WDZIĘCZNOŚĆ

Dorastałam w czasach pustych półek w sklepach, kilometrowych kolejek, papieru toaletowego na kartki. Wszystkiego na kartki. To był czas radości z małych rzeczy i wdzięczności za to co teraz wydaje się oczywiste.

Za arbuzy, raz w roku, latem. Za pomarańcze na święta. Za buty po cioci i za czerwony sweter, którego nikt przede mną nie nosił. Za cukierki ukryte na najwyższej półce, po które wchodziłam na kredens. Za ogród babciny, w którym rosło wszystko, nawet brzoskwinie. Za wakacje nad jeziorem, chleb z cukrem i marchewki jedzone zaraz po wyrwaniu z ziemi. Kiedy patrzę na moje dzieciństwo i młodość z tej perspektywy wszystko się zmienia.

Nie myślę o tym czego nie miałam, ani o tym co było trudne. Bo o tym namyślałam się wystarczająco. Teraz przyszedł czas na otwarcie się na wdzięczność. Przypomniałam sobie dzisiaj słowa C.G. Junga; „Cokolwiek odrzucisz z siebie, pojawi się na świecie jako wydarzenie.” Co odrzuciliśmy z siebie, a co nas wszystkich łączy? Mogłabym wymieniać wiele rzeczy, ale dzisiaj przyszła do mnie wdzięczność. W czasach kiedy buddyzm był nie tylko moją filozofią życiową, ale był po prostu moim życiem zamieszkałam na dwa lata w drewnianym domu bez bieżącej wody. Za toaletę służyła dziura w desce, a ogrzewanie pojawiało się okazjonalnie, jeśli znalazły pieniądze na butlę gazową.

Medytowałam wtedy (formalnie, czyli na poduszce medytacyjnej) średnio 9 godzin dziennie. Wychodziłam rano do studni napompować wody do wiader. Woda była oczywiście lodowata. Miałam wybór umyć się w zimnej, lub podgrzać trochę na gazie, którego musiało wystarczyć do ugotowania obiadu. Mogłam też się nie myć. Lubiłam te wybory. Lubiłam wszystko w tym prostym życiu, bez wygód. Kiedy wróciłam do cywilizacji przepełniała mnie wdzięczność. Za ciepłą wodę, która leci z kranu, za wannę, za toaletę w mieszkaniu, za ogrzewanie zimą.

 

 

To było wiele lat temu, a ja nadal czuję tę wdzięczność. Wierzę głęboko, że wszystko co się pojawia w moim życiu jest dla mnie, a nie przeciwko mnie. I to co dzieje się teraz na świecie postrzegam jako okazję. Do tego żeby zwolnić, żeby pobyć ze sobą i ze sobą nawzajem. Żeby porozmawiać, nawet jeśli pierwsze słowa są narzekaniem i wyrażaniem lęków następne mogą być już o czym innym. Z mojej perspektywy, to czego większości z nas brakuje, albo do czego nie dajemy sobie prawa, to czas dla siebie, czas na refleksję.

Czas na wspólne bycie. Na odpoczynek, na najważniejsze pytania, na ustalenie priorytetów. Czas na marzenia. Czas na tworzenie. Czas na czucie. Czas na wdzięczność. Każdego dnia. Za każdy oddech.

Dagny Agasz

„Wdzięczność nie oznacza, że wszystko musi być dobre. Oznacza po prostu, że możesz to przyjąć jak prezent.” Roy T. Bennett