„Idę swoją własną drogą” – wywiad z Monique Lehman

Monique Lehman jest znaną w wielu krajach artystką sztuki włókna. Jej gobeliny zdobią galerie, muzea i świątynie na całym świecie. W Polsce znana jest jako córka lubianego , nieżyjącego już Papcia Chmiela. O tym jak można być piękną i spełnioną na wielu płaszczyznach kobietą, mając ponad 60 lat. O małżeństwie po amerykańsku i sięganiu po marzenia.

 

 

Jesteś barwną kobietą, która „wie, czego chce”. Jaka była Twoja droga do odkrywania swojej kobiecości?

Moja mama była wyjątkowo kobieca, piękna i urocza. Wszyscy ją uwielbiali. Nie musiałam daleko szukać żadnych wzorców. Daleko mi do mamy, ale poszłam swoją własną drogą. Mama całkowicie poświęcona była dzieciom. Mnie udało się zbudować także karierę zawodową, chciałam być absolutnie niezależna.

 

Czy możesz opowiedzieć o Twoim wyjeździe do Stanów? To był odważny krok, zmieniający życie.

Pierwszy wyjazd do Stanów, odbyłam zaraz po ukończeniu Liceum Sztuk Plastycznych. Tata stwierdził, że jestem niedojrzała i za wcześnie, aby iść na studia. Skoro muszę sobie sama radzić w życiu, być niezależna, to potrzebuję wyruszyć w podróż. Wsiedliśmy więc razem na statek „Stefan Batory” i wyruszyliśmy do Ameryki na pół roku. Kiedy wróciłam byłam już dojrzałą kobietą i mogłam pójść na Akademię Sztuk Pięknych.

 

Czego się dowiedziałaś w tej podróży?

Widziałam wiele małżeństw, wiele kobiet, które mi pokazywały inne jakości niż te wyniesione z domu. Chciałam być inną kobietą, niż taka, która jest oddana tylko rodzinie.

 

Jakie były Twoje początki w Stanach?

Podczas mojego pierwszego pobytu nie miałam jeszcze dyplomu ukończenia uczelni. Musiałam więc robić to co każdy przyjezdny, poszłam więc opiekować się dziećmi w bardzo luksusowym pałacu. Obserwowałam kobietę, u której pracowałam, jak się zachowuje w stosunku do męża, jak mało dba o swoje dzieci. Było to dla mnie wyzwalające doświadczenie. Miałam zakodowane, że małżeństwo to jest tylko oddanie się dzieciom, że to koniec samej siebie. Tam dowiedziałam się, że dzieci można oddać opiekunce i zająć się sobą.

 

A druga podróż?

Drugą podróż do Stanów, odbyłam już jako dojrzała kobieta. Miałam 26 lat i dyplom magistra Akademii Sztuk Pięknych. To było piękne, bo tę samą Akademię ukończył mój tata. Kiedy przyjechałam do Stanów, to czułam się silna, bo wykształcenie polskie dało mi więcej, niż mogłoby mi dać amerykańskie. Wierzyłam, w to, że to ja mam wiele do pokazania w tym kraju. To nie Ameryka kształtować ma mnie, ale to ja wnoszę tam swoją indywidualną wartość. Mimo że moją specjalizacją jest rzeźba, to zajmuję się sztuką włókna. W tamtym czasie zajmowałam się gobelinami. Miałam pewność siebie, która poparta była solidnym wykształceniem. Wierzyłam w to, że wygram każdy konkurs i to mi bardzo pomogło. Dostawałam więc zamówienia, wygrywałam konkursy, a później była praca w studio przez pół roku, a nawet przez rok. Następnie przyszedł czas na wielkie wernisaże. Taki styl życia mi bardzo odpowiadał.

 

Jesteś bardzo wolna, nie wtapiasz się w kulturę, jesteś sobą.

Miałam takie szczęście, że nie musiałam nigdy dla nikogo pracować. Nauczyłam się takiego modelu od tatusia, bo tata chodził do pracy raz w tygodniu, żeby oddać historyjkę obrazkową do „Świata Młodych, a resztę czasu spędzał w swojej pracowni. Wiedziałam, że tego typu praca jest możliwa, że nie trzeba gdzieś biec na godziny, bo można stworzyć swój własny świat.

 

Praca jest dla mnie, a nie ja dla pracy?

Tak, ale praca musi być pasją. Nie obowiązkiem.

 

Jak to jest być córką sławnego taty?

On może jest sławny, ale dla mnie zawsze będzie tatusiem, który sadzał mnie sobie na kolanach, opowiadał mi o świecie i uczył historii. Oprowadzał mnie po gruzach Warszawy, jak byłam malutka. Jak trzymałam tatę za rękę i potykałam się o te porozrzucane wszędzie cegły, to wydawało mi się, że tak wygląda świat.

 

Monique Lehman z ojcem Papciem Chmielem

 

Czy jest coś, co jeszcze nigdy nie wybrzmiało w żadnym wywiadzie? O co nigdy nie byłaś pytana?

Bardzo mało jestem pytana o to, co robię na świecie. Zawsze jestem w Polsce postrzegana jako córka Papcia Chmiela. Zanim zdążę coś powiedzieć, to jest już nagrany cały wywiad o moim tatusiu. Ja nie jestem produktem mojego taty. Dał mi pędzelki i farby, jak miałam 5 lat i chciał, żebym robiła komiksy. Mnie odrzucały ostre kolory i kreski, moja sztuka jest pastelowa i spokojna. W pewnym momencie powiedział: „Idź swoją własną drogą, ale jedno musisz pamiętać, że jeśli nie będziesz rysowała tak jak Leonardo Da Vinci, nie będziesz miała takiego dotknięcia jak Rembrandt, to proszę Cię, nie rób żadnej abstrakcji”.

 

Czytałam ostatnio taki nagłówek w prasie na Twój temat: ”Żona sławnego milionera, córka słynnego Papcia Chmiela”.  Czy to jest o Tobie?

Szczerze mówiąc, to w Kalifornii każdy jest milionerem, bo ceny domów zaczynają się od miliona dolarów. Tak, na poważnie to zawsze zarabiałam na siebie sama, a że trafił się zamożny mąż, to już tylko plus.

 

Spotkaliście się w takim momencie, kiedy Ty byłaś niezależna.

Tak, ja byłam już 15 lat w Ameryce i doskonale prosperowałam. Muszę przyznać, że miałam dużo większy dom od mojego męża. Jak się pobraliśmy, to powiedziałam do niego: „David, ludzie po ślubie to chyba mieszkają razem”. Na co on: „Wiesz, ale ja nie mam śmiałości zaprosić Cię do mojego apartamentu, bo ja mam tylko dwa krzesła. Dlatego zebraliśmy jego manatki i pojechaliśmy do mnie.

 

Czy możesz powiedzieć, jak wygląda twój sposób na spełniony związek, tak aby zasilał ludzi, a nie pozbawiał ich energii?

Myślę, że każdy ma jakiś inny model. To dzieciństwo nas kształtuje, niektórym bardzo brakuje ciepła i miłości. Ja miałam tyle miłości od tatusia i od mamy, że nie czułam się nienasycona. Chciałam odnaleźć w mężu kogoś, kto będzie mnie szanował jako indywidualność i będę mogła iść dalej swoją drogą. Znalazłam takiego człowieka po 15 latach poszukiwań w Ameryce. Kiedy pojawił się David Lehman, to od razu wiedziałam, że ten człowiek nie tylko mnie nie ograniczy, ale da mi prawdziwą wolność.

Czym jest dla Ciebie prawdziwa wolność?

Dla mnie jako artystki to znaczyło na przykład to, że mogę wstać o 3 nad ranem i tworzyć. Nie mam takich momentów, abym czuła się zagubiona, czy nieszczęśliwa, bo ta sztuka całkowicie mnie absorbuje. Mogłam w pełni zająć się tworzeniem. Teraz jestem włączona w szereg projektów międzynarodowych. Tutaj w Polsce przyjeżdżam rodzinnie i znana jestem jako córka mojego taty. Mam wystawy w wielu krajach, a szczególnie upodobałam sobie Chiny. Wykładam na największym Uniwersytecie w Pekinie.

 

A jak wygląda małżeństwo po amerykańsku?

Wydaje mi się, że małżeństwo zależy od tego, jak mężczyzna został wychowany przez matkę. Matka Davida to była prawdziwą damą. Jak czegoś potrzebowała, to mówiła do swojego męża: „Kochanie, proszę, przynieś mi to i to”. Mąż szybciutko spełniał jej prośby. Mnie zajęło kilka lat, żeby się zrelaksować i przestać zachowywać się tak jak moja mama, która gotowała, szyła, opiekowała się dziećmi, chodziła z ciężkimi paczkami i siatkami na bazarek. Jak kupiła jedną pomarańczkę, to oddawała ją dzieciom, bo jej się nie należało. Musiałam zrzucić wszystko to, czego nauczyłam się od mamy. Tę staranność polską, oddanie się mężowi i dzieciom. Stać się taka jak mama mojego męża.

Moje koleżanki do tej pory nie dowierzają, że tak wygląda moje życie, że mówię mężowi: „Możemy iść w sobotę do restauracji. Zgadzam się”. Wszystko sobie sam organizuje, gotuje, zamawia, podaje rano kawę.

 

Jak utrzymać zainteresowanie sobą nawzajem?

Cały czas robić coś ciekawego. Teraz na przykład mogę powiedzieć: „Kochanie, miałam wywiad z najważniejszą dziennikarką w Polsce”.

A czy Twój mężczyzna przypomina Twojego tatę?

Jest absolutnym jego przeciwieństwem. Nie szukałam drugiego ojca. To, co reprezentował sobą mój ukochany tata, nie stanowiło cech pożądanych dla małżonka. Był zajęty swoją karierą. „Tytus” odgrywał w jego życiu bardzo ważną rolę. Bardzo nas kochał, ale my jesteśmy produktem mojej mamy i jej opiekuńczości. Mój tata często nudził się w Polsce. Wsiadał wtedy na statek do Afryki i wracał ze stosem rysunków i pomysłów.

 

Wystąpiłaś w polskiej edycji „Żon Hollywood”. Czym dla Ciebie było to doświadczenie?

Producenci tego show szukali kogoś, kto będzie jakąś antydozą kobiet, które nieustannie robią zakupy, dbają o siebie, rozmawiają o tym co ugotowały. Zainteresowałam ich tym, że jestem inna. To dało mi zbliżenie do mojego męża. Są takie momenty w małżeństwie, że każdy idzie swoją drogą. Tak było też u nas. Kiedy przyszła ekipa „Żon Hollywood”, zapytałam Davida, czy zgodzi się wystąpić ze mną w programie. Mężowie moich koleżanek nie życzyli sobie uczestnictwa, mówili: „Mogę tam mignąć, gdzieś z tyłu, ale proszę mnie nie wciągać w te swoje zabawy”. A David powiedział: „Ależ oczywiście, robimy to show!”. Angażował się, opowiadał o sobie, pokazywał siebie i swoje hobby. Teraz jak przyjeżdża do Polski, jest bardziej rozpoznawalny niż ja. Jest prawdziwym, odważnym mężczyzną i bardzo ciekawym człowiekiem.

 

Znaleźliście wspólną przestrzeń w tym programie?

On szanuje i podąża za moimi zainteresowaniami, ja również podążam za jego odkryciami kosmicznymi i uczestniczę w jego pasjach.

 

Czy możesz opowiedzieć o swoich najbliższych planach?

W tej chwili realizuję projekt artystyczny w Chinach. Nie brzmi to może zbyt skromnie, ale jestem pomostem pomiędzy Wschodem a Zachodem, dla sztuki włókna. Mam osobowość Polki, która świetnie się porozumiewa z Chińczykami, ale przy tym potrafię komunikować się po amerykańsku.

 

Co chciałbyś powiedzieć polskim kobietom?

Kobiety polskie, mam już prawie 70 lat i wystąpiłam ostatnio programie TVN: „Szczęście zaczyna się po sześćdziesiątce”. Jeśli masz 30, 40, czy nawet 50 lat, to twoje życie dopiero się zaczyna! Nie narzekaj, idź własną drogą, realizuj siebie, nie lekceważ nikogo, żyj z szacunkiem do całego świata. Nie zapominaj o tym, że to ty jesteś najważniejsza!

 

Dziękuje! Moim gościem była Monique Lehman. Życzę Ci dalszej ekspansji twórczej i nie tylko.

 

Rozmawiała Dorota Pawelec

 

Możesz też  obejrzeć wywiad  z Monique Lehman