Miasto – moja mapa mentalna

Miasto, mówi się ze to właśnie w nim dzieje się współczesny świat. „Pożądane jest aby  otoczenie wywoływało bogate i żywe obrazy, aby te obrazy były zrozumiałe oraz aby można było na ich podstawie budować nowe znaczenia, nową poetykę” – tak o mieście pisze wybitny urbanista Kevin Lynch. Poznając otoczenie, poznając nasze miasto stopniowo budujemy mapę mentalną. Mapa jest złożona i niezwykle subiektywna, dotyczy każdego otoczenia, ale największej intensyfikacji nabiera w mieście. Heterogenicznym tworze napędzanym energią tysięcy bijących w nim serc. Tysięcy doświadczeń. Tysięcy miłości i tysięcy rozczarowań.

Martin Kníže miasto miastofilia magdalena tatar babskiblues

Mapa powstaje od dziecka, na początku szukamy ścieżki do matki, i wtedy nasz świat jest liniowy. Stopniowo zaczyna tworzyć pajęczynę ścieżek, dróg, przestrzeni, znaków i… osób. Każda ulica i każdy napotkany człowiek zostawiają na niej swój ślad. To jest jak podpis na murze starej kamienicy obok dawnego liceum. Może czas go zatrze, a może zostanie tam na przykład na czterdzieści lat? Mapa tworzy się.

Ile razy idąc swoim miastem myślisz o osobach, które spotykasz/spotykałeś w poszczególnym miejscu. O, na tym skwerku pierwsza kłótnia z dziewczyną – ależ to było mocne! Na tym przystanku pamiętny pocałunek wśród płatków padającego śniegu z kimś z kim jesteś może nawet do teraz, dekady. A przy tej ulicy było moje pierwsze samodzielne mieszkanie. Buduję, nawarstwiam, chłonę. Tworzę swoje własne, prywatne, osobiste miasto. Mój własny wszechświat. Moje miasto nie należy do kraju czy narodu, ja chłonę jego duszę, a ono pochłonęło moją już dawno. Symbioza baobabu i mrówki. Tak różni, a scaleni. Zauważyliście jak specyficzne są mapy? Linie, punkty, obszary. Tak różne, a scalone.

John Chavez miasto miastofilia magdalena tatar babskiblues

Pomyśl jak złożone ludzkie relacje przypominają błądzenie. Nowy Ktoś pojawia się w naszym życiu – proszony lub nie. Jest jak nowa ulica w nowo poznanym mieście: patrzysz w abstrakcyjną przestrzeń, która powoli nabiera tła i treści. Najpierw konstrukt i ogólność, przetykane spostrzeżeniami: o ciekawy sklep, o ciekawe słowo. Później pojawiają się kolejne informacje, droga rozwija się dalej, na ulicy pojawiają się nowe rozmaite budynki i szyldy. Z Ktosiem kolejne spotkania i sytuacje. Kurczę, ciekawy człowiek. Najczęściej wchodząc w nową przestrzeń mamy konkretny cel i czegoś szukamy, prawda? Np. urzędu. Nowych Ktosiów często poznajemy przypadkowo. A może wręcz przeciwnie. Kiedy w relacji z człowiekiem pojawia się cel? I czy przeznaczenie istnieje i naprawdę nas prowadzi do pokrewnej duszy? Oczywiście nie jest tak w przypadku każdej relacji. Ale czasem Ktoś, staje się Tym albo Tą. I wtedy na naszej mapie mentalnej pojawia się Centrum. Dokładnie takie jak rynek czy ratusz. Centrum naszego doświadczeniowego wszechświata.

Centrum w mapie mentalnej jest totalne, bo kolejne doświadczenie dodające areały naszej mapie z czasem dominuje nad nią jak bazylika Św. Piotra nad Watykanem (dosłownie!). Najpierw naszym centrum jest Matka, a później? Kto jest Twoim centrum wszechświata? Dzisiaj i teraz, w tym momencie do kogo biegną  Twoje myśli? Policz do trzech i szybko to powiedz! Mapa zmienia się.  Miasto ewoluuje. Ta lubi to miejsce. Ten nie lubi tego miejsca, więc na mojej mapie pojawia się ziemia zakazana. Dwie mapy łączą się, bo dwie osoby spotykają się na swojej drodze. Dwa państwa, które nie dodają swoich powierzchni jak na matematyce 2 + 2 = 4. Tylko 2 do kwadratu. Dodawanie i mnożenie.

Następnie wchodzimy głębiej w ulicę, poznajemy kina, restauracje i mieszkania. Sporo nowego. Trwaj życie, trwaj miasto, bo dopóki coś się dzieje rozwijamy się, kwitniemy jak kwiaty z rozwijającymi się kolejnymi płatkami. Kolejne zdarzenia mogą upewnić nas w przekonaniu, że nie trafiliśmy tam przypadkowo. Że Ktoś nie stanął nam na drodze przypadkowo. Może być jak skarb zaznaczony czerwonym iksem na mapie piratów. Albo najczarniejsza otchłań tego świata. Bez dna i bez celu. Co jeśli w mapie Twojego świata zieje dziura? Rozsądek podpowiada, żeby ją omijać. Ale jak u licha ominąć centrum?

Alexandre Perotto miasto miastofilia magdalena tatar babskiblues

Różnie bywało. Historia uczy nas, że na globusie nie zawsze wszystkie miejsca były oznaczone, przez wieki funkcjonowały jako abstrakcyjny kraniec  Ziemi osadzony na żółwiach czy słoniach. Terra incognita. Jak Kolumb nanosimy na swoje mapy nowe ziemie i nowe zmysły. Podbijamy świat relacji.  Nie raz zabrakło mi zdrowego i niebywale skutecznego: fuck it! Wisi mi to. Odbijamy się od niespełnionych relacji i wyimaginowanych celów, jak turysta zagubiony w obcym mieście. Ale mapa tworzy się dalej. Nie idę w uliczki, które są ślepe. Chronię moją mapę.

Nakładam, nawarstwiam, kumuluję miasto. Nowe przestrzenie wzbogacają naszą mapę. Siła obrazu wzrasta. Nabiera wyrazu. Kiedyś na strychu dawnej szkoły znaleźliśmy stare mapy, nie jakieś bardzo stare, takie sprzed wojny. Przyżółkłe, podziurawione śrutem, podmoknięte cieknącym dachem. Doświadczone mapy, które wiele przeszły, wiele pamiętają. Co by nam poradziły gdyby mogły mówić? Po prostu bądź – jak one, które nie dorysują sobie nowych granic na swoim ciele. A może idź naprzód? Znacz swoje terytorium i walcz o granice swojej mapy? Wybór. Mapa tworzy się.

Magdalena Tatar

 

Zdjęcia: www.unsplash.com