DZIKOŚĆ SERCA

dzikość serca
Świat jest pełen miłych ludzi. Dziewczynek i chłopców, którzy boją się swojej dzikiej strony. Zamykających bicie serca w ciasnym pudełku, przestraszonych swojej ciemnej części, która zawsze wtedy rośnie, jak w krzywym zwierciadle. Tak naprawdę cała ta ciemność w nas, jest tylko brakiem światła. Zamkniętym,  zapomnianym dzieckiem, które czekana uwagę i troskę. 
Pragnienie, aby zawsze było miło i wygodnie powoli stapia naszą moc kreacji. Czujemy odcięcie, brak życia, zamulający smutek. To co działa w  pracy z ludźmi i sobą samą, to pozwolenie  ciału na wyrażenie jego naturalnych pragnień. Inaczej znajdzie ono nienaturalny sposób na przejawienie swoich odruchów. Kiedy nie zgadzamy się na to odczucia płynące z ciała, wyrażamy te instynkty w sposób agresywny dla siebie, lub też pasywno agresywny dla innych.
To takie ważne,  aby dać przestrzeń tej dzikiej części siebie. Kiedyś formowano mnie na grzeczną dziewczynkę. Nie pyskuj, siedź cicho, nie wymyślaj, zmów grzecznie paciorek i idź spać z rączkami na kołderce. Bałam się wyrazistości, pewnych siebie ludzi, odpowiedzialności, tego co czuję, głośnych słów wypowiadanych w gniewie.  Prędzej czy później zauważyłam, że to co wszyscy tak szumnie nazywają “szczęściem” to własnie ta soczystość i kreacja, która pojawia się w życiu, kiedy otwieram się na swoje instynkty i pozwalam sobie za nimi iść.
Aby więc zdjąć z siebie cały ten formujący beton, musiałam dopuścić do siebie, to co otoczenie nazwałoby brzydkim, nieładnym, nienormalnym, głośnym. 
Potrzebowałam  wrócić do tej części mnie, która chciałby spontanicznie, autentycznie coś poprzez swoje ciało przekazać, wyrazić. Ktoś by mógł powiedzieć, że nieadekwatnie do sytuacji. Wyobraźcie sobie jednak dzikie zwierzę, które nagle uwolnicie z klatki. Ta wolność może je przerazić…
Dlatego pierwszym krokiem, aby  zaopiekować się tym, co zamykaliśmy w ciemności przez tyle lat   jest uwolnienie naszego jestestwa w wymiarze cielesnym. Zrobienie mu przestrzeni, aby ono mogło BYĆ. Podczas sesji zauważam, że dotyk jest czymś bardzo wspierającym. Jeśli więc zaczynasz odczuwać dyskomfort, zamknij oczy, poczuj swoje ciało i popatrz, czy możesz pozwolić sobie czuć. Na ile się opierasz, a na ile się otwierasz. To czego nie chcesz czuć, nie pozwoli ci się uwolnić  i przetransformować.
Na ile pozwalam sobie zrobić w swoim jestestwie miejsca na to  czuję? To co silne i niewygodne potraktuj to jako posłańca, który o czymś mówi. Jeśli tylko go wysłuchasz, odejdzie i zrobi miejsce na coś nowego. Poczuj sobie do  jakiego “wyrażenia”  dąży ciało. Wejdź w te uczucia, okaż im troskę i poczuj do czego się wyrywasz. Do dotyku, tupania, krzyku, skulenia…Pozwól ciału to wyrazić. Kiedy czujesz ten lęk i jednocześnie dajesz mu swoją uwagę i troskę, to jak zaczyna reagować twoje ciało?
Ważne jest wzbudzenie tego uczucia i odpowiedzenie mu   troską, dotykiem, przytuleniem, dobrym gestem, którego kiedyś zabrakło. Pozwól sobie reagować w bardzo spontaniczny sposób, jeśli z ciebie wypływa jakiś jęk, stęknięcie, kołysanie, płacz, krzyk.  Nie krytykuj tego w sobie. Nie oceniaj, nie umniejszaj. Pozwól temu wypływać na powierzchnię. 
Miłość bezwarunkowa to pozwolenie sobie na przejawienie się tej dzikiej, spontanicznej, czasem płaczliwej części siebie.  Kiedy dzikość zostaje uwolniona, nie przejawiasz się już w sposób agresywny. Ani dla siebie, ani dla innych. Dzikość jest źródłem naszej kreacji, która jest poza schematami.
Jeśli życie, które się przez ciebie przejawia jest cały czas spętane, to nie popłynie w nim kreacja. Wróć do swojego ciała, nawiąż z nim kontakt, poprzez czucie, dotyk, oddech, taniec, seksualność, uwalniając z niego słowa, ekspresję, dźwięki. 
Chowanie i umniejszanie tego co żywe, stwarza tylko coraz więcej śmierci. 
Gniew, dzikość, ta najbardziej wyklęta część nas, prowadzi  do własnej ważności. Uznania siebie z szacunkiem. Do życia, w którym krąży krew i bije serce. 
Bardzo dobrze rozumiem  mechanizm, aby nie zobaczyć swojego człowieczeństwa w całości. Wybrać tylko to co miłe dla oka i ucha.  Pozwól sobie przejawić się najprawdziwiej.  O sile naszej wewnętrznej mocy  świadczy nasza autentyczność i zgoda na wszystko co czujemy.  
Bycie miłym/miłą, adekwatnym/adekwatną, wyważonym/wyważoną  to zawsze wołanie o akceptację. Układanie się do innych, krojąc swoją wyjątkowość i prawdę. Bo żeby się “dopasować” trzeba się ułożyć, zmniejszyć, zmienić kształt, połknąć to co nas rozsadza. 
Jedną z pułapek duchowości jest zgoda na tylko “wysokie wibracje”, na bycie słodkopierdzącym, fruwającym obłokiem, który nigdy nie zapuszcza korzeni. Bo to co ziemskie napawa lękiem i odrazą. Może warto zmienić te sztywne struktury i zobaczyć co kryje się w środku? 
Pułapka bycia dobrą i grzecznym ma ściany zbudowane z gniewu, ale ich cementem jest lęk. 
Obie struktury są betonem, bo nastąpiło zwarcie i status quo. Niewyrażona dzikość zostaje wycofana z obwodów do środka w postaci  „zastygłej” energii. Zamraża się w nas i działa przeciwko nam.
Za każdym razem, kiedy poczujesz przekroczenie, zaciskasz dłonie, szczękę, połykasz, by z „serdecznością” odpowiedzieć coś miłego, albo biernie agresywnego chowasz życie do klatki.  Ale te emocje będą szukały ujścia dla napięcia, burząc się, domagając równowagi. Wyrównania wobec ceny tracenia siebie: swojej WOLNOŚCI i AUTONOMII na korzyść innych. 
 Gniew i złość zawsze odbijają się na wątrobie. Niemożność stawienia sytuacji na żołądku. Tarczycy, która jest jak tarcza na słowa zatrzymujące się w nas. Pozwól tej mocy przejawić się na zewnątrz. Obudź się . Poczuj. Żyj. 
Fot. Daniel Jackson