MAG – ŻYCIE SZYTE NA MIARĘ

 

Kiedy Głupiec doceni swoją ufność dostanie od Wszechświata energię. Z prezentami od losu bywa jednak różnie. Można dostać wielką energię, lecz można też dostać jedynie jej garstkę, na początek i  zachętę. Niezależnie od jej wagi, może być trudno się z nią uporać i nauczyć się nią władać. Początkowo może wyglądać to niczym niesforna różdżka, która wysunęła się z dłoni, a błysk zaklęć wydobywa się z niej w sposób niekontrolowany. To dobrze opisuje zwykłe, ludzkie błędy, jakie popełniamy na początku każdej drogi, nie tylko będąc młodym. Nie zawsze bowiem „trafiamy” z  wyborem i nie zawsze podejmujemy dobre decyzje, ale …

Nie popełnia błędów tylko ten, co nie … jest Magiem

Każdy nowy cykl, nowe okoliczności powodują, że musimy się uczyć nowych rzeczy, zmieniać perspektywę i sposób myślenia. Możemy wówczas dojrzeć, że to, co działało dotąd – teraz już nie działa. Ale jest szansa, że to, co do tej pory nie działało – zacznie przynosić efekty. Głupiec zyskuje więc łączność z Wszechświatem i zaczyna tworzyć po swojemu. Sprowadza swoją wolę na Ziemię.

Początkujący wizjoner

To artysta, który tworzy arcydzieło swojej rzeczywistości. Przede wszystkim, nie czeka na doping, na słowa motywacji i wsparcia. On dostał już swoje dotychczasowe doświadczenie i  widział już to, co dotąd miał zobaczyć, poznać. Wie, a przynajmniej ufa, że jest w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Jest tu, gdzie miał być. I, choć rzeczywistość wokoło różni się od tego, o czym marzył – poddaje się temu, co jest.

Jak stać się Magiem?

Sami czarodzieje, czy Magicy nie uważają siebie za kogoś, kto rozporządza energią niedostępną dla zwykłych śmiertelników. Jest ona bowiem w zasięgu ręki nas wszystkich. Cała „magia” polega na wielkim zaufaniu do swojej intuicji. Paradoksalnie jednak, najczęściej najtrudniej jest nam zaufać samym sobie. Nasze poczucie własnej wartości i wizja własnego życia jest tak często podkopywana, poddawana pod wątpliwość przez innych życiowych tułaczy, że zaufanie do siebie jest wielkim wyzwaniem.

W filmie Roberta Zemeckisa pt.: „Express Polarny” jedna z drugoplanowych postaci traci pewność siebie za każdym razem, gdy ktoś pyta „Jesteś pewna?”. To pytanie wywołuje u niej konsternację. Ten mechanizm prawdopodobnie „urodził” się w nas dużo wcześniej. Może wtedy, kiedy uprzednio nie dając nam żadnej wiedzy, rodzice nagle oczekują, że będziemy dokonywać dobrych wyborów i ponosić za nie odpowiedzialność? Nie wiem.

Mag nie zadaje sobie takich pytań. Zastanawianie się nad odpowiedzią woli zastąpić praktyką.

To nie jest tak, że zachowuje się jak ćma odbijająca się od szyby nie znając drogi do światła. Wejście w  energię Głupca było już wystarczającą pokorą, wykazaną chęcią doskonalenia ducha. Gdy stajemy się Magiem to znak, że zaakceptowaliśmy taki stan rzeczy. Że, owszem, mamy wady, a nawet dziesięć. Być może cechują nas dziwactwa i zupełnie odrębny sposób patrzenia na świat. Być może wielu Magów czuje się samotnymi, bo otoczenie traktuje ich jak niegroźnych wariatów. Pytają: „Ty chcesz to robić? Przecież Ty się w stu procentach na tym nie znasz – są lepsi od Ciebie”, albo „Ja bym nie miała odwagi, ale skoro Ty masz, to powodzenia”. Dla mnie, to drugie stwierdzenie również bywa demotywujące, bo sprawia, że czuję się jak szaleniec, który porywa się z motyką na słońce. I to, co ma być niby wyrazem uznania dla mnie, dla odmiany brzmi jak „jesteś pewna?”.

Zawsze mi się wydawało, że bycie pewnym polega na tym, że się dobrze wyliczyło rachunek prawdopodobieństwa, albo, że sukces jest zależny od doskonałego algorytmu, czy formuły. Szukałam inspiracji i ważnych słów w literaturze, artykułach. Słuchałam mądrych ludzi, ale często okazywało się, że nic z tego do mnie nie pasowało. Dlaczego?

Bo odpowiedź jest tam, gdzie zbyt rzadko szukamy – w nas samych

Całe to moje pisanie, bazgrolenie tych słów jest ciągłym poszukiwaniem. To jak poszukiwanie mnie we mnie. Niekończące się krążenie nad własnym sercem i wyczekiwanie z uchem przy własnej duszy, aż usłyszę siebie. Tu, w tym tekście również nie znajdziesz odpowiedzi – znajdziesz dziesiątki kolejnych pytań. Szukanie gotowych odpowiedzi jest stratą czasu. Nie da ich żaden terapeuta, coach, ani sam Tarot, czy potężna grupa szamanów, czarodziejów etc. Sam Tarot, na pytanie: „Dokąd zmierzam?” i „Gdzie jest mój dom?” odpowie: „Nie wiadomo, bo nadal budujesz swój dom. Ale, gdy już poczujesz, że on jest – znajdziesz do niego drogę bez niczyjej pomocy”.

Brak zaufania do siebie spowodowany jest często tym, że otoczenie wykorzystało wielkie siły, aby wpoić nam, że ufać sobie, to egzystencjalne „harakiri”. Słuchanie intuicji traktowanie jest jak lekkomyślność, bo mówi się nam, że wiedza i schematy, to sprawdzone drogi do sukcesu. Być może sprawdza się to w realizacji planów sprzedażowych, ale nigdy nie dam się przekonać do tego, że jakakolwiek filozofia, trener osobisty, czy internetowa wróżka wie lepiej czego pragnę, i co jest dla mnie najlepsze, aniżeli moja intuicja.

Error

Odwiecznym wrogiem słuchania intuicji jest lęk. To trochę jak walka dobra ze złem. Lęk to strach przed własnym strachem, ślepa uliczka w rozwoju ducha. Początkiem lęku jest „zatrzymanie”, postępowanie cały czas zgodnie z jednym schematem. To zamknięte koło, z którego jedyne wyjście prowadzi do wielkiej blokady. Nie ma czarów, ani zaklęć, aby tę blokadę pokonać. Jedyne rozwiązanie to złamać algorytm. Tylko to spowoduje, że znany nam schemat nie zadziała, wyświetli się „błąd” i wyrzuci nas na zewnątrz.

Taką próbę podejmowałam wielokrotnie i niestety często, pomimo chęci i prób lądowałam w tym samym schemacie. Kręciłam się w nim jak piłka w ruletce. Znałam to i nawet polubiłam. Wszystko bowiem toczyło się płynnie i było przewidywalne: te same twarze, ten sam strach, te same ograniczenia, podobne słowa i wkoło te same sytuacje, w których notorycznie lądowałam. To ten moment, kiedy wielu z nas zadaje sobie pytanie „dlaczego mi się to ciągle przytrafia?”.

Czterech jeźdźców apokalipsy

Ponad tydzień temu byłam w podróży służbowej. Gdy wracałam już na lotnisko, mając jeszcze w zanadrzu wiele czasu postanowiłam wejść do Kościoła katolickiego. Lubię oglądać stare Kościoły, a dodatkowo panuje w nich taka wyjątkowa atmosfera skupienia, jakiej w tamtej chwili potrzebowałam. Usiadłam w ławce, aby wyrównać oddech i uspokoić myśli. Robiłam zdjęcia zniszczonych sklepień i myślałam, patrząc na nie, że nie wiadomo, czy czas niszczy piękno, czy je tworzy od nowa. Towarzyszyło mi w tej moim rozmyślaniu poczucie, że moja wieczna „tęsknota” za czymś jest niezrozumiała dla innych, a to sprawia, że czuję się samotna. Czując to, paradoksalnie odsuwam się jeszcze bardziej. Robię krok w tył przed ludźmi, zjawiskami i sytuacjami.

Co jakiś czas, do Kościoła wchodził jakiś nowy mężczyzna – wchodził, przechodził wkoło i wychodził. Przez cały czas mojej obecności weszło ich czterech. Ta liczba jest dla mnie wyjątkowo istotna. Swego czasu, będąc u kresu wytrzymałości, czując, że zwariuję – usiadłam i napisałam dwieście stron zbitki słów, które płynęły z najczarniejszych zakątków mojej duszy. To była moja obsesja, moja bezsenność, szum w uszach i wewnętrzny krzyk, który tylko w ten sposób mogłam z siebie wydobyć. Inaczej – udusiłabym się nim.

Często, w tej jakże chorej treści towarzyszyło mi czterech mężczyzn – cienie tych, którzy mnie skrzywdzili na wieki, zostawili samą sobie, albo nie chcieli chronić i przez to musiałam przez długie lata obijać się we własnym życiu jak piłeczka we Flipperze. Obsadzałam ich w roli mrocznych cieni, obłudnych kapłanów, czy jeźdźców apokalipsy. Jakiż to zatem schemat zadziałał, że błyskawicznie dostrzegłam, że oto czterech mężczyzn weszło do Świątyni, w której byłam?

Odpowiedź jest banalnie prosta: Schemat zadziałał, pin zgodny – mogłam spokojnie znowu wejść w swoje stare, poczciwe lęki.

Nie myśl sobie, że od razu, gdy uświadomiłam sobie, że tak jest i pobiegłam przed siebie w podskokach, bo wszystko nagle stało się jasne. Fakt, poczułam to na własnej skórze, ale największe wyzwanie nadal pozostaje przede mną, a jest nim dążenie do tego, aby nie uciekać w schematy. Każdego dnia nadal jeszcze złoszczę się na siebie, że czegoś nie potrafię, że się boję, ale uczciwie donoszę, że mam za sobą już wiele nowych kroków w świecie, w którym jak dotąd sadziłam nie ma dla mnie miejsca. Mowa o  świecie harmonii i życia bez strachu. Im bardziej ufam sobie, tym strach ma mniejsze oczy. Kochałam, jak widać swój schemat, żyłam w nim bezpiecznie, bo do życia w poczuciu winy i w strachu można się przyzwyczaić. To była przecież moja rzeczywistość – innej nie znałam.

Oczy szeroko zamknięte

Mag jest drugą kartą Wielkich Arkan, ale cała talia, wszystkie siedemdziesiąt osiem kart namaszczonych jest wielką potrzebą słuchania intuicji. Tarot będzie o tym mówił do znudzenia.

Mag tworzy, próbuje ufać, ale nadal nie wie wszystkiego. Nie wie jeszcze, czego chce. Kreuje zatem na wszystkie, możliwe sposoby. Niekiedy bowiem bywa i tak, że nie wiedząc tego, co chcemy czynić, należy zacząć po prostu to robić. To trochę jak gotowanie zupy z tego, co mamy pod ręką. 

Czasem Mag ucieka się do kłamstewek i manipulacji. Czy jest nieuczciwy? Nikt z nas nie jest całkowicie uczciwy. Głównie, w stosunku do samych siebie. Dosyć często ochoczo zniekształcamy nasze potrzeby, aby dostosować je do panujących okoliczności. To, że oszukujemy innych nie ma aż tak niszczycielskiej mocy, jak wtedy, gdy oszukujemy samych siebie. Większość myśli, za które się obwiniamy, to odgłos naszych stłamszonych pragnień. Niełatwo zaakceptować fakt, że to część nas samych.

Zasady, twarde reguły i kodeks moralny sprawdza się dla mas. Indywidualnie, zagłębiając się w sobie może okazać się, że nasze pragnienia stoją w sprzeczności z ogólnie przyjętymi normami. Największym wyzwaniem dla Maga jest tworzenie. Z początku może dziać się to trochę na przekór samemu sobie. Najczęściej w tej energii jesteśmy w stanie odkryć, jak okrutne mechanizmy rządzą naszym życiem. Mamy szanse zdać sobie sprawę, że „żyć po swojemu”, to nie jest spełnianie marzeń innych i sprawianie rzeczy, których zawsze od nas oczekiwano.

Aby najlepiej zrozumieć energię Maga, warto sobie przypomnieć dzieciństwo.

Kiedy nie miałam lalek do zabawy – wycinałam postacie z gazet, a dokładnie z „Burdy”. Gdy chciałam bawić się w „dom”, rozkładałam na podłodze paski od spodni, aby podzielić niewidzialne pokoje – stawiałam tak ściany. Kiedy bawiłam się w Mamę i chciałam zawołać swoje wymyślone dziecko na obiad – otwierałam drzwiczki w witrynie meblościanki i udawałam, że je wołam. Gotowałam zupy z błota, doprawiając je liśćmi z Papierówek. Mogłabym mnożyć te przykłady i Ty też…

I, nie, nie chodzi tylko o to, aby wyszukiwać substytutów rzeczy, których nie posiadasz. Chodzi o to, żeby tworzyć takie życie, jakiego naprawdę pragniesz. Dziecko to robi, aby się dobrze bawić. Ty możesz to zrobić, aby dobrze żyć – ożywić Twoją rzeczywistość. Kiedy w dzieciństwie ktoś śmiał się z tego, że mówisz do regału – miałaś to gdzieś. Zabrzmi to banalnie, ale dziś też możesz.

Bywa bowiem tak, że boimy się wdrożyć nasze pomysły tylko dlatego, że być nie są zbyt „wow”. Żyjemy przecież w czasach, gdy ponoć trzeba być „zajebistym” we wszystkim, nie mieć zmarszczek, być „fit”, spełnionym we wszystkich dziecinach świata: dobra Matka, kochanka, przyjaciółka, kobieta sukcesu, nigdy zmęczona, zawsze u sił, bez strachu, bez ograniczeń, bez wytchnienia. Skrajna tendencja wzywa z kolei do bycia obojętnym, posiadania wszystkiego w „de” i traktowanie życia, jako coś, na co nie mamy żadnego wpływu. Środek jednak istnieje i właśnie to podpowiada Magowi intuicja. Tyle, że aby po ten środek ruszyć trzeba wejść na długą i niełatwą drogę prowadzącą do poznania siebie i poczucia się częścią Wszechświata.

Wilczyca Alfa

Śniło mi się kiedyś, że stałam w lesie, a siedzące na ziemi sowy mówiły mi, kim jestem, a kim nie. Jaka mam być – wiedziały wszystko lepiej ode mnie. Opisywały mi świat po to, abym nie traciła czasu na jego oglądanie i doświadczania. Mówiły to, co według nich powinnam wiedzieć. Doskonale obrazowały trzy, konkretne osoby w moim życiu, który jednym głosem, niestrudzenie i nieustannie wmawiały mi całe życie, że wszystko wiedzą lepiej ode mnie, a jeżeli pragnę czegoś innego – to na pewno się mylę.

Słuchałam ich pokornie nie mając ani odrobiny przestrzeni na to, aby pomyśleć, czy w ogóle nadal jestem tym kimś, kim jestem w rzeczywistości. Nagle, we śnie pojawił się wilk – wielki i tłusty. Poszedł w głąb lasu, a ja poszłam za nim w mroczne, czarne i nieznane mi przestrzenie. W towarzystwie takiego wilka mogłam czuć się bezpiecznie, a zwiedzanie czarnego lasu było dla mnie lepszym wyjściem, niż słuchanie, o czym chrzanią wspomniane sowy. Gdy się bowiem głębiej zastanowić, las jest bezpiecznym miejscem w porównaniu do ruchliwych ulic, miejsc publicznych i wszystkich tych, w których są inni ludzie. Nikt nie jest w stanie tak nas skrzywdzić, jak drugi człowiek.

Na czym więc polega strach? Czego się realnie boimy? Realnie. Dlaczego, w codziennym życiu zawsze zostawałam z sowami zamiast iść w miejsca, gdzie i tak mnie już nikt nie skrzywdzi? A przynajmniej nie w taki sam sposób.

W symbolice snu, wilk oznacza intuicję. We śnie poszłam za nim. Gdy się odwróciłam za siebie zobaczyłam trzy sowy stojące na ziemi – były papierowe. Tyle okazał się być wart mój strach.

Ktoś, kto zaczyna iść za intuicją, staje się Magiem. Wywołany z bezpiecznej wieży Mag stoi sam i nie wie, dokąd pójść. Zaczyna więc budować od nowa, ale tym razem – po swojemu. Buduje z tego, co ma, ale ma taką moc, że nadaje wszystkiemu wokoło nowy sens. Budując, zdobywa kolejną wiedzę i każdego dnia, krok po kroku idzie dalej w kierunku większej tajemnicy istnienia.

Czy Mag się boi? Pewnie tak, ale idąc sam, mając tylko siebie i to, co w nim – może tylko tworzyć. Cała odpowiedź jest w nim. Jest w Tobie.

Pola Jezierska – „Pisze się, aby utrzymać ranę otwartą”
Tomasz Mann

Piszę, aby rany posypać słowami. Niech sączy się z nich tak długo się, aż zabraknie słów.

Poznanie pomnaża cierpienie”, ale chęć poznania jest większa od strachu.
Piszę aby zrozumieć – nie po to aby tłumaczyć.

Widzę, słyszę, czuję, myślę i na przemian boję się, aby znów być odważną.

Piszę, bajam i rozmyślam.

Melomanka, marzycielka, poszukiwaczka i stara dusza. 

Nie polonistka, nie filolog, nie filozof.

Znowu naprzemiennie: Posiadaczka niespożytej energii miłości do ludzi i Wszechświata, aby zaraz potem wszystkiego nie znosić i złorzeczyć.

Dwubiegunowa. Wzrost: średni. 

Wiek: słuszny

Oczy: szaro-niebiesko-zielone
Usposobienie: brak