SIOSTRZEŃSTWO CZY GIRLS CLUBS?

Od dawna patrzę w stronę żeńskiej esencji. Po wielu latach reflektowania siebie i przyglądania się innym osobom jestem przekonana, że ta esencja nie jest tym samym, co powszechnie znane jest pod nazwą „kobiecość”. A także, że kontakt i ucieleśnienie tejże esencji niekoniecznie idzie w parze z płcią. Czym jest więc dla mnie żeńska esencja. To obecność w ciele, w zmysłowości, w seksualności, a przede wszystkim w relacjach, w połączeniach.

Obecność w uczuciach, w słuchaniu intuicji, w po prostu byciu. W czekaniu, wołaniu, w tęsknocie, w bólu, w byciu brzemienną i w byciu pustą. W sygnałach płynących z ciała, w naturalnych cyklach, w otwartości, wrażliwości serca, w kreowaniu. W odnajdywaniu siebie w drugim człowieku, w połączeniu ze wszystkimi istotami, naturą, duchem. W śnieniu. W doświadczaniu mądrości chaosu i destrukcji, intymności śmierci i narodzin, otwarości na kreację światów.

Z tą jakością łączę się w sobie i w bliskich mi osobach bez względu na płeć. Siostrzeństwo dla mnie nie jest zbieraniem się w tylko kobiecych grupach i kreowaniem kolejnej sztucznej bariery pomiędzy mężczyznami i kobietami. W całej tej historii, którą niektórzy nazywają zmianą paradygmatu nie chodzi o to żeby reagować na „krzywdy i niesprawiedliwość” patriarchatu z miejsca ofiary, która ma teraz moc „pokazania im”. Nie chodzi o wzmacnianie ofiary tylko o całkowicie nową perspektywę. W ogóle nie chodzi o reakcjonizm.

 

 

Dla mnie chodzi o głęboką refleksję i odnalezienie zapomnianych jakości. Jakości, które każdy z nas w sobie nosi jako zalążek. Wiecie od kogo dowiedziałam się najwięcej o żeńskiej esencji? Od mężczyzn! Tych, którzy prawdziwie i głęboko łączą się w sobie z żeńską esencją. A ponieważ są mężczyznami nie przeszkadza im powierzchownie pojęta idea kobiecości. Nie muszą się też identyfikować z fizjologią innej płci. Bycie kobietą z perspektywy biologicznej, cielesnej to tylko jeden z aspektów kobiecości. Ważny!

Należy się mu szacunek, refleksja, poznanie i zrozumienie. Dokładnie w takim samym stopniu jak męskiej biologii, cielesności. Piszę o tym, bo nie ma we mnie zgody na siostrzeństwo rozumiane jako solidarność kobiet w opozycji do… Jeśli zbieramy się w kręgach czy grupach oddzielonych płciowo żeby zbadać pewne obszary kobiecej czy męskiej cielesności i przejawiania się w świecie w takiej formie podzielmy się później naszymi odkryciami. Zaprośmy mężczyzn do kobiecych kręgów i kobiety do męskich. Uszanujmy swoją odmienność i to co nas łączy. Bo odmienność nie jest tożsama z oddzieleniem.
Poniżej tekst o siostrzeństwie, który napisałam jakiś czas temu, zamieszczam go jako uzupełnienie. „Siostrzeństwo , czyli kobieca bliskość i solidarność.

Przeczytałam przed chwilą artykuł , w którym autorka przekonuje, że prawdziwe siostrzeństwo jest wtedy kiedy nie „zabieramy” sobie nawzajem mężczyzn . To stwierdzenie wywołało w moim umyśle lawinę. Poza oczywistą myślą, że mężczyzna nie jest obiektem , który sobie mam, a który inna kobieta może mi zabrać pojawiło się wiele innych myśli . Zdaję sobie sprawę z naszych uwarunkowań historycznych .

Zdaję sobie sprawę z tego, że kobieta przekonana przez społeczeństwo , kościół , rodzinę, rząd uwierzyła , że „posiadanie” mężczyzny warunkuje jej poczucie spełnienia i bezpieczeństwa . I to jest coś , co potrzebujemy sobie uświadomić i do głębi poczuć , że w tym wyrastałyśmy, jak nasze matki, babki i prababki . Nie oznacza, to jednak , że „powinnyśmy”, to kultywować .

Mężczyzna w relacji ze mną jest partnerem . I w taki sam sposób traktuję inne osoby , które pojawiają się w naszej przestrzeni (bez względu na płeć), jak partnerów . Jeśli ktoś nie czuje się komfortowo w miejscu , w którym patrzymy sobie w oczy i komunikujemy się ze sobą w sposób autentyczny i otwarty . Jeśli ktoś potrzebuje się czuć dzieckiem , lub coś komuś/sobie udowodnić energia partnerstwa będzie dla tej osoby trudna do zniesienia i prędzej czy później spowoduje wycofanie.

Kiedy myślę o tym z jakiego miejsca chcę spotykać inne kobiety, z jakiego miejsca chcę je nazywać siostrami. To jest właśnie , to miejsce… partnerstwo. Może się zdarzyć , że kobieta jeszcze do takiego partnerstwa nie dojrzała , nie dojrzała do tego żeby siebie widzieć, słyszeć, szanować i kochać. Jeśli nie potrafi jeszcze dać tego sobie, nie będzie tego potrafiła dać innym osobom. I ma do tego prawo.

Ma prawo próbować „zająć czyjeś miejsce”, ma prawo szukać tego czego jej brakuje, na zewnątrz . Ma prawo próbować się zbliżyć do każdego mężczyzny, który się jej podoba , niezależnie od tego czy jest on w związku czy nie. To jest jej wolność , jej droga i lekcja . Jeśli spotykam taką kobietę daję sobie prawo do tego żeby jej nie zapraszać do swojej przestrzeni związku . Ale może się zdarzyć i tak, że świadoma konsekwencji takiej decyzji , będę chciała doświadczyć z kimś wszystkich wzlotów i upadków na drodze do dojrzałego partnerstwa. Może się tak zdarzyć, mam do tego prawo.”

Dagny Agasz – tekst i grafika 

Więcej o mnie przeczytasz TUTAJ