NARODZIĆ SIĘ NA NOWO PO NAJDŁUŻSZEJ NOCY

zdj. Sacha Rüede

W grudniu natura pokazuje moment uśpienia i odejścia od tego co już prawie wybrzmiało, ale jeszcze się nie zakończyło. Żegnamy wtedy wszystko to, co już miało w naszym życiu swoje 5 minut… a może nawet sto lat.

Kiedy już prawie wołamy kolejną wiosnę, pozwólmy sobie przeżyć w pełni, tą najdłuższą i najciemniejszą noc w roku. Zbierzmy wysuszone strzępy, zgarnijmy pajęczyny i namierzmy to, co już dawno nie oddycha, ale nadal skleja się z nami zabierając miejsce, tlen i energię. Będzie to czas, łączenia się z brakiem, deficytami ze śmiercią, nasłuchiwania jak echa, obietnicy czegoś nowego.

Końcówka roku to trudny czas. Możecie doznawać wtedy ciężaru, braku nadziei, łapać „doła”, być na sinusoidzie. To oczywiste, że jako część natury, podlegamy jej cyklom. Pozwólmy sobie na to. Końcówka roku to wychodzenie powierzchnię wszystkich nie zagojonych ran, koncepcji, które nam nie służą, spraw wymagających strawienia i zostawienia za sobą. Mierzymy się w tym czasie nie tylko z tym co umiera, ale również z tym co woła o wprawienie w ruch, w kolejnym rozdziale naszego życia.

Warto pozwolić sobie wtedy na odczuwanie tego co przychodzi, aby móc się oczyścić i zaprosić do życia nowe jakości. Emocje są energią, która przemierza nasze ciało jak fala. Ma swój początek, wznosi się i wycisza. W momencie gdy zamykamy ją głęboko w ciele, tłumacząc swoim intelektem „że nie potrzebujemy już tak mocno przeżywać”, zatrzymujemy falę nie pozwalając tej energii zakończyć swojego naturalnego cyklu. Zostaje ona „przytrzymana” i możemy być pewni, że wypłynie przy najbliższej okazji, najczęściej nie adekwatnie do sytuacji.

Będąc w kontakcie z emocjami, uwalniamy ból, otwieramy się na przyjemność. Uwalniając złość i wszystko co jest pod nią, otwieramy się na bogactwo miłości. Najważniejsze w tym czasie jest pożegnanie starego, po to by na czystej glebie zasiać świeże ziarno. Natura mówi nam – zwolnij, przeżyj, naucz się umierać i odradzać wraz ze Słońcem.

W tym czasie mogą przyjść do nas bardzo sugestywne sny. Będą one symbolami tego, co wymaga w naszym życiu oczyszczenia. U mnie pojawiają się na ogół motywy związane ze śmiercią, co oznacza, że jakaś część mnie potrzebuje już odejść, aby zrobić miejsce na nowe. Sny bardzo dokładnie pokazują te zależności. 

Po najdłuższej nocy przychodzi Boże Narodzenie – Światło, nowe życie, nowy kierunek, nowa idea, rodząca się z pustki budząc do życia wszystko to za czym tęskniliśmy i czego pragnęliśmy z głębi naszego jestestwa. 

Stara struktura umiera, a nowy porządek dojrzewa do manifestacji. Wyłania się nowa jakość, świeża warstwa nas samych, gotowa doświadczać z nowego miejsca.

Wigilia Bożego Narodzenia przypomina mi, że każdym człowieku istnieje boskość, która nieustannie inspiruje nas do odradzania się na nowo. Nowe życie rodzi się w bólach i przypomina samą śmierć. Moment przejścia, lęk, cierpienie, a na końcu światło zapraszające do życia. Aby to nastąpiło, potrzebujemy wolnej przestrzeni, która pojawia się kiedy zniszczymy to co jest iluzją, niewolą, kłamstwem.

Co umiera? Co się odradza? Kim jestem ja, czym jest moja energia życiowa i co jest przede mną? Czym jest światło i ciemność we mnie? Gdzie jest źródło mojej mocy?

Zachęcam cię do wykorzystania tego szczególnego czasu na takie podsumowanie.

Zwolnienie, zatrzymanie się w pędzie, poczucie swojego ciała, poczucie poziomu swojej energii, skupienie swojej świadomości na tym co jest teraz, na tym co jest wieczne, pozwoli pożegnać stare i zaprosić nowe. Aby nauczyć się w pełni żyć pragnieniami swojego serca, pozwól sobie na śmierć. To wymaga ogromnej odwagi. Tego ci życzę. Pozwól życiu płynąć.

Tekst – Dorota Pawelec 

zdj. Sacha Rüede