UWIERZ W SIEBIE, ZBUDUJ DOM

Chciałabym napisać wam prostą receptę na to, jak uwierzyć w siebie. Najlepiej słowami poetów, abyście wystarczająco szeroko otworzyli swoje serca.

Aby dotknęła was niewidzialna ręka dająca akceptujące ciepło. Czułość, kiedy jest chłód. Pewność, kiedy wszystko runie. Może byłaby to niebiańska siła napełniająca ludzi twórczą ekstazą do wypowiadania rzadkich słów, robienia czegoś po raz pierwszy, odkrywania talentów, o których nie mieli wcześniej pojęcia.

W łagodności dla siebie, jak rodzic wzruszony pierwszym krokiem dziecka.

Bo przecież prawda nie spuszcza z nas swoich szarych oczu, czekając na nasz sukces…

Ale pewność siebie nie przychodzi z zewnątrz. Najczęściej rodzi się w samotności i buncie. Nie ma nic wspólnego z ogłaszaniem ludziom swojej wspaniałości, bo kiedy masz co do niej pewność, nie potrzebujesz o niej krzyczeć i być zapewnianym. Jest to w pewnym sensie danie sobie prawa do osiągnięcia sukcesu.

Kiedy zaczęłam pisać ten tekst, trafiłam na film „ W pogoni za szczęściem”, poruszający temat sukcesu i wiary w siebie “Nie chodź tam, dokąd może zaprowadzić cię droga; zamiast tego idź tam, gdzie ścieżki nie ma w ogóle, i pozostaw za sobą szlak.” Tam gdzie nie ma ścieżki zawsze można się podrapać i nabić siniaki.

Oglądając ten film poczułam zniecierpliwienie i bunt. Czy sukces musi rodzic się w bólu i łzach? Czy za każdym razem kiedy czegoś pragniesz, musisz trafić w największe chaszcze i przeczołgać się przez nie w trudzie i znoju? Czy kiedy po raz setny poczujesz glebę na policzku, to naprawdę będzie ci łatwiej odbić się od dna?

Jedną z pułapek rozwoju osobistego jest przekonanie, że kiedy postanowisz iść za głosem serca, wszechświat będzie ci sprzyjał. Jest to prawda, ale trzeba ją dobrze zrozumieć. Nie oznacza to bowiem czerwonego dywanu na drodze, kolorowej tęczy.

„Będzie sprzyjał”- może oznaczać „ zrobię wszystko, abyś dostał wystarczająco mocne lekcje żeby się nauczyć”. Czasem uderzysz  o glebę i będzie bolało.

To właśnie poprzez pęknięcia serca uczymy się kochać. Dzięki umieraniu w swojej samotności możemy poczuć łączność z innymi ludźmi. Tuląc swój strach zaczynamy ufać życiu .W obejmowaniu wstydu, stajemy się wrażliwi, wypłakując smutek możemy poczuć radość. A w dzikości gniewu stajemy się odważni, chwytamy życie mocno w swoje ramiona. 

Nie ma prostej recepty na to jak uwierzyć w siebie. A nawet jeśli miałabym ją uprościć to ci się nie spodoba. Bo pierwszą lekcją samoakceptacji jest bycie bezdomnym i samotnym w świecie, w którym trzeba „zasługiwać”. To ty jesteś pierwszą osobą, która buduje swój niewidzialny dom. Z czasem staje się on namacalny i możesz w nim zamieszkać.

Dopiero wtedy mogą się w nim spotkać dwie osoby. W realnej miłości, a nie w pragnieniu bycia kochanym.

Miłość do siebie samego jest punktem wyjścia do stworzenia kogoś, kto czuje się na siłach, aby podjąć odpowiedzialność za własne istnienie.” Victor E. Frankl 

Tekst – Dorota Pawelec