię. Głośno kląłeś, jeśli była potrzeba. Wchodziłeś i wychodziłeś tak często, że zamontowałam nim drzwi obrotowe.

Przychodziłeś do mnie człowieku jak do kina, albo na kolorowe spektakle, o których Ci opowiadałam. To duża rozrywka mieć kogoś takiego w sąsiedztwie. Kiedy zostawiłam Cię w tym moim życiu na chwilę, po moim powrocie już Cię nie było. Zostawiłeś przeciąg, a kilka ważnych notatek wiatr wywiał przez okno. Urwałeś żyrandol, urwałeś uchwyt w nocnej szafce.

Postanowiłam więc wymyślić sobie nowe życie, w którym zamknę drzwi szczelnie i nie pozwolę, aby dostał się tam ktoś przypadkowy. Nie zapukałeś nawet do drzwi sprawdzić, czy w nim jestem. Wspominałeś nawet coś o tym, że stałam się zadufana i myślę tylko o sobie.

Przyjmowałam Ciebie i Tobie podobnych na moim progu. Mogłam tak wcześniej załatwiać sprawy – do dziś, być może żyrandol wisiałby na swoimi miejscu. Zyskałam jednak normalne drzwi, takie, które same się zamykają – nie trzeba ich dociskać. Rozmawialiśmy czasem nawet dłużej niż chwilę, liczyłam na to, że kiedy będę zamykała drzwi po skończonej rozmowie, włożysz nogę pomiędzy drzwi a futrynę i powiesz „zaczekaj”. Tobie i Tobie podobnym odeszła chęć odwiedzin. Trzeba było stać w progu i rozmawiać.

Będąc wewnątrz, za dawnych czasów, mogłeś chociaż człowieku naoglądać się różności i opowiadać innym o moich miejscach, w których „bywasz”. Mogłeś wynosić w kieszeniach moje marzenia i wizje, aby potem sprzedawać je na rogu ulicy, prawie darmo.

Nie pojawiłeś się już więc potem na moich schodach człowieku i człowieczko. Kto by bowiem, w dzisiejszych czasach chciał rozmawiać?

Wymyślonego, tamtego życia nie chcę już wspominać, bo nie mówi się o tym, co się dzieje w zamkniętych, czterech ścianach. „O tym, co się dzieje w domu, nie mówi się nikomu”. A wiesz, drogi człowieczku, dlaczego się nie mówi? Bo ludzie mogą plotkować i zwyczajnie wynosić znowu z Twojego życia Twoje życie. Nie myślisz chyba, że ktoś by się szczerze zainteresował domem, z którego wyniesiono wszystko. Dom, którego ściany są popękane i, w którym przydałby się gruntowny remont nie jest wart więcej aniżeli działka, na której stoi. Z życiem jest jednak trochę inaczej. O ile nieruchomość jest warta tyle, ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić, o tyle życie tym więcej im rzadsze i trudniej dostępne. Im wyższa cena, tym jeszcze więcej chcą za nie płacić.

Nie jestem jednak dobra w inwestycjach, a konkurencja jest duża. Zbliża się bowiem moda na bycie „out of”. Ulice zapełnią się bezdomnymi, którzy na noc będą wracać do swoich apartamentów

Postanowiłam się zatem wynieść, dobry człowieku i pozostać zwykłą bezdomną. Uznałam, że dom na ulicy tez może być życiem, a życie na ulicy może być domem. Nie bałam się już o żyrandol. Swój dom zostawiłam otwarty, przypuszczam, że nie ma w nim już nic z tego, co tam zostawiłam. Żeromski miał rację: „Rozdziobią nas kruki i wrony”. Tak się nauczyłam zostawiać miejsca za sobą.

Potem było już coraz łatwiej. W miejscach, w których bywałam zostawał po mnie cień jak po ludziach, których zmiótł podmuch wybuchającej bomby w Hiroszimie. To trwalsze aniżeli wspólne zdjęcia czy nagrania wiszące gdzieś, w internetowej chmurze.

Wymyśliłam sobie życie, w którym będę chadzała dokąd chcę i będę całowała innych tak, jak wtedy, na schodach, w moim wcześniej wymyślonym życiu.

Myślałam: „A niech się dzieje, kto mnie pocałuje pierwszy – niech mnie zabiera”. Trochę niczym wiejska Dzioucha. W tym moim wymyślonym życiu tańczyłam więc oberka w kolorowej spódnicy, piszcząc przy tym ochoczo. Można było przewidzieć, że pomylę kroki w tańcu.

Patrzyłam w oczy tym, z którymi tańczyłam i zapomniałam, że przecież oni zawsze się uśmiechają. Przetańczyłam na ulicy wiele dni: boso i w deszczu, w śmiechu i we łzach.

Potem chciałam sobie wymyślić nowe życie. I jeszcze raz i jeszcze. Mówiono, abym się nie bała, więc szłam przed siebie. Chciałam być, po prostu być. Wszyscy, Tobie podobni i inni, nadal byli za szybą. Moje życia, moje domy, wszystkie, które zostawiałam, kiedy chciałam do nich wrócić – niczego już nie było. Chciałam być bezdomna i zostałam bezdomna.

W świecie, w którym wszyscy uśmiechają się z daleka obijam się wciąż o ludzi, którzy otwierają przede mną swoje dusze. Nie musimy zapalać świec i pić wina. Stałam się zsypem, który daje nadzieję, pobieram zło, którego wstydzisz się Ty, człowieku i Tobie podobni. Przyjmuję wszystko, a nie posiadając drzwi, otwieram serce. Rozpalam Ci ogień we mnie, abyś mógł wrzucić tam wszystko, co do tej pory było wstydem i bólem. Otwieram przed Tobą skrzydła, niczym Anioł i pióra niczym Paw.

Prezentuję całą gamę kolorów. Śpiewam Ci piosenki i uczę nut. Ty się dziwisz, człowieku dobry, że spotkałeś tyle szczęścia idąc ulicą. Opowiadasz o świecie, w którym żyjesz, a który nie chce żyć w Tobie. O tym, jak musisz wkładać czarny płaszcz, aby przemknąć ulicą, albo, dla odmiany musisz go zdejmować, aby nie musieć opowiadać o swoim strachu. Chowasz przy mnie twarz w dłonie i mówisz, że chcesz ze mną wędrować.

Od jutra, mówisz.

Widzę, dobrze to widzę, gdy droga zaczyna Ci się dłużyć. Widzę, jak powoli wracasz do swojego świata, w którym mnie nie ma. Obserwuję Cię zza szyby tych wielkich wieżowców. Widzę Ciebie jak szczęśliwie wracasz do domu, do życia, w którym wiszą słynne obrazy, rankingi i liczby. Widzę, jak mniemasz o sobie per rewolucjonista. Że niby masz życie, do którego możesz uciec. Ale, człowieku dobry, nie. Życie, o którym mówisz, to moje życie. Ono istnieje i to ja nim żyję. Nie mogę Ci zabronić wybierać inaczej. Jednak nie mogę być jednocześnie teatrzykiem obwoźnym pocieszającym dusze, które szukają rozgrzeszenia online.

Zastanawiam się tylko, kogo próbuję do czegoś przekonać i, czy to życie sobie sama wymyśliłam, czy ono istnieje naprawdę?

Pola Jezierska – „Pisze się, aby utrzymać ranę otwartą”
Tomasz Mann

Piszę, aby rany posypać słowami. Niech sączy się z nich tak długo się, aż zabraknie słów.

Poznanie pomnaża cierpienie”, ale chęć poznania jest większa od strachu.
Piszę aby zrozumieć – nie po to aby tłumaczyć.

Widzę, słyszę, czuję, myślę i na przemian boję się, aby znów być odważną.

Piszę, bajam i rozmyślam.

Melomanka, marzycielka, poszukiwaczka i stara dusza.

Nie polonistka, nie filolog, nie filozof.

Znowu naprzemiennie: Posiadaczka niespożytej energii miłości do ludzi i Wszechświata, aby zaraz potem wszystkiego nie znosić i złorzeczyć.

Dwubiegunowa. Wzrost: średni.

Wiek: słuszny

Oczy: szaro-niebiesko-zielone
Usposobienie: brak