Otwieram się na miłość – wywiad z Izą Cisek-Malec

Izabela Cisek-Malec – pracuję jako Coacherka Ciała, nauczycielka świadomej seksualności, trenerka w obszarze relacji intymnych. Więcej o mnie na Coaching Ciała 

Pełnymi garściami czerpię z mądrości pradawnych przekazów z ich bogactwem mitów i symboli, które zamieszkują naszą nieświadomość. A ponieważ to, co nieświadome, zapisane jest w ciele, pracę z archetypami bardzo często wykorzystuję w zgłębianiu aspektów seksualności. Pomagam kobietom, które chcą zadbać o relację z własnym ciałem, by mogły lepiej zarządzać swoją energią, także seksualną. Jak również tym, dla których ważna jest intymność z samą sobą i innymi oraz świadomie tworzone relacje intymne. Jestem autorką wielu programów pracy z kobiecą seksualnością i ucieleśnianiem, prowadzę autorskie, indywidualne sesje Coachingu Ciała.

Wspieram kobiety w kultywowaniu kobiecych jakości, a jedną z nich jest w pełni przebudzone serce – i temu aspektowi jest poświęcony jeden z moich wakacyjnych warsztatów: „Powrót do kobiecości – transformujący warsztat pracy z ciałem i archetypami”. http://www.coachingciala.pl/powrot-kobiecosci-transformujacy-warsztat-pracy-cialem-archetypami/ Obecnie pochłania mnie praca nad książką, która dedykowana jest archetypowi Świętej Ladacznicy. Otwieram również kurs internetowy dla kobiet TY i Twoja seksualność 

DP: Co znaczy miłość w dzisiejszym świecie?

IC: Dla mnie miłość to stan świadomości, ciała oraz serca. Pulsacja i rozwibrowanie całej mnie!

To, co nazywamy miłością w naszym społeczeństwie, moim zdaniem bardziej związane jest z potrzebą – „Kocham cię” przetłumaczyć można zatem na: „Potrzebuję cię.” Niektórzy mówią, że miłość to działanie na rzecz osób bliskich sercu. Miłość można potraktować też jako postawę, jednak najczęściej uważana jest ona za uczucie.

Odnoszę wrażenie, że obecnie dominuje „materializowanie” miłości – wydaje się nam, że dysponujemy określonym jej zasobem i że należy ją gromadzić.

Jednak miłość podlega prawom energetycznym – im więcej jej odczuwamy, tym bardziej pozwalamy jej płynąć. Wtedy ona się pomnaża.

Główny przekaz w naszej kulturze gloryfikuje miłość romantyczną, nierealistyczną, a utrwalaną w filmach i powieściach. Co gorsza, także w bajkach, które czytamy małym dziewczynkom. Brzmi on mniej więcej tak: „Pewnego dnia przyjedzie piękny, przystojny Książę na Białym Rumaku, pokocha cię na zawsze i załatwi wszystkie twoje problemy.” No nie! Nie załatwi. Bo wtedy, kiedy on się pojawi, problemy zapewne dopiero się odsłonią i prawdopodobnie pojawią się przeszkody na poziomie serca właśnie. A z czasem cofnie się nasza projekcja i zobaczymy siebie jako realne osoby.

DP: Kiedyś odkryłam w sobie Księżniczkę – kapryśną, nieszczęśliwą gwiazdę. Pomyślałam – dość tego, pora Cię odstawić… ale zobaczyłam jaka ona jest nieukojona i może warto byłoby tę małą przytulić…

IC: W archetypowej zachodniej baśni Księżniczka czeka na wybawienie. Jest delikatna, blada i piękna. Oczywiście jest też dziewicą. Potem pojawia się ów Książę na Białym Rumaku, a ślub jest momentem “uratowania” Księżniczki i zarazem najpełniejszą ekspresją romantycznego ideału. Doskonałym jego ucieleśnieniem są produkcje rodem z Hollywood, które utrwalają ten wzorzec. Co jest w nim złego? Jedynie… niebezpieczeństwo zostania owładniętą tym archetypowym cieniem kobiecości! Towarzyszy mu dominująca i wszechwładna emocjonalna i fizyczna kruchość a także wiara w to, że jedynie Książę może z niej wybawić i uszczęśliwić.

Oraz dążenie do tego, by za wszelką cenę ucieleśnić wizerunek Księżniczki, która powinna prezentować się w odpowiedni sposób, by być atrakcyjną dla potencjalnego Księcia.

Niektóre Księżniczki tak bardzo przywiązują się do swojej roli, że trudno im ją porzucić i zdecydować się na wybór Księcia. Prawdopodobnie każda z nas nosi w sobie okruchy tej postaci – więc warto przyjrzeć się tym aspektom w sobie i jeśli one już nam nie służą – pożegnać je. Czy widzisz w sobie Księżniczkę, która czeka na wybawienie? Nawet jeśli 18 lat skończyłaś już dawno temu, odpowiedzi na to i inne księżniczkowe pytania mogą okazać się bardzo uwalniające! Prawdopodobne jest, że Księżniczka będzie szukać w mężczyźnie opiekuna czy ojca, warto więc ją ukoić i objąć z poziomu dojrzałej kobiety. Dopiero wtedy może narodzić się Królowa.

DP: A kiedy Książę i Księżniczka spotykają się tylko na seks?

IC: Być może jest to służące dla niektórych osób. Może być też tak, że nie wiadomo, kto komu ma usiąść na kolana i pozwolić na to, by zostać zaopiekowanym. Inna sprawa, że spotykanie się tylko na seks w moim odczuciu bywa złudzeniem, bo podczas uprawiania miłości między kochankami jednak powstaje więź. Można się więc mocno zadziwić – przecież miał być tylko seks, a zaczynam czuć coś na kształt przywiązania???

DP: Odstawiając bajki na bok. Co to znaczy „otworzyć się na miłość”?

IC: To temat rzeka. Mogę jedynie opowiedzieć , jak ja to czuję i praktykuję. W spadku albo na ścieżce życia dostajemy najczęściej blokady albo zamknięcie serca. Wtedy też pojawiają się przekonania, że miłość boli, albo że najfajniej zakochać się z wzajemnością itp. Te przekonania mają potem odzwierciedlenie w relacjach z innymi. Limitujemy miłość, nie pozwalamy sobie na swobodę.

DP: Gdzie leży klucz?

IC: Cała sztuka polega na tym, żeby nauczyć się „wchodzić” w przestrzeń swojego serca i je otwierać. To nie oznacza, że będzie różowo i landrynkowo. To może oznacza, że zaczniesz więcej czuć.

Kiedy wchodzisz na ścieżkę przebudzania serca, zwykle zaczyna napływać mnóstwo trudnych emocji, bo nawykowo nauczyłaś się odruchów zamykania i serca, i ciała, by przeżyć to, co było na przykład za trudne dla małej dziewczynki. Być może pojawią się delikatność i miękkość – a nasza kultura premiuje akurat nie te jakości! Zaczynają się też ukazywać przeszkody na tej drodze.

DP: Czym są przeszkody w otwieraniu się na miłość?

IC: „Twoim zadaniem nie jest szukanie miłości, ale jedynie poszukiwanie i znalezienie barier wewnątrz siebie, które zbudowałaś przeciwko niej.” Tak pięknie pisał o tym zjawisku suficki poeta Rumi już w XIII wieku. Widać natura ludzka tak bardzo się nie zmienia, choć mam poczucie, że coraz więcej tworzymy barier, które uniemożliwiają nam miłowanie – to słowo doskonale oddaje to, do czego zachęcam. Może nie być łatwo ani przyjemnie zanurzać się w przestrzeni serca, bo zwykle kurczyłaś się albo zamykałaś na odczucia stąd płynące. I niekoniecznie od razu zacznie przez ciebie płynąć miłość. Potrzebujesz najpierw przyjąć całą siebie i zaakceptować ból, smutek, podatność na zranienie, oswoić lęk przed bliskością. Jeśli nie skierujesz miłości w swoją stronę, to jak możesz otworzyć się na drugą istotę i obdarzyć ją twym miłowaniem?

DP: To chyba najtrudniejsze…

IC: Tak, warto się nad tym pochylić a potem praktykować.

A z drugiej strony to wszystko o czym mówię, jest proste, choć jawi się jako trudne. Jedyne czego potrzebujemy, to powrócić do siebie, zacząć na nowo być sobą. Bo kultura i przekazy wzmacniają takie zachowania i postawy, które oddalają nas od samych siebieJednak każda i każdy z nas może wziąć odpowiedzialność za to, co z tym zrobimy.

DP: Jak to zrobić? Jak wrócić do siebie?

IC: Pięknie pisał o tym mistrz uwalniania ciała, Alexander Lowen. „Głębokie uczucia, które zakopaliśmy, to te należące do dziecka, którym kiedyś byliśmy, które było niewinne i wolne i które znało radość, póki jego duch nie został złamany wmówionym mu poczuciem winy i wstydu za naturalne odruchy. To dziecko nadal mieszka w naszych sercach i w naszym wnętrzu, lecz straciliśmy z nim kontakt, co oznacza, że straciliśmy kontakt z najgłębszą częścią nas samych.”

Powrót do siebie prowadzi przez powrót do ciała. By porzucić pomysły innych osób, skrypty i stereotypy oraz ego a zanurzyć się w doświadczaniu siebie. Zaczynam czuć swoje ciało oraz informacje z niego płynące. Wiem, jaka jestem – i to wiedzenie pochodzi z otwartego serca właśnie oraz z brzucha, a nie z głowy. Wiem, co mi służy, czego nie lubię, gdzie leżą moje granice. Wiem, kiedy powiedzieć „nie” i kiedy powiedzieć „tak”. I to „nie” i „tak” pochodzą z miejsca mojej zgody na siebie, z miejsca, w którym jestem ze sobą w głębokim kontakcie. Być może mówię „nie” innej osobie, ale w tym samym momencie mówię „tak” sobie. Nawet jeśli komuś trudno z moją odmową, to godzę się z tym. Nie biorę odpowiedzialności za emocje drugiego człowieka, choć oczywiście jestem z kontakcie z tym, co się z nim dzieje, ponieważ utrzymuje stan otwartego serca. Za to biorę pełną odpowiedzialność za siebie i to, co czuję!

DP: Czasami trudno nam odróżnić nasze emocje od cudzych. Kiedy nauczymy się nie stawać się tymi emocjami, mając świadomość, że odpłyną jak fala, tak się nie dzieje. Wtedy przyjmuję wszystko takim jakie jest. Zaczynam godzić się na zwyczajność i w tym jest pewna… niezwykłość.

IC: Niezwykłe jest przecież wszystko to, czego mogę bezpośrednio doświadczać właśnie w tej chwili – podziwiam kwiat, który dostałam od mojego męża dwa dni temu. Przepiękny, fioletowy hiacynt, którego wonią karmię się teraz, rozmawiając z tobą. To wrzuca mnie w tu i teraz. W tle spostrzegam rosnące za oknem drzewa. A przede wszystkim, na pierwszym planie, w okienku mojego laptopa widzę ciebie – jak gestykulujesz i uśmiechasz się, rozmawiając ze mną. Doświadczam tego, co zadziewa się tylko i wyłącznie w tej chwili. To proste i niezwykłe równocześnie. Kiedy wchodzimy w ciało, w zmysły i oddech. I w serce.

Moje doświadczanie siebie zaczęło się wiele lat temu. Kiedy otwierałam serce, pojawiał się dotkliwy fizyczny ból. Jednak moje serce chciało się otwierać coraz bardziej i bardziej. I zaufałam temu procesowi. Moje serce tęskniło do tego, by stawać się otwartym, żywym, pulsującym i emanować miłością. Teraz wspieram kobiety w otwieraniu serca podczas warsztatów i sesji indywidualnych.

Zapewne ciebie też uczono, że tłumienie uczuć jest rozsądne, bo wtedy nie cierpisz. Zwykle te odczucia, których do siebie nie dopuszczasz i których nie chcesz doświadczać, mają korzenie w przeszłości. Kiedy wypierasz z pamięci sytuacje, które były zbyt bolesne, zostają one zapisane w pamięci komórkowej jako „niekompletne”. A ciało zapamiętuje każdy taki incydent, wyparty albo odłożony „na później”. Tymczasem prawdziwa natura serca polega na tym, ze jest ono w stanie pomieścić nieskończenie wiele.

DP: Serce to przestrzeń czucia i emocji?

IC: Warto sprecyzować róznicę między dwoma poziomami doświadczeń: doznaniem zmysłowym czyli uczuciem a emocją. Doznanie to odczucie fizyczne pojawiające się na poziomie ciała, często to adekwatna reakcja na to, co właśnie się wydarza. Emocja jest połączeniem doznania z nieświadomymi lub świadomymi procesami myślowymi, które powoduje, ze mówimy o smutku, szczęściu, przygnębieniu uniesieniu czy gniewie. Emocje są zwykle powiązane ze złożonymi stanami, taki jak zazdrość, odrzucenie, opuszczenie, bycie zdradzoną. One są mieszanką kilku emocji. Serce istnieje po to, aby czuć.

Tymczasem nam w relacjach odpalają się często dawne emocje. Doświadczając swoich emocji przy drugiej osobie przeżywam to tak: „O, teraz coś mnie tak bardzo zabolało!”. Mogę to odrzucić, obwinić kogoś, zamknąć się. Mogę też to poczuć, poczekać, chwilę z tym zostać.

I mogę też wziąć oddech, dosłownie przytrzymać stan otwarcia serca – na początku pomagało mi wyobrażanie sobie tego w formie obrazu – i ta emocja, w pełni przyjęta, przepłynie. A serce będzie się uczy, że bezpiecznie jest się otwiera! Oczywiście, jeśli mamy za sobą bardzo trudne doświadczenia, ten proces może wymagać profesjonalnego wsparcia, jednak ostatecznie chodzi o to, by przyjąć wszystko, co się pojawia na poziomie emocji, w pełni i całkowicie. Dopiero kiedy skontaktuję się ze sobą, mogę wejść w głębszy kontakt z drugą osobą, bo choć poczułam w pewnym momencie coś nieprzyjemnego, wzięłam za to odpowiedzialność i mam już w doświadczeniu to, że mnie to „nie zabiło”.

DP: Porozmawiajmy o zranieniach. Kiedy odczuwamy zranienie bardzo często winimy naszych partnerów za ból którego doświadczamy. Tymczasem zranienie jest nasze. Mamy je w sobie – zazwyczaj od dziecka, a ten ktoś je tylko odpala.

IC: Tak, druga osoba bywa aktywatorem i raczej nie poruszy czegoś, czego we mnie nie ma. Byłoby pięknie wejrzeć w serce i zapytać: „Dlaczego i jak ja siebie ranię”? I dlaczego to robię, co to mówi o mnie, czego wciąż się trzymam? Ta druga osoba mi właśnie o tym przypomniała. To też pomaga mi odzyskać sprawczość w ewidentnie trudnych relacjach i nie pozostawanie w roli ofiary. Choć ja uważam, że dobieramy sobie osoby, które stają się dla nas lustrami.

DP: A obszar miłości w ciele?

IC: Zapewne nie bez powodu w okolicach serca rozkwitają nasze piersi. Temu obszarowi dedykuję sporo miejsca na moich warsztatach. Po pierwsze, kobiecy biust został uprzedmiotowiony. Po drugie, pojawia się sporo pomieszania w kwestiach macierzyństwa i karmienia, na przykład w miejscach publicznych – co wynika z zseksualizowania piersi. Kolejna sprawa, która pojawia się przy okazji obszaru kobiecego biustu, to lęki wokół choroby – tymczasem nikt nie uczy nas, jak o ten obszar dbać, by z czułością zapobiegać niekorzystnym zmianom. Ale te wszystkie kwestie są do objęcia i możemy same zatroszczyć się o swoje piersi, w kontrze do pomysłu, by walczyć z chorobą.

DP: Kiedy słyszę słowo „walka” w kontekście choroby to wiem, że nie prowadzi ona do uzdrowienia.

IC: Piersi są starożytnym symbolem troski. To zostało w naszej kulturze nieco wypaczone. Kobiety troszczą się często o innych… i niejednokrotnie tylko o innych. Dobrze byłoby zatroszczyć się o siebie. Oczywiście, kiedy masz maleńkie dziecko, to troszczysz się głównie o nie, jednak czy pamiętasz o sobie i umiesz prosić o pomoc? I czy to dziecko wymaga opieki w takim samym stopniu przez kolejnych osiemnaście lat? A może zajmując się innymi, unikasz zajmowania się sobą?

Warto nauczyć się wchodzić w kontakt z piersiami przez dotyk, masaż, czułe zatroszczenie się o nie. Tym bardziej, że masaż czy dotyk pozwalają kobiecie skontaktować się z emocjami związanymi z tym obszarem, a to jest bardzo ważne dla jego zdrowia.

Otwieranie się przestrzeni serca i piersi wspierane jest przez płacz. O ile złość uwalnia napięcie z tyłu ciała, płacz uwalnia napięcia zgromadzone na jego przodzie. Kiedy się wypłaczemy, w klatce piersiowej powstaje uczucie lekkości, łatwiej jest także oddycha. Tylko głębokie wypłakanie się rozładowuje smutek. I choć śmiech ma także moc uwalniania napięcia, ważne, żeby nie używać go zamiennie.

DP: Jak kobiety w naszej kulturze postrzegają swoje piersi?

IC: A jaki jest ideał piersi? Te idealne mają wielkość jak u matki karmiącej a jędrność jak u nastolatki – dominujący wzorzec jest więc nierealny dla większości kobiet. Niestety, porównujemy się z innymi kobietami i to bywa raniące. Wiele kobiet nie lubi swoich piersi, nie akceptuje ich wyglądu, doświadcza trudności a nawet bólu związanego z karmieniem. To często prowadzi do braku kontaktu z tym obszarem, który dosłownie znieczula się na dotyk. Kobiece piersi są bardzo różne, a my mocno, także na nieświadomym poziomie sugerujemy się tym, co widzimy w mediach. Na szczęście jest wiele kobiet, które zaczęły budować zdrową relację ze swoim biustem. A podczas moich warsztatów uczymy się akceptować różnorodność, bogactwo kształtów i rozmiarów kobiecych piersi. To bywa niezwykle uwalniające i uzdrawiające!

DP: A nowotwory?

IC: Zbadano, że są na nie podatne zwłaszcza te kobiety, które w relacjach nie żyją pełnią siebie. Te, które chorują na nowotwór piersi, bardzo często nie wyrażają złości, chowają się za fasadą uśmiechniętej i miłej osoby, nawet jeśli funkcjonują w relacji, która im nie służy. Cierpią w samotności i później to odchorowują.

Wiele jest kobiet, które nie opłakały straty bliskich osób czy odejścia dzieci z domu, nie przeżyły żalu i nadal przytrzymują w sobie te emocje. Inne nie przebolały zakończenia istotnej relacji czy utraty ważnej pracy. Badania, na które powołuje się doktor Christiane Northrup, ginekolog i położna oraz wspaniała nauczycielka na ścieżce odzyskiwania kobiecego ciała jako źródła naszej mądrości pokazują, że takie kobiety są bardziej podatne na choroby piersi. To bardzo ważne, by pożegnać i opłakać to, co było dla nas ważne. I pozwolić na to, żeby życie płynęło dalej.

Piersi są bramą do kobiecej przyjemności. Pod wpływem pieszczenia ich przysadka wydziela prolaktynę i oksytocynę, co u kobiet karmiących wspomaga laktację, a u wszystkich wywołuje stan relaksu, błogości i poczucie bliskości z innymi. Starożytni mistrzowie zalecali masaż piersi i pełne świadomości dotykanie ich. Wtedy joni (wagina) robi się wilgotna, żywa, pulsująca i otwiera się. Także kobieta staje się wtedy otwarta na to, by się kochać.

Wiele kobiet potrzebuje więc uwrażliwić znieczulone na dotyk piersi, by w pełni obudzić swoją seksualność.

Dopieszczone piersi z pulsującym, kochającym sercem wewnątrz oraz miednica pełna życia i płynącej swobodnie energii seksualnej są tym, czego według mnie świat rozpaczliwie, choć niezupełnie świadomie łaknie, ponieważ właśnie teraz bardzo potrzebujemy w pełni przebudzonej kobiecości!

DP: Podoba mi się perspektywa budzenia kobiecości. Ogromny szacunek dla ciebie za to co robisz! Dziękuję Ci za rozmowę i z radością otwieram się na nowe czasy.

IC: Dziękuję.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Fot. Unsplash, Yves Huy Truong