„Czy kiedykolwiek czułaś, że chcesz odejść równie mocno jak zostać ?”

Pułkownik Frank Slade w filmie Scent of a woman, z którego pochodzi tytułowy cytat,  kochał kobiety.  Mówił o nich tak, jak kobiety pragną by o nich mówiono. Widział je! Naprawdę je widział. 

W filmie pokazane jest, jak człowiek, którego ducha złamano, przestaje wierzyć w miłość, staje się samotny i postanawia umrzeć.

Mówią, że „wiara czyni cuda”. I faktycznie tak jest. Ktoś, kto pragnie śmierci, przestaje wierzyć w życie. Jest to  mulący, zalewający brak wiary w to, że cokolwiek, kiedykolwiek może się zmienić. Poczucie winy za przeszłość, które nie pozwala nam marzyć o przyszłości. Dlatego pojawia się pragnienie, aby zniknąć. 

Życie zawsze puka do tych, którzy „nie chcą być TU obecni”, mówiąc „zostań, wystarczy, że uwierzysz.” To taki mały krok, a jednocześnie milowy…

 Zauważyłam, że w momencie, kiedy postanawiasz zadać śmierć – zabić siebie lub uczucie, które w sobie nosisz, czy też zniszczyć  ukochane marzenie – dostajesz  anioła.  Kogoś, kto mówi: „Zostań tu, gdzie jest życie!”. To mogą być słowa piosenki, wiadomość od przyjaciela lub nieznajomej osoby, nawet napis na opakowaniu po herbacie. 

 Wtedy musisz podjąć decyzję, czy uwierzysz w ten mały  przejaw życia, który wyciąga do ciebie rękę, czy zabijesz to, co się jeszcze  tli. 

Wyjście do życia z „niebytu”, zaczyna się od małych kroków. Dla mnie tą podróżą  jest prostota dnia codziennego, docenienie tego co mam, a tym samym odejście od WIELKICH OCZEKIWAŃ względem siebie. 

 Jeśli nie pokochasz życia w jego  mikro przejawach, twoja głowa zawsze będzie szukała czegoś…nie wiadomo czego.  Najczęściej brakującego puzzla, którego nie masz. Brak jest iluzją, bo zawsze możesz zacząć tworzyć coś nowego, z punktu, w którym jesteś. 

 Jeśli nie będziesz koncentrować się tylko na całej masie ciemności, ogromie niedoskonałości, to zauważysz tę małą strużkę światła, która jest stwórcza i jest tuż obok. 

 Szum drzewa, słońce na twojej twarzy, miękkie mruczenie kota, śmiech dziecka. Nic górnolotnego, coś bardzo prostego,  ale fundamentalnego. 

 

Roztaczanie wokół siebie aury kogoś, kto rozpaczliwie potrzebuje tego, przed czym ucieka

 

Film Scent of a woman (Zapach kobiety), bardzo mnie poruszył, bo przypomniałam sobie o tym, jak bardzo chcę żyć, a jednocześnie jak mocno tęsknię za śmiercią. Jak bardzo chcę być blisko, a jednocześnie bardzo daleko. Jak wiele sprzecznych nastrojów i emocji zatrzymuje mnie w niebycie. Z jednej strony podekscytowanie, haj, nakręcenie, bycie „top of the world” – coś, co wydaje się perfekcyjne, wspaniałe, a z drugiej – „nie dam rady”, „ nic nie osiągnę”. 

Kiedy czuję tyle sprzeczności, ratuje mnie  powrót do siebie, pół godziny głębokich oddechów, spacer do lasu, bycie tylko dla siebie. Uczę się wtedy, gdzie jest ta prawda i mądrość środka. 

 Uświadomiłam sobie, że wszystkie kryzysy w moim życiu zahaczały o pragnienie śmierci. Jakaś część mnie za nią tęskniła. 

Śmierć ma dla mnie wiele znaczeń. Może być brakiem życia, ale może być też przejściem do innego życia, ucieczką, wyborem cierpienia, utkwieniem w czymś starym, smutnym, ale dobrze znanym. 

 

Surowość, która żąda perfekcji 

 

Kiedy cierpiałam podczas kryzysów, odnajdywałam zawsze jakąś nową część prawdziwej Dorotki. Tej, której wcześniej nie zauważałam. Przypominałam  sobie, kim naprawdę jestem, a nie kogo ze mnie uczyniono. W pewnym sensie naprawdę umierałam, nie dlatego, aby przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej.

Niebyt to zamknięcie się w małym ogródku własnego świata. Kiedy wyjdziesz poza ten ogródek, spójrz w niebo. Zobaczysz tam nieskończoną ilość gwiazd, różnych światów, które tworzą konstelacje, systemów słonecznych i galaktyk. Nigdy nie zauważysz tych wszystkich wspaniałości, pozostając w swoim pełnym ograniczeń
i zaszłości zamknięciu

 Podejmowanie decyzji o nowym życiu, rodzi się w agonii starego, i na ogół nie jest przyjemne. To jak apokalipsa. Ja bardzo wierzę w  stwórczą siłę wyższą, która nad nami czuwa… Ta moc obali  każdą iluzję, każde „coś” budowane na lęku, nieprawdzie, ucieczce. Przypomni ci o pierwotnym marzeniu, które spychasz
w ciemność, realizując cudze oczekiwania. Przypomni ci o twojej fałszywej tożsamości, czymś co nie jest właściwą drogą twojej duszy. Może wtedy działać jak niszczyciel, bo każda niewygoda ma cię zbliżyć do prawdy. 

 Jeśli czasem nie chcesz żyć, popatrz co chciałoby umrzeć, a co chciałoby się urodzić.

Szczerze dziękuję wszystkim moim Aniołom, które wołały mnie do życia.  

Oddajemy się całkowicie każdej chwili, świadomi, że jest jakaś ręka, która nas prowadzi, a do nas należy wybór, czy ją chwycić czy nie. 

Paulo Coelho “Brida”

 

 

 

Tekst – Dorota Pawelec: jestem trenerką rozwoju świadomości, duchowości, rozwoju osobistego.

Redakcja i korekta tekstu – Kamila Rudnicka

Foto Magdalena Chojanacka