„Dziecko uzdrawia się w ramionach mamy” – wywiad z Anną Brzozowską

 

Anna Brzowska
Anna Brzowska

Anna Brzozowska –  od 20 lat  pracuje z dziećmi i ich rodzinami po trudnych porodach. Wspomaga dzieci z niskim i wysokim napięciem mięśniowym, asymetrią ułożeniową, dzieci pobudzone i bardzo wrażliwe. Przygląda się problemom ze snem i jedzeniem, zarówno pod względem mechaniki ciała jak i  jako pochodną tego, co dzieje się w rodzinie. Posiada wiedzę z zakresu rehabilitacji, oraz Terapii Neurorozwojowej NDT Bobath,  Integracji Sensorycznej I i II stopnia, terapii czaszkowo-krzyżowo biodynamicznej, metody Nowych Ustawień Systemowych Berta Hellingera. Pracuje  również jako psycholog, mediator i terapeuta.

Dorota Pawelec: Jesteś fizjoterapeutką niemowląt, ale pracujesz w dość „niestandardowy sposób”. Nie można Cię spotkać w przychodni zdrowia…
Anna Brzozowska: Pracuję w zawodzie już od dwudziestu lat. Bardzo długo pracowałam rehabilitacją klasyczną, czyli terapią NDT Bobath z elementami Vojty, terapią sensorycznej integracji, ale przestało mi to wystarczać. Od dwunastu lat prowadzę własną działalność, nie jestem związana z NFZ-etem, przychodnią, czy poradnią rehabilitacyjną. W strukturach służby zdrowia zawsze mi było za ciasno, bo wiedziałam że problem dysfunkcji ciała, ramienia, biodra wykracza dalej i szerzej. Ciało mówi o wiele więcej niż widać, niż to co mamy wyuczone. Słuchając tego, co dzieje się w naszym ciele, możemy podejmować właściwe decyzje.
D.P.: Jak to się stało, że zaczęłaś łączyć te wyuczone metody rehabilitacji z metodą ustawień Hellingerowskich?

A.B.: Z metodą ustawień Hellingerowskich związana jestem od pięciu lat. Sama się ustawiałam, aby pomóc sobie w pewnych sprawach, natomiast później trafiłam do szkoły ustawień, którą kończę właśnie w maju. Przypomniałam sobie, że tak naprawdę ustawienia zaczęłam robić już w wieku pięciu lat. Mieszkając w wielu miejscach i często się przeprowadzając. Pamiętam, że bez przerwy coś w domu przestawiałam, wyrzucałam, przenosiłam, po to aby poczuć, że po przemeblowaniu mogę swobodnie oddychać. Natomiast w sferze zawodowej, odkąd dowiedziałam się, że w ramionach mamy uzdrawia się dziecko, zaczęłam patrzeć przez pryzmat tego, dlaczego mama nie może dojść do dziecka i dlaczego dziecko nie może dojść do mamy.

child-345523_1920

D.P.: No właśnie, dlaczego?
A.B.: W mojej pracy zajmuję się głównie słabymi dziećmi – czyli takimi, które nie mają chęci do życia. Tak jest na przykład z drzewem. Wiotkie drzewo, to drzewo słabo ukorzenione. W mojej pracy z dziećmi zaobserwowałam, że kiedy trzymam na kolanach wiotkie dziecko, to pracując tradycyjnymi metodami potrafię zbudować odpowiednie napięcie, ale kiedy spojrzę głębiej na sytuację rodziców tego dziecka to widzę, że ledwo żyją, że nie  ma tam ruchu od korzeni.
D.P.: Czy są to tacy  rodzice, którzy mają problem z dzieckiem, ale tak na prawdę nie potrafią go nazwać? 
Teraz jeżdżę głównie do takich. Jest to niewypowiedziane: „trudno mi Cię kochać synu, trudno mi Cię kochać córko”. Tam jest właśnie przerwany pierwotny ruch miłości. Poród jest skończony , kiedy matka spojrzy dziecku w oczy i się uśmiechnie. Gdy utknie w bólu i ciągle w nim trwa, to dziecko nie może trafić w jej ramiona na wiele lat, czasem naście, czasem dziesiąt….
Każde spojrzenie na dziecko jest patrzeniem w duszy na ból, zabiera tę kobietę dużo głębiej niż się wydaje….ból jej pierwotnego przerwanego ruchu do swojej mamy….
Kiedy pytam matkę jak z jej więzią do mamy ? Zaciska zęby i trudno jej powiedzieć cokolwiek, jakkolwiek nazwać to co jest między nimi.
Piękne procesy powrotu się wtedy wydarzają….wielopokoleniowego  powrotu mocy dla tej rodziny…..

mammy-331712_1920

D.P.: Pracujesz z dziećmi po adopcji ? Co tam się pokazuje ?
A.B.: Tak, teraz bardzo dużo takich rodzin. U dziecka jest: szukanie wzrokiem, niejedzenie albo totalny głód, nadreaktywność zmysłowa,  zamrożenia emocji , nieruchome powięzie skóry.
Prowadzę terapię w takim ruchu, by rodzice adopcyjny zyskali świadomość, że dziecko zasila się z biologicznych rodziców, że trzeba na nich patrzeć z miłością, a nie z litością bądź potępieniem. Dziecko jest w połowie z mamy i w połowie z taty. Sobą samym  ich prezentuje.
Zajmuję się przerwaną więzią. Pracuję też z obojgiem rodziców nad tematem  z jakiego powodu nie mogli mieć dzieci i co sobie tą adopcją załatwili. Jaki brak ? I tu się pokazuje wiele spraw. Czasem ojciec jest tak zły na swojego tatę , że mówi mu w duszy: nie przedłużę rodu. Czasem kobieta nosi w sobie rodową wściekłość kobiet na mężczyzn i mówi mężowi: nigdy! Adopcja zawsze ma dalsze skutki. Mało kto zdaje sobie sprawę , że jak przyjmuje kogoś z obcego systemu musi odejść ktoś z obecnego. Zazwyczaj „płaci” ojciec odchodząc, albo kiedy pojawia się już własne dziecko, kobieta roni. Jest też taki ruch, że to żyjące, własne jest w samobójczym ruchu.
Jak popatrzy się na to głębiej i dalej, można dojść w pokoleniach to punktu, gdzie w rodzie jest „podstawiony” ojciec . Duże uwikłanie w życiu dla wielu pokoleń. Dużo alkoholu w tle. Mężczyźni dajmy na to od 100 lat nie noszą prawdziwego nazwiska. Wielu życie wyrzuca do pracy zagranicę. To ruch…: tam zarabiaj „za granicą małżeństwa”.

D.P.: A jak pracuje in vitro, insyminacja ?

A. B.: Podobne. Nasienie od innego taty. I znowu powtórka. Gdzieś , kiedyś kobieta , może zgwałcona w czasie wojny rodzi dziecko nie tego ojca, nie swojego męża. I z miłości do tamtych ze swojego rodu mówi: „Ja tak jak Wy ” …
Jak to się pokaże, dużo się rozpręża.
To co od taty płynie do dziecka to: jasność umysłu, czyli zdolność rozumienia, mózg, serce, mówienie, wypowiadanie się, ruch. I jest splątanie u dziecka. Dziecko wymyśla, kłamie, jest w konflikcie wewnętrznym na wielu poziomach.

D.P.: Dlaczego dziecko w nocy płacze ?

A. B.:Wybudza matkę. To prosty ruch. Po co i do czego ją wybudza ? To już szersze sprawy. Trudne zazwyczaj….
Czasem by nie poszła w śmierć. Kiedy pytam mamę : „czy chce Pani czasem umrzeć ?”
Mówi : „Tak” z miłością . Ta kobieta do kogoś chce, kto umarł. Tęskni i kocha, nie puszcza.
Dziecko bierze wtedy na siebie szczególne zadanie ratowania mamy. Pracuję z tym, z pożegnaniem.
D.P.: Z jednej strony ustawiasz ród, ale z drugiej strony pojawiają się problemy związane z porodem. Czy to się jakoś ze sobą  wiąże?

A.B. : Otwarcie łona i wypuszczenie dziecka jest ruchem zaufania matki do życia. Życie przychodzi przez mężczyzn. To nasienie . W mamie dziecko  się rozwija i znów jest wypuszczane do życia. Kiedy rozmawiam z kobietami i szukam zaczepienia w temacie : „zamknięta” , „nie dam”. prowadzi mnie do ruchu „nie ufam tacie”. Pokazuje  się najczęściej , że te kobiety miały się z tatą trudno, m. in. jako córki alkoholików. Jest tam: nieobecność taty, brak wsparcia. Oczywiście ten ruch jest dużo głębszy , bo alkohol może mówić : „nie mogę do Ciebie tato” I wielu tam mężczyzn nie mogło do swojego taty dojść w tym rodzie.

D.P.: Co się wówczas dzieje w trakcie porodu?

A. B.: Kobieta jest uszkodzona na trzech poziomach –  jej krocze jest rozerwane, jej siła, moc jest uszkodzona. Więź z dzieckiem również przerwana.
D.P.: Z kim pracujesz nad konsekwencjami traumatycznego porodu, z matką czy z dzieckiem?
A.B.: Pracuję z mamą, ponieważ widzę, że nie ona nie ma siły.
D.P.: Wspominałaś również o rodowych powodach strachu przed porodem?
A. B.: Pójście do szpitala jest jedną wielką traumą. Ranga tego wydarzenia zostaje przesunięta. Kobieta  i dziecko nie są najważniejsi – tylko czas, który poświęci im szpital. Bardzo często depresja poporodowa wywołana jest trzema komponentami: nie jestem na swoim terenie, jest nade mną ktoś wyższej rangi, cokolwiek się stanie jestem bezsilna. Kiedy prowadzę zajęcia porodowe, to często okazuje się, że to jest tam ucięte pięćdziesiąt procent siły kobiety, którą mogłaby zasilić swoje dziecko.
D.P.: Czy uważasz,że to dobrze, gdy ojciec dziecka jest przy porodzie?
A.B.: Bardzo dobrze. Gdy mężczyzna jest przy porodzie jest to jedno z najpiękniejszych doświadczeń, bo roztacza on aurę, w której kobieta czuje się bezpieczniej. Bardzo ważne jest, aby ten mężczyzna był obecny przy kobiecie również po porodzie. Przez cały czas.

baby-1150109_1280

D.P.: Mówisz o tym, że ADHD jest wymyśloną chorobą. Jak to można rozumieć?
A.B.: ADHD jest diagnozowane w poradniach, gdzie przyprowadza się dziecko, robi się testy, ale nie patrzy się na rodzinę. Ja mam o tyle komfortową sytuację, że robię wizyty domowe, widzę dom i rodzinę jako całość. Często jest tak, że rodzic jest tam bez kontaktu z emocjami, mama bardzo uwikłana rodowo w sytuację swojej mamy i tak naprawdę dziecko nie jest podpięte więzią z rodzicami. Ono ucieka i czegoś szuka, bo nie wie gdzie ma przynależeć.
D.P.: Bardzo często jest tak, że to rodzice  nie wiedzą gdzie przynależeć…
A.B.: Zgadza się, w związku z tym dziecko odbija tego rodzica. Gdy prowadzę ustawienie dziecka z ADHD, to jest tak, że ono bardzo często wychodzi w ogóle z sali, nie wie gdzie ma przynależeć, szuka, wraca, znowu się rozgląda i zupełnie nie wie gdzie jest jego miejsce. Szuka wszystkich wykluczonych wujków, cioć, nienarodzonego rodzeństwa…

D.P.: Co dziecko może jeszcze pokazać rodzinie?
A.B.: Teraz jest bardzo dużo dzieci, które nie jedzą i nie piją. Przez długi czas, przez siedemnaście lat zajmowałam się mechaniką żuchwy, przełykania, tym żeby dziecko zjadło, napiło się.

baby-1181335_1280

D.P.: Czy jest to problem neurologiczny?
A.B.: Tak, ponieważ kiedy jest na przykład niskie napięcie miednicy, żuchwy, język nie pracuje adekwatnie do sytuacji, dziecko źle wtedy oddycha. Kiedy patrzę na sytuację w szerszym polu okazuje się, że ojciec chce odejść od rodziny, również w znaczeniu rezygnacji z życia. Jest wtedy ruch ku śmierci tego ojca, a dziecko wtedy mówi – ja zamiast ciebie tato.
D.P.: W takim przypadku dziecko będzie doświadczało również sytuacji, które zagrażają jego życiu?
A.B.: Tak i to bardzo często.

D.P.: Co jeśli dziecko odmawia picia?
A. B.: Jest to bardzo ciekawe. Ostatnio zadzwoniła do mnie mama z mówiąc, że dziecko nie chce pić. W trakcie wizyty w tym domu okazało się, że rodzice tej kobiety byli alkoholikami. Jej wiecznym pragnieniem było: „mamo nie pij, tato nie pij”. Jej własne dziecko bierze wtedy jej pragnienie i nie pije…
D.P.: Co wtedy?
A. B.: Trzeba zaprowadzić tę matkę znowu do tamtego okresu, jak ona się miała z tymi rodzicami, czym był alkohol? Trzeba uporządkować ten temat i dziecko znowu zaczyna pić. To jest przedziwne!

D.P.: To bardzo ciekawe. Czy możesz opowiedzieć jakieś inne przykłady
A.B.: To, że kobieta płacze, jeśli ją coś poruszy, to jest to właściwy ruch. Potem jest oddech i spokój. Kiedyś byłam u takiej kobiety, która była wegetarianką i miała fiksa na punkcie zdrowej żywności. Dzieci chciały kotleta, czekolady a mama karmiła je wyłącznie zdrowymi produktami. Posadziłam ją na krześle i nazwałam to krzesło agresja. Pierwsze słowo jakie usłyszałam to: „nareszcie!”. Przyjęła tę agresję z którą wiele lat się, nie zgadzała…

D.P.: Dlaczego przyjęcie agresji jest takie ważne?

A. B.: Agresja kojarzy się ze sprawcą. Sprawca sprawia, działa. Ale często nieuświadomiona jest przy ofiarach, która pracuje dalej na pokolenia. Kiedy jesteśmy zakotwiczeni w bezsilności , jesteśmy blisko z ofiarami w naszym rodzie. I możemy sobie wymyślać plany, biznesy, a nie możemy ruszyć z żadnym projektem. I to tez jest ruch pojednawczy w ramach ustawień systemowych. Do porodu tez jest potrzebna energia agresywna. To bardzo duża siła. Kiedy jej nie ma dziecko będzie zaczepiało matkę i prowokowało do agresji. Ona musi się zrealizować jako instynkt.
D.P.: Jeżeli przykładowo nie byłam w dobrej relacji  z mamą, to czy mogę być z nią powiązana?
A.B.: Oczywiście, że tak. Bardzo często jest tak, że my nie wiemy jak to interpretować. Jakiś czas temu spotkałam się z kobietą, która jest wielkim prezesem banku, zarządza ludźmi i mówi, że ma słabą relację z mamą, bo od dziecka musi się nią opiekować. Ja mówię, że to pięknie: „dużo ci dała”, bo dzięki temu jesteś teraz tak wysoko rangą. Najważniejsze jest to, aby balast przetransformować na potencjał…

D.P.: Jak przygotować się do porodu bez traumy i strachu?
A.B.: Wydaje mi się, że od dwóch lat jest duży ruch w stronę rodu i pokoleń. Widzę lepsze porozumienie w tym względzie. Kobiety mają się lepiej ze swoimi mamami, babciami i ciotkami. Aby dobrze przygotować się do porodu należy przepatrzeć linię żeńską swojego rodu, ale ważne są też moje relacje z tatą, jak jest teraz z moim partnerem, czy ja go akceptuję, czy mam się dobrze z jego rodzicami. Ważnym tematem są też byłe związki, czy kobieta dobrze się rozstała, czy nie było tam gniewu, czy jest życzliwość. Bardzo często jest tak, że dzieci mogą reprezentować wykluczonych, zapomnianych partnerów…
D.P.: Czy to oznacza, że trzeba spotkać się z byłymi partnerami?
A.B.: Trzeba przepracować to w sobie. Nie trzeba się spotykać, tylko rzeczywiście wrócić do tego co tam się wydarzyło, jaka była równowaga pomiędzy dawaniem a braniem, kogo szukałam w tym człowieku, co mi załatwiał, jakiego rodzaju inwestycje zostały tam poczynione, czy na przykład nie chciałam go wzmocnić by stanął na nogi? Kobiety mają tendencję do wchodzenia w rolę matki. Często kobiety robią zarzuty do mężczyzn, ale same nie traktują ich jak ludzi – tylko jak pacynki, które mają im coś załatwić.

D. P. : Co to znaczy być dobrą matką?

A.B.: Każdy jest najlepszym rodzicem jakim potrafi być na dany moment. Przy niedoskonałych rodzicach dziecko też może wzrastać.

D.P.: Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Dorota  Pawelec.

Anna Brzozowska Pracowania Ciała i Duszy