“W kobietach zachwyca mnie siła i determinacja zamknięta w małych z pozoru ciałkach” – wywiad z Anią Kośką z Dolls Design.

Przedstawiam Wam Anię Kośkę – artystkę, która miniaturyzuje charakterystyczne i nietuzinkowe kobiety. Z jej pracowni wyszły: Lana del Rey, Rihhana, Marilyn Monroe i Amy Winehouse.
Lalki Dolls Design, to rarytas kolekcjonerski, jedyny w swoim rodzaju. Artystkę inspirują dziewczyny z tatuażami, ciekawe osobowości z “pazurem”, kobiety silne. kolorowe i “jakieś”. Ania urzeka pogodą ducha i poszukiwaniem szczęścia w codzienności.
Wzięła udział w projekcie “Lublin Kreatywni”, ukazujący ludzi, potrafiących zarabiać na swojej pasji. Dolls Design – to niepowtarzana marka, dla tych którzy potrafią uszanować kunszt i dbałość o najmniejszy detal.

Anna Kośka
Dorota Pawelec : Tworzysz unikalne kolekcjonerskie lalki, szczegółowo dopieszczone z dbałością o każdy detal, powiedz skąd taka pasja ?
Anna Kośka: Pamiętam, że w dzieciństwie moja babcia szyła lalki, na maszynie Łucznik. Te lalki były inne niż moje, ale gdzieś to we mnie zostało i zostawiło ślad. Już w pierwszej klasie podstawówki dostałam zestaw do haftowania. Szyłam bardzo dużo ubranek dla lalek i dla siebie zresztą też. Były to czasy, kiedy w sklepach nic nie było. Moje stroje, na tyle podobały  się koleżankom, że je ode mnie pożyczały. Szyłam z ubrań rodziców – sukienek mamy i podkoszulków taty. Wszystko robiłam ręcznie, miałam nawet swój ścieg. Igłą operuję bardzo dobrze, można nawet powiedzieć że rzeźbię  igłą w materiale.
Patrząc na twoje miniaturowe dzieła sztuki – można powiedzieć, że jesteś wirtuozem. Wiem, że nie poszłaś na artystyczny kierunek studiów, dlaczego ?
 Lubiłam też matematykę i  przedmioty ścisłe, poszłam więc  tym kierunku.  Studia informatyczne wybrali mi rodzice, ale rzuciłam je i wybrałam studia ekonomiczne. To była dobra decyzja, a moja ulubiona rachunkowość przydawała mi się, gdy podjęłam pracę w banku i obsługiwałam firmy. Przepracowałam tam 6 lat. Ta praca dużo mi dała i lubiłam ją  do czasu. Osiągnęłam tam, wszystko co mogłam osiągnąć i nie chciałam się piąć wyżej po szczeblach bankowej kariery, bo wiedziałam z czym to się wiąże. Chciałam być szczęśliwa, a ta praca tak mnie eksploatowała, zabierała energię i czas . Prawie nie miałam czasu dla mojej córki. Do banku przyszedł kryzys i zaczęły się zwolnienia. Ta cała sytuacja zaczęła mnie męczyć, a ja nie lubię się męczyć. Podjęłam więc decyzję, że się zwolnię. Tym razem, decyzja była przedyskutowana z rodziną, wspierali mnie, widząc jak bardzo córka jest do mnie przywiązana. Potem będąc kurą domową  czułam się jak gwiazda filmowa, pranie, gotowanie, dziecko – wtedy to było dla mnie relaksujące.
 
Długo dojrzewałaś do tej decyzji ?
Tak, bardzo długo, ale była to decyzja przemyślana i przedyskutowana z rodziną.
 
Wtedy – w życiu dorosłej Ani znowu pojawiły się lalki, tyle że dla dorosłych. Jak to się stało ?
Od zawsze wymyślałam jakieś świąteczne gadżety i prezenty, tym razem miałam ,,dużo czasu”, bo wiem , że wbrew pozorom mamy pracujące w domu w ogóle nie mają czasu. Zaczęłam od stroików i bałwanów, które sprzedawały się wśród znajomych. Chciałam przygotować aniołki na sprzedaż i trafiłam na stronę z lalkami „ of the kind”. Były rzeźbione , jak żywe i jedyne w sowim rodzaju – wyjątkowe, a ja lubię wszystko co wyjątkowe. To było to! Miniaturyzacja mnie zafascynowała – pomyślałam, że moje kreatywne dłonie sprawdzą się w rzeźbie. Zapisałam się na internetowy kurs robienia lalek w Anleda Studio Sculpture. Zdobyte tam informacje wykorzystałam i stworzyłam swoje własne formy – rzeźbione igłą w tkaninie. Zaczęłam od aniołków i lalek dla dzieci, ponieważ były najłatwiejsze. Kiedy opanowałam już formę, przyszedł czas na inspiracje – a, że jestem już dużą dziewczynką, tematyka lalek  naturalnie zrobiła się dorosła.
PERLiaż by Dolls Design
 
Twoje lalki to kobiety, co Cię w nich inspiruje ?
Sama jestem kobietą, może dlatego. W kobietach zachwyca mnie to, że potrafią zamknąć tyle wymiernej siły i determinacji w takich często malutkich i na pozór wątłych ciałach.  Bardzo lubię estetykę kobiet, potrafię się zachwycić nad piękną kobietą. Lubię jednak oryginalną urodę i charakterystyczny styl. Czasami coś, co z pozoru jest brzydkie może okazać się piękne w kobiecie.  Moje lalki to też mężczyźni, ale zdecydowanie wolę lalki kobiet, bo mają dużo ciekawych elementów,  w których mogę się artystycznie „po wyżywać” . Włosy, makijaż, strój, poza tym kolekcjonerami moich miniaturowych kobiet są też mężczyźni. Lalkę kobiety z zespołu ABBA zamówiono na urodziny pana, który jest ich wielkim fanem.
Abba
Powszechnie wiadomo że lalki są dla małych dziewczynek. Dlaczego kolekcjonują je dorośli ?
Czy Ty też masz miniaturkę samej siebie ?
Tak naprawdę jesteśmy wiecznymi dziećmi, złe to nie jest, tacy po prostu jesteśmy. Jeśli w dzieciństwie zaszczepiliśmy się kolekcjonowaniem, często przekłada się to na nasze dorosłe życie. A lalki artystyczne są formą sztuki, ładnie prezentują się we wnętrzach, łatwo się z nimi komponują. Dobrze wyeksponowana lalka potrafi zrobić wrażenie. Moja kolekcja lalek w domu jest nie lada atrakcją dla znajomych, dzieciom pozwalam się nawet nimi pobawić.
Nie mam swojej miniaturki. Często pada to pytanie. Wydaje mi się, że ciężko jest się zainspirować samym sobą. Zastanawiałam się kiedyś nad swoją lalką i chyba byłaby to lalka szyjąca lalka.

Czym się kierujesz sięgając po kolejną inspirację ?
Część z nich, jest na konkretne zamówienie, dla przyjaciół i znajomych – to miniaturki ich samych. Natomiast te znane postacie, to dziewczyny, które mnie zainspirowały tym, że są silne, niezależne i charakterystyczne.  Sięgając po kolejną postać robię research w Internecie.
To przeważnie niegrzeczne dziewczynki z pazurem, czasami  trochę nieszczęśliwe. Jedno jest pewne –   nie można obok takiej dziewczyny przejść obojętnie. 
Niegrzeczne, ale i charakterystyczne. Marlyn Monroe robiłam, kiedy zmieniałam mieszkanie i zainspirowało mnie zdjęcie Marlyn, które wieszałam na ścianie. Sporo o niej czytałam. Ma kilka fajnych cytatów.
Masz w sobie część tych dziewczyn?
Robiąc lalkę Marlyn, Amy czy Rihanny dużo o czytam o tych paniach, szukam jakiś fajnych informacji i słucham sporo muzyki. Zastanawiam się nad ich życiem, ale nie mam potrzeby się z nimi utożsamiać, mam świadomość siebie i lubię siebie. Muszę jednak przyznać, że z każdą lalką emocjonalnie się związuję i jestem rozdarta gdy muszę ją oddać do klienta. Czuję się wtedy absurdalnie – bo jest radość ,, przecież żyję w czasach, gdzie hajs się musi zgadzać’ i smutek rozstania – jednocześnie.
Amy Winehouse, jest bardzo charakterystyczna, robiłam ją jak odchodziłam od męża i to były nasze ostatnie chwile razem.
Amy Winehouse
Dolls Design – Amy Winehouse
Dlaczego akurat Amy ?
Bardzo lubię tatuaże, a Amy miała ich dużo. Amy była idealna w wyglądzie, a przede wszystkim,  muzycznie też mi odpowiadała. Robiąc jej lalkę , zastanawiałam się dlaczego tak młodo i w taki sposób zgasła, pomimo tego że miała wyjątkowy talent.
Pewnego dnia natknęłam się w internecie na artykuł o sprzedaży  kolekcji ubrań po Amy Winehouse, tam uwagę moją przykuła sukienka, w której grała jeden z ostatnich koncertów w Rio i pomyślałam, że zrobię jej lalkę.
Masz tatuaże?
Nie, ale bardzo mnie fascynują i może kiedyś… zresztą byłam kiedyś bardzo bliska. Uwielbiam robić lalki z tatuażem. Właśnie teraz robię lalkę, która będzie miała tatuaże na twarzy. Nazwałam ją Manosa i jest inspirowana kulturą meksykańską.
“Manosa”
 
Porozmawiajmy teraz o Tobie i o zmianach jakie zaszły w Twoim życiu w tak krótkim czasie.
Drugą ważną decyzją, był rozwód. To też  mocno  przemyślana decyzja i bardzo trudna. Byliśmy razem 14 lat ! Były i dobre chwile, ale z czasem tak się od siebie oddaliliśmy, że żyliśmy w dwóch osobnych pokojach.  A jeśli chodzi o decyzje i zmiany, to cały czas zmieniam pewne rzeczy w swoim życiu, te które mi  w jakiś sposób nie odpowiadają. Zresztą ja lubię zmiany, traktuję je jak wyzwania.
 

Czy z artystycznego zajęcia da się przeżyć ?

Początkowo zamknęłam się z lalkami na osiem miesięcy w swojej pracowni. Zakładałam na piżamę  dres-jak angielska mama, prowadziłam Laurę do szkoły i zajmowałam się artem. Jednak na tym etapie życia, to mi nie wystarczało, bo potrzebny mi był kontakt z ludźmi. Mam też umysł analityczny i w tym kierunku również chciałam się rozwijać. Wróciłam więc do pracy w Spółdzielni, w której już kiedyś pracowałam i teraz godzę etat z lalkami. Myślę, że można żyć z artu, ale ciężko mi się rozstawać z lalkami, gdy muszę je sprzedać jest mi zwyczajnie smutno i to jest jedyny minus z takiego artystycznego biznesu.
 

To mi się kojarzy z planem awaryjnym. Zawsze go masz ?

Tak, teraz sama jestem głową domu i zawsze mam plan A i plan B. Jeśli widzę że obydwa się sypią, to układam plan C i to mnie napędza. A jeśli chodzi o klientów, to szukam takich, którzy docenią że lalka kosztuje 500-700 zł, gdyż powstaje ok tygodnia.   Jak się lalka klientowi nie spodoba, to plan B jest taki , że zasili moją kolekcję , ale to się jeszcze nie zdarzyło. W każdą z nich wkładam bardzo dużo pracy i serca, nie jest to wiec produkt masowy. Lalka, którą robię obecnie jest haftowana i robię ją już tydzień a to dopiero sukienka.
Anna Kośka i jej lalki

Gdzie można obejrzeć twoje prace?

Myślę o zorganizowaniu wystawy moich lalek. Ja zwyczajnie cierpię na brak czasu. Jestem bardzo zaborcza jeśli chodzi o moje lalki i zawsze trudno mi się z nimi rozstać.  Poza tym, wydaje mi się że jest ich wciąż za mało na wystawę.
Jak doszło do tego, że wzięłaś udział w projekcie Lublin Kreatywni .

Tak, bardzo się cieszę że zostałam zaproszona i jest to dla mnie ogromnie miłe że znalazłam się wśród tak twórczych ludzi, których jak się okazuje jest w Lublinie bardzo dużo. Pomysłodawcą projektu jest Michał Furmanek, który zorganizował fotograficzną wystawę o   ludziach z Lublina, którzy mają swoją pasję i potrafią na tym zarobić.

Czy  kryzysy, są potrzebne?

 Dobrze mi zrobił czas, kiedy byłam sama po rozwodzie. Ze względu na szacunek do męża i mojej córki, wiedziałam, że nie powinnam się z nikim spotykać przynajmniej przez rok. Stałam się trochę taką „babą z jajami”, która sama robi remont, szpachluje i wierci w ścianach. Pomyślałam, dzięki Panie Boże, fajnie, że to też umiem, ale proszę ześlij mi faceta, który zrobi to za mnie. Samotna to ja byłam w małżeństwie, rozwiodłam się dlatego, że chcę mieć partnera w życiu, a przecież do tego jesteśmy stworzeni.
Skąd czerpiesz inspirację ?
Najczęściej  przeszukuję Internet . Inspirują mnie japońskie subkultury, bardzo dogłębnie wchodzę w dany temat. Słucham też dużo muzyki, z niej też czerpię inspirację.Czy taka “baba z jajami” się czegoś boi ?
Bardzo boję się latać. Jeśli mam wybrać między lotem trwającym pół godziny a podróżą  samochodem, która trwa 2 dni – wybieram drogę lądową.
Czyli, jednak stąpasz mocno po ziemi ?
Tak, chociaż ja lubię czasami „odlecieć” w swoim artyzmie, ale schodzę szybko na ziemię , ze względu na Laurę.
Laura recenzuje twoje lalki ?
Jest krytykiem nr jeden, do tego bardzo krytycznym krytykiem. Z dumą pokazuje koleżankom  moje lalki, czasami nawet się nimi bawi.
Masz jakieś plany i marzenia na najbliższe lata?
Moim największym  marzeniem, jest projekt artystyczny, który stworzyłam już kilka lat temu. Pisałam go przez  dwa lata i gdybym wygrała w totolotka, na pewno bym go zrealizowała.  Jest to nowoczesne połączenie scenografii, muzyki, rzeźby, które ma przedstawiać kosmos, absolut, Boga i anioły. Ma na celu zbliżyć nas do Boga, czy  czegoś ponadczasowego i metafizycznego i dać dużo dobra i pozytywnej energii.

Co Cię zainspirowało tego projektu ?
Ja sama jestem  blisko Boga i daje mi to dużo energii i szczęścia. Pomimo tego, że przez kościół jestem uznana za jedną z panien wyklętych, bo jestem rozwódką. Dzięki temu potrafię czerpać dużo szczęścia  z życia codziennego. Cieszę się ze świeci słońce, potrafię spojrzeć na córkę, zatrzymać się na chwilę i pozwolić by mnie zalała radość. Wpadać w zachwyt z powodu zwykłych, prozaicznych rzeczy. Czytałam Biblię i odkryłam że jest tam sporo science fiction i kosmosu. Na nowo odkryłam Boga, Chóry Anielskie i to mnie zainspirowało do stworzenia czegoś, co pozwoli ludziom otrzeć się o szczęście i co mogłoby być atrakcją turystyczną. Projekt stworzyłam tak, że można go spakować i wywieść do innego miasta.  Myślę że Polakom brakuje takiego szczęścia i Boga.
Lana del Rey by Dolls Design

Zachwycający  projekt ! Pamiętaj, że  jak już go już zwerbalizowałaś to jest ogromna szansa na to że się spełni. Masz jeszcze jakieś inne marzenia?

Zanim jeszcze poznałam wartość pieniądza, już jako dziecko, chciałam mieć fundację. Myślę o fundacji dla samotnych rodziców. Z doświadczenia wiem jak potrzebna jest im pomoc, słowa wparcia i wiary w to, że dadzą sobie radę. Nasze państwo niestety tego nie potrafi np.  w Anglii jak jesteś samotną matką, to nie giniesz. Mam wiadomość, że żyję w Polsce, w systemie absurdu, ale lubię swój kraj i nie chciałabym wyjechać z niego na stałe.

Bardzo Ci dziękuję za wywiad. Życzę Ci z całego serca, żeby twoje wielkie marzenia się spełniały.  Imponujesz swoją  siłą kobiecości, ogromnym parciem na szczęście i artyzmem. Życzę Ci też wypuszczenia  twoich miniaturowych „dziewczyn” w świat.Anna Kośka – artystka, Dolls Design  https://www.facebook.com/pages/Dolls-Design

Dorota Pawelec – dziennikarka