Lustereczko, powiedz przecie ….

Pomimo tego, że Polki uchodzą na świecie za piękne kobiety, wcale się takimi nie czują. To przykre, że jedynie 6% z nich uważa się za atrakcyjne. Kobiety, które nie akceptują swojego ciała nie potrafią czerpać z niego przyjemności. Spoglądają w lustro i widzą karykaturę swojej osoby. Jak często zdarzało się Wam siedzieć obok pięknej kobiety, która mówiła o sobie jak o okropnej i brzydkiej istocie? „Jestem za gruba, za niska i mam krzywe nogi”. Patrząc na nią, z perspektywy przypadkowego przechodnia, nigdy w życiu nie zgadlibyście, że opisuje właśnie siebie. Czy nie jest tak, że patrzymy na siebie oczami innych ludzi i bezwiednie powielamy utarte wzorce?

www.kobieta.pl
źródło: www.kobieta.pl

Na każdym kroku jesteśmy otaczani wizerunkiem szczupłej, seksualnej kobiety o idealnie gładkim i nieskazitelnym ciele. Kult młodości całkowicie zdominował prawdziwy obraz  piękna kobiet. Lubimy oglądać tylko to, na co się przyjemnie się patrzy, a odrzucamy wszystko, co jest związane z brzydotą. Zmarszczki i cellulit stają się koszmarem, którego unikamy jak ognia. Starość jest przestępstwem, za które grozi kara społecznego wykluczenia. Skąd wzięła się ta gonitwa za ideałem?  Przecież to właśnie w różnorodności i niedoskonałości tkwi swoista magia. Czar, który roztaczamy dookoła pochodzi z naszego myślenia, a blokady istnieją jedynie w głowach – nie tylko naszych.

Każda kobieta jest inna i to jest w nich najpiękniejsze. Czas najwyższy obalić mit o idealnych wymiarach, a 90-60-90 to jedynie złota klatka, w którą sami się wpędzamy. Cel, który po osiągnięciu wcale nie daje radości z życia. Przecież nie zawsze tak było. Marylin Monroe, która została okrzyknięta najseksowniejszą kobietą dwudziestego wieku, dzisiaj nosiłaby rozmiar 42 i klasyfikowałaby się jako plus size.

www.dailymail.co.uk
źródło: www.dailymail.co.uk

Widzimy wiele „idealnych” piękności dookoła siebie, ale to właśnie kobiety, które uwodzą swoim wdziękiem oraz błyskiem w oku zostają zapamiętane. Spójrzmy choćby na przykład z naszego rodzimego podwórka, na Katarzynę Figurę, która hipnotyzuje każdego, kto na nią spojrzy. Przyciąga swoim wewnętrznym blaskiem, pewnością, otwartością oraz pełną akceptacją siebie. Nie jest posągową, smukłą anielicą, a jednak jest w niej coś, co sprawia, że postrzegamy ją za piękną kobietę.

Nie ma nic nudniejszego niż perfekcja i idealność,  która często zamyka nam drogę do szczęścia. Dążymy do ideału, który wcale nie jest nasz. Godziny spędzone przed lustrem, aby zamaskować to, co nas wyróżnia. Tysiące złotych wydane na operacje plastyczne, które sprawiają, że przybieramy maskę i pozory szczęścia. Czy jesteśmy wtedy naprawdę spełnionymi, promiennymi ludźmi? To okropne uczucie, gdy musimy ukrywać przed światem naszą prawdziwą twarz. Aby cieszyć się ze swojego wyglądu wcale nie trzeba go zmieniać, ponieważ piękno to niedoskonałość, którą akceptujemy w sobie. Nie mówię o tym, aby przestać o siebie dbać, tylko nakłaniam wszystkie kobiety by zaczęły podkreślać to, co w sobie lubią, a każda z nas ma w sobie coś wyjątkowego. Niedoskonałość, która sprawia, że jesteśmy niepowtarzalne. Nosimy w sobie piękno i tylko od nas zależy, czy inni również je dostrzegą.

 

Tekst – Sylwia Knieć