ODWAGA TO POKAZANIE KIM JESTEM NAPRAWDĘ JAKO CZŁOWIEK – WYWIAD Z JOANNĄ CHMURĄ

DP: Jesteś jedyną znaną mi osobą w Polsce podejmującą debatę na temat wstydu. Jak to się stało, że zajęłaś się tym tematem?

JCH: Długo nie wiedziałam, że taki temat istnieje. Studiowałam psychologię na UJ i teraz wydaje mi się dziwne, że w zakresie tematycznym studiów psychologicznych nie było tej kwestii. Wstyd zaczęłam badać, dzięki własnym doświadczeniom. Przez 12 lat byłam chora na zaburzenia odżywiania, najpierw na anoreksję a potem bulimię. Choroby psychiczne nie pojawiają się losowo, mają swoje przyczyny tak samo jak choroby fizyczne. W przypadku zaburzeń odżywiania przyczyn jest wiele. Ważne jest znalezienie obszaru wiodącego i zaopiekowanie się nim.
DP: Co było tym obszarem u Ciebie?

JCH: Lustrem tej choroby były moje relacje z mamą, z otoczeniem i z moim ciałem.

Pracując nad nimi, miałam sporo wyzwań. Wszystko zaczęło się, kiedy byłam nastolatką. Był to czas przemian politycznych i ustrojowych, kiedy z szarości weszliśmy w świat kolorowych magazynów i seriali telewizyjnych. Mieszkałam w małej miejscowości pod Rzeszowem, gdzie obok kościoła to kiosk był najbardziej popularnym miejscem. Nagle wypełnił się on kolorowymi gazetami promującymi kolorowe życie. Okres dojrzewania w tym czasie był dla mnie bardzo trudny. Zmieniało się moje ciało, które nagle stało się obiektem zainteresowania mężczyzn. Nie wiedziałam co z tym zrobić. Był to czas budzenia się seksualności i jednocześnie przerażenia tą sferą, bo ja nie wiedziałam jak ją przyjąć i pozwolić się jej rozwijać. Nieświadomie wybrałam więc opcję powrotu do ciała dziecięcego. W najgorszym okresie ważyłam 39 kg. To cud, że nie trafiłam do szpitala. Najwyraźniej „coś” nade mną czuwało. Pamiętajmy, że wówczas świadomość tego, czym jest anoreksja, była znikoma. Moja mama bardzo się o mnie martwiła i to z jej pomocą trafiłam na pierwszą terapię. To był milowy krok w moim własnym rozwoju, choć warto tu dodać, że ta pierwsza terapia była zupełnie nietrafiona. Dopiero kolejna psychoterapeutka pomogła mi zrozumieć, co właściwie się ze mną działo.

DP: Trupy wyszły z szafy.


JCH: Tak i od tamtej pory jestem orędowniczką psychoterapii jako narzędzia rozwoju.

DP: Coraz więcej osób otwarcie z niej korzysta, ale jest też cała masa ludzi, którzy wstydzą się nawet o tym pomyśleć.

JCH: To tak jakbyś mi powiedziała, że masz próchnicę, a ja doradziłabym żebyś sama ją wyleczyła, bo to słabe chodzić do dentysty.

DP: Może też pojawić się chęć natychmiastowych rezultatów.

JCH: Poruszyłaś ważny temat. Żyjemy w ciekawych czasach, gdzie obieg informacji odbywa się w tempie ekspresowym. Rodzi to pewną fantazję, że wszystko w naszym życiu ma się zadziać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I są takie osoby na rynku rozwojowym, które rzeczywiście to obiecują. Ja wierzę w dynamikę zmian, jaką obserwujemy w przyrodzie. Wierzę w to, że wszystko ma swoją kolejność i czas. To, co się dzieje w niej szybko to: burza, tsunami, trzęsienia ziemi.

DP: Szybkie zmiany są jak fast-food?

JCH: Tak i warto sobie zdać sprawę, że kiedy coś dzieje się szybko to zawsze kosztem czegoś.

DP: Twój proces zdrowienia trwał latami. Jaki to był czas?

JCH: Mój pierwszy kontakt z terapią zaowocował wejściem na ścieżkę samoświadomości, badania tego, kim jestem. Była to walka ze swoim wewnętrznym krytykiem, z lękami, które pochłaniają mózg i serce. Powrót do zdrowia w anoreksji między innymi oznaczał, że musiałam zacząć jeść. A uczenie się bycia z czymś, czego się bałam najbardziej na świecie, zaprowadził mnie do bulimii, bo nie potrafiłam w harmonii powrócić do jedzenia. Mądrość jest w stopniowym wprowadzaniu rzeczy i wychodzeniu z rzeczy. Bulimia była ze mną przez parszywych 12 lat. W zdrowieniu pomogła mi coraz większa świadomość własnych emocji i patrzenia na to, co mogę z nimi robić, ale też wyjechanie na studia i zmiana otoczenia.
To, w jakim czasie się wyleczymy zależy od tego, jak głęboki i jak schorowany jest korzeń naszego wstydu i jak bardzo jesteśmy zdeterminowani, aby go uleczyć. Wiem, że chcielibyśmy mieć szybko konkrety, wyniki i przewidywalność. Ale zdrowienie w procesie zaburzeń odżywiania jest skokowe, spiralne, sinusoidalne.

DP: A zaczyna się od?
JCH: Zaczyna się od podjęcia decyzji – chcę żeby było inaczej i jestem gotowa zmierzyć się z tym. Świadomości i zgody na to, że na tej drodze czekają nas różne potknięcia, zawrotki, chęć rzucenia tym wszystkim i powiedzenia – „Już wolę żyć nieświadoma, bo wtedy jest mi łatwiej”. Osoby, które uciekają od przeżywania świadomie swoich emocji, częściej chorują. Jeśli więc nie wyciągniesz czegoś na powierzchnię, to prędzej czy później zapłacisz za to wysoką cenę.

DP: Też byłam chora na bulimię. Drogą do tego, aby ją wyleczyć było nauczenie się przeżywania emocji.

JCH: Zaburzenia odżywiania są tylko jednym z przykładów sposobu radzenia sobie z emocjami. Ważne jest, aby podjąć próbę przeżywania ich, zamiast zagłuszania alkoholem, narkotykami, a nawet sportem. Znam osoby, które przestały pić, kiedy odkryły, że alkohol jest tak wielkim obezwładniaczem, ale zaraz po tym zaczęły biegać maratony. Nie chodzi o to, że bieganie jest złe, tylko powód, dla którego biegamy jest kluczem. Jeśli robię coś z czułością do swojego ciała, osiągnięcia jakiegoś celu, chęcią zadbania o siebie, przewietrzenia głowy to jest to okej. Ale jeśli zawsze, kiedy przeżywam coś trudnego, idę biegać, zamiast się z tym mierzyć, to jest to kolejne uzależnienie.

DP: Co było ważne i przełomowe w zrozumieniu wstydu?

JCH: Kiedy zaczęłam pracować w firmie szkoleniowej, po powrocie do Polski, kolega podarował mi książkę Brené Brown – „Dary niedoskonałości”. To był przełom w moim życiu. Zaczęłam sięgać po kolejne jej książki, wtedy nawet nie przypuszczając, że tak zmienią one oś mojej pracy zawodowej. Potrzebowałam tej książki bardzo tak dla siebie, aby nazwać pewne rzeczy. Ja już sporo wiedziałam o sobie i o tych chorobach, ale ta książka rozrysowała mi pewną mapę, po której łatwiej było mi się poruszać. Jak masz już coś nazwane i poukładane, to łatwiej tym zarządzać.

DP: Co jest najczęstszym obszarem wstydu, z jakim się spotykasz?

JCH: W kontekście prowadzenia własnej działalności tym obszarem są pieniądze. Kiedy prowadzimy firmę i musimy wycenić własne usługi albo pracujemy na etacie i staramy się o podwyżkę, bardzo często pojawia się wstyd związany z mówieniem o pieniądzach. Boimy nazwać się również swoje potrzeby, które mogą być zmienne w czasie. Praca z pieniędzmi to bardzo często praca nad obszarem poczucia swojej wartości. Bo to, co ja o sobie myślę rzutuje na to jak wyceniam swoje usługi.

DP: A jeśli nie czuję swojej wartości, to nikt ode mnie nie kupi, bo ludzie wyczują sprzeczność, pomiędzy tym co mówię a jak to mówię.

JCH: Lubimy kupować od osób, które przekonane są o dobrej jakości tego, co sprzedają. Chodzi o zaufanie, bezpieczeństwo i wiarę w to, co kupujesz. Tak jak zauważyłaś można to dostrzec w głosie. Kiedy robiłam swój pierwszy kurs coachingowy to moja superwizorka, zauważyła problem z moim głosem. Brzmiałam piskliwie, chaotycznie i niepewnie. Zaczęłam więc brać udział w warsztatach wokalnych i coś to dało, ale prawdziwa zmiana nastąpiła, kiedy zaczęłam pracować nad poczuciem własnej wartości. Teraz słyszę komplementy, że mam radiowy głos i się do tych słów uśmiecham.

DP: Jaka jest droga od wstydu do odwagi?

JCH: Wstyd to jest lęk przed tym, jak odbiorą nas inni, z takim ukrytym założeniem że to, kim jestem, jest tak nieatrakcyjne, że muszę to czymś obudować. Lęk związany z ryzykiem pokazania siebie jest tak wielki, że budujemy fasady tego, kim powinniśmy być, aby się ludziom podobać. Niektórzy mówią, że sporty ekstremalne wymagają odwagi. Myślę, że jak najbardziej, ale dla mnie największą odwagą jest nie tyle skok na bandżi, ile na przykład przyznanie się do niewiedzy czy słabości.

DP: Albo powiedzenie o swoich uczuciach.

JCH: Najprościej mówiąc-odwaga pokazywania tego, kim jestem. Ja, jako człowiek. Trzeba mieć dużo siły w sobie, żeby z godnością znieść świadomość, że nie wszystkim się ten mój środek spodoba.

DP: Jaka była konsekwencja tego, że zaczęłaś pokazywać ludziom siebie prawdziwą?

JCH: Nie wszystkim się ta moja zmiana podobała. Ludzie, którzy nagle nas takimi widzą, a w ogóle nas takimi nie znali, mówią: „zmieniłaś się” A prawda jest taka, że ja stałam się sobą. Jedną z konsekwencji była rotacja i przerzedzenie się znajomości, przyjaźni.

DP: Myślisz, że dobrze jest pozwolić pewnym znajomościom się kończyć?

JCH: Znowu wrócę do przyrody, gdzie są pewne cykle i wszystko się w niej stale zmienia. Przecież drzewa nie mają liści przez cały rok. Więc tak samo w życiu pojawiają się nowe znajomości, nowe prace. Stara prawda głosi, że jak się jakieś drzwi zamyka, to otwierają się nowe. Praca z odwagą – pokazywaniem tego, kim jestem to też praca z tożsamością. Świadomością odkrywania tego, kim ja tak naprawdę jestem. Co jest moje a co nie. Patrzenie na to, co mi służy a co nie. Wtedy wielką odwagą jest zostawienie tego. Podsumowując-drogi do odwagi mogą być różne, ale kiedy zmiana zajdzie w samym źródle rzeki, to wszystkie strumyki będą nią zasilone i przez to źródło zmienione.

DP: Czy zmieniły się obszary Twojej pracy zawodowej, po tym jak zaczęłaś podejmować publicznie temat wstydu?

JCH: Tak, zdecydowanie – raz nawet zostałam zaproszona na konferencję dla lekarzy weterynarzy. Wstyd dotyka wszystkich, więc nie ma branży, stanowiska, wieku, które są wolne od wstydu. Nie zaskoczyło mnie to, że dostałam takie zaproszenie, bo wstyd pojawia się również wśród lekarzy, ale bardziej zaskoczyła i ucieszyła ich gotowość podjęcia pracy nad tym tematem. Odwagą jest przyznać się do niewiedzy czy błędów. Ludzie mają fantazję szukania bohaterów, autorytetów, którzy są nieomylni. Pamiętajmy, że przede wszystkim wszyscy jesteśmy ludźmi, więc z natury rzeczy, niedoskonali. Lekarze również.

DP: Dziękuję Ci za odważną rozmowę.

JCH: A ja, że zechciałaś podjąć ten temat.

Rozmawiała – Dorota Pawelec

Joanna Chmura – psycholog specjalizujący się w tematyce wstydu i odwagi. Jest uczennicą dr Brené Brown z Uniwersytetu w Houston, światowej legendy w badaniach nad wstydem.

www.joannachmura.pl

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • Trudny temat poruszyłyście. Ale w sumie o wszystkim trzeba rozmawiać. Inaczej nie nauczymy się radzić ze swoimi problemami 🙂

  • Wszystko, co kryje się za wstydem jest jakby niewidoczne. Dlatego tak ważne jest, żeby odnajdywać odwagę do zajrzenia za jego kurtyny, bo nazwany wstyd odsłania problem. Dziękuję za ciekawy i inspirujący wywiad.

  • Bardzo ciekawy wywiad. Świadome przeżywanie emocji i choroby związane z zaburzeniami odżywiania są moim zdaniem bardzo interesującym tematem, który warto gdzieś tam sobie zgłębić 🙂

  • Bardzo wartościowy wywiad. Sama planuję rozpocząć pracę nad poczuciem własnej wartości. Czuję, że jest mi to bardzo potrzebne.

  • Bardzo inspirująca rozmowa, ja ogólnie polecam też psychoterapię osobom, które chcę po prostu uporządkować chaos w swojej głowie, gdy np. zawodowo czy prywatnie dzieje się dużo. Taki natłok myśli może hamować działanie więc psychoterapie fajnie może pomóc ten zator rozładować.

  • Poruszyłaś bardzo ważny temat. I taki o którym należy rozmawiać. Myślę, że wywiad może pomóc wielu młodym osobom poprosić o pomoc.