O macierzyństwie bez ściemy

Nie wiem czy istnieje jakakolwiek rola życiowa, pełna tylu sprzeczności, co rola matki. Bycie matką może być, tak samo tragedią, co tryumfem. Większość kobiet dąży do zrealizowania tego “marzenia” z wielu powodów. Skłaniają nas do tego różne, czasami sprzeczne, pragnienia. Bywa faktycznie, że jest to chęć wynikająca z dojrzałości obojga rodziców, ale w ilu przypadkach, nie mamy zielonego pojęcia o tym, czym właściwie jest rodzicielstwo. Bardzo często, jest to presja nacisków i “misji wobec społeczeństwa”, rodziny, dziadków a czasem potrzeba zapełnienia pustki wewnętrznej. Jakże często słyszałam: “wreszcie będę miała kogoś do kochania”. Tyle się mówi, o cudownym instynkcie macierzyńskim, który niewątpliwie pozwala utrzymać dziecko przy życiu, ale wciąż za mało o wychowaniu w szczęściu i poszanowaniu godności. W Polsce istnieje stereotyp matki polki – gloryfikowanej kobiety, mającej nerwy ze stali, pragnącej unieść każdy ciężar i nie mającej własnych potrzeb. Jak to się ma do rzeczywistości? Bycie taką twardzielką wiele kosztuje, a efekt niejednokrotnie, może nas rozczarować.

Jestem matką trójki dzieci (córka Maja, chłopcy bliźniaki – Krzyś i Michał). Kiedy rodziłam Maję moja świadomość bycia kobietą i roli w jaką wchodzę była mocno rozbieżna z rzeczywistością. Sam poród to moment ( czasami dobrych parę godzin), w którym ważne jest wsparcie z zewnątrz. W szpitalach jesteś traktowana jak kolejna pierwiastka lub wieloródka, a rodzina czasem bardziej działa na nerwy niż je koi. Pamiętam, że był to dzień euforii i wzruszenia, ale także rozgoryczenia w zderzeniu z trudną rzeczywistością. W szkole rodzenia uczyłam się pielęgnować plastikowego bobasa, ale nikt nie mówił o psychicznej mocy, jaka trzeba posiąść, aby nie popaść potem w szaleństwo! Obsługi i pielęgnacji noworodka nauczyć się łatwo, gorzej ze stworzeniem pozytywnej więzi między matką a dzieckiem. Słyszałam ostatnio o douli – towarzyszce przed, po i podczas porodu, która daje wsparcie i przygotowuje nas do roli matki. Czytałam o coachingu prenatalnym i myślę że to dobry pomysł. Szkoda tylko że dla wielu z nas wciąż jeszcze nie osiągalny ze względów finansowych. Pomaga on w zaplanowany i mądry sposób przygotować się na przyjście dziecka. Tak aby potem, lęki i wszystkie znaki zapytania nie zatruły nam tego wyjątkowego czasu. Myślę, że jeśli poród byłby dla wielu z nas dobrze kojarzącym się, pięknym wydarzeniem, macierzyństwo miałoby dobry start. Chodzi mi po głowie pomysł na grupy wsparcia dla kobiet będących w ciąży, a już na pewno świeżo upieczonych matek. Dla mnie, bardzo ważną sprawą po porodzie był kontakt z innymi kobietami, będącymi w tej samej sytuacji i momencie życia.
“Poradnikowy model dobrej matki”, a także terror laktacyjny niektórych położnych – to były dla mnie pułapki, w które wtedy niestety wpadłam. Jaką matką powinnaś być? Teraz powiem – szczęśliwą, wtedy mówiłam – dobrą .
Słowo, które najmocniej zaistniało w mojej świadomości to – laktacja. Co robić, by za wszelką cenę karmić piersią, zawsze i wszędzie bez względu na okoliczności i konsekwencje?! Kobieta po porodzie zanim oswoi się z nową sytuacją staje się bowiem – laktacyjnym terminatorem i bańką mleczną.
Dalej – jak “pobudzać” laktację masując sutki pokryte strupami, robiąc okłady, pijąc herbatki i karmiąc na żądanie. Wiele położnych w szpitalach traktuje doraźne podanie butelki, jak przejście na stronę piekieł. Mamy prosty sposób na depresję poporodową, którą nie zawsze można zwalić na hormony, ale bardzo często na poczucie winy, które się w nas rodzi z powodu niesprostania tym wszystkim oczekiwaniom. Czy jest ze mną coś nie tak? Powinnam się cieszyć, a nie konać z bólu i zmęczenia. Ot i cały paradoks! Słowo “powinnam” wyrzucamy ze słownika świeżo upieczonych mam. Masz prawo przeżywać cały ten wachlarz zmiennych i skrajnych emocji. To co mi było wtedy potrzebne, to zdrowe podejście i nie uleganie presjom. Akceptacja tego, że nie muszę być “dobrą matką”, to wciąż stopień nie do osiągnięcia dla wielu z nas. Jest wielce prawdopodobne, że się nią stanę kiedy się wyśpię i nie popadnę w obłęd laktacyjny. Cieszę się, że jest coraz więcej “niedoskonałych mam”, mówiących w sposób nie wyidealizowany i nie na pokaz. Częściej pojawiają się fora, blogi i pisma dające wsparcie w tym czasie, który ma być czasem szczęścia a nie pędu za ideałem. Mam nadzieję że nie zniechęciłam was, drogie przyszłe mamy, ani do macierzyństwa, ani też karmienia piersią. Popieram tylko świadome macierzyństwo, możliwe wtedy, kiedy poczujesz w sobie siłę i moc na to, że jesteś na tyle “dorosła”, że możesz decydować nie tylko o sobie, ale też o małym człowieku. Znam też dobrodziejstwa karmienia piersią, ale nie popadałabym w skrajności. Chcę przez to powiedzieć, że doraźne podanie butelki za zbrodnię nie uważam.
Kobiety, które spodziewają się pierwszego dziecka wyruszają w podróż w nieznane. Nie są w stanie przewidzieć wielu sytuacji, swoich reakcji a przede wszystkim emocji, które temu towarzyszą. Bądźmy dla siebie wsparciem drogie panie, tak po ludzku, bez “upiększania” rozmawiajmy o macierzyństwie. Cieszmy się, bez spinania się do bycia idealną matką… bo takich nie ma.