Relacja/Kreacja – Ból

Prawdziwa, głęboka miłość wiąże się z prawdziwym, głębokim cierpieniem. Z cierpieniem, które jeśli jesteśmy wytrwali pozwoli nam przejść z miejsca, w którym umieramy do miejsca, w którym czujemy, że naprawdę żyjemy. Od tego procesu nie ma ucieczki. Sprawdziłam.
Można na wiele sposobów próbować zabezpieczać się przed bólem serca. Wypróbowałam większość z tych sposobów. Jednym z pierwszych sposobów na unikanie bólu związanego z bliskością, który odkryłam we wczesnej młodości było tworzenie relacji z więcej niż jedną osobą. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to moja poliamoryczna natura sprawiła, że chciałam i potrafiłam być w kilku związkach na raz. I to jest część prawdy.
Ale z innej perspektywy patrząc muszę przyznać, że utrzymywanie kilku relacji jednocześnie pozwalało mi na unikanie bólu samotności, a także cierpienia związanego z poczuciem odrzucenia, czy bezwartościowości.
Jeśli jeden z partnerów nie okazywał mi uczuć czy zainteresowania, czy nie miał dla mnie czasu, zawsze miałam innego, który akurat miał czas. To co różniło mnie od wielu osób, które postępowały w ten sam sposób była moja szczerość.
Nie oszukiwałam partnerów mówiąc im, że są jedynymi. Podążając tym tropem nie oczekiwałam również, że ja będę jedyną. Mogłabym powiedzieć, że ta moja uczciwość była jakąś zasługą czy mądrością, ale kiedy teraz patrzę na siebie sprzed lat, wiem że był to kolejny sposób na unikanie cierpienia. Cierpienia, które znałam bardzo dobrze, a które było wynikiem sekretów, podejrzeń, braku komunikacji.

 

 

Konfrontacja z rzeczywistością była dla mnie po prostu wyborem mniejszego bólu. Kolejnym sposobem na unikanie cierpienia okazała się być medytacja i cała moja przygoda związana z buddyzmem. Przez wiele lat studiując emocje, powtarzając mantry, słuchając lamów, przynależąc do buddyjskiej rodziny czułam się bezpieczna i chroniona. Aż do momentu, w którym prawda mojego serca zmusiła mnie do porzucenia tej rozległej strefy komfortu i stanięcia oko w oko z samą sobą. Narodziny mojego dziecka uświadomiły mi czym jest miłość bezwarunkowa. Ale kochanie dziecka nie do końca jest związane z wyborem. To jest miłość organiczna i dla mnie zupełnie bezwysiłkowa.
Ale miłość, którą mam na myśli, ta miłość, która powoduje, że chcemy się skonfrontować z naszym najbardziej skrywanym bólem, ona musi być świadoma. Jeśli przyjrzymy się uczciwie naszym życiowym wyborom zauważymy, że większość z nich była podyktowana znajdowaniem sposobów na to żeby nie poczuć ponownie bólu, który nosimy w pamięci naszych ciał. To w co wierzymy, nasza życiowa filozofia również służyła nam do tego celu. I nie ma w tym niczego niewłaściwego.

Ale jeśli chcemy doświadczyć prawdziwej pełni, spotkać własne serce, pokochać wszystko poczucie bólu, którego tak skrzętnie unikamy jest nieodzowne. Myślę, że wejście w głęboką relację z drugim człowiekiem jest najbardziej efektywnym sposobem na zintegrowanie miejsc bolesnych. Bo kiedy prawdziwie i całkowicie otwieram się na drugą osobę jej obecność we mnie wywołuje wybuchy i trzęsienia ziemi. Moje wnętrze, które jest zbiorem delikatnej porcelany, ręcznie stworzonych i ozdobionych dzieł sztuki, którym poświęciłam czas i uwagę, ta unikalna kolekcja zamienia się w stos potłuczonych skorup. I będę ich żałować i nad nimi płakać tak długo, jak długo potrzebuję. A kiedy już wypłaczę wszystkie łzy, poczuję do końca ten niewymowny ból rany, która może być związana z poczuciem odrzucenia, bezwartościowości, straty.
Kiedy dam sobie czas i pozwolenie na beznadziejność wtedy będę mogła z radością i ekscytacją zabrać się do tworzenia nowych dzieł sztuki ze wszystkich potłuczonych kawałków.

Dagny Agasz