“Okazuje się, że nie jestem sama. Dużo kobiet mówi: hej, ja też jestem ośmiornicą!”

Latająca Szkoła to biznesowa akademia założona przez Agatę Dutkowską. Łączy kobiety, które chcą nadać konkretny kształt swoim marzeniom. Szkoła pełni funkcję inkubatora i akceleratora, bo swoje pomysły można przetestować na przyjaznej grupie osób. Rozmowa z Agatą Dutkowską, założycielką szkoły o kobiecych biznesach i wyjątkowej formule jej przedsięwzięcia. 

Dziękuję Agata, że zgodziłaś się przyjąć zaproszenie do rozmowy. Powiedz, proszę kilka słów o sobie i o tym, doszło do tego, że zajęłaś się prowadzeniem kobiet na drodze biznesowej?

Dziękuję za zaproszenie. Bardzo się cieszę, że dzisiaj rozmawiamy. Moja historia jest taka, że trafiłam do biznesu i pomagania kobietom dosyć krętą drogą. Najpierw studiowałam socjologię, później intermedia na Akademii Sztuk Pięknych, następnie rozpoczęłam studia doktoranckie. Miałam jednak świadomość, że ciężko w Polsce jest utrzymać się z pensji akademickiej.

Moi przyjaciele wciągnęli mnie w taki biznes, który miał dużo sensu, dużo pasji, ale zero marketingowej wiedzy i zero biznesowego know-how. Prowadziliśmy go przez parę lat. W pewnym momencie zrozumiałam, że potrzebuję wiedzy, jak prowadzić w Polsce firmę, żeby nie zostać zjedzonym przez ZUS i żeby nie stracić duszy. 10 lat temu zaczęłam się tym bardzo interesować i edukować. Było wtedy dużo kobiet wokół mnie, mieszkałam w Krakowie i byłam w środowisku,  można powiedzieć – rozwojowym. Moje znajome chodziły na kręgi kobiet, na różne warsztaty, pracowały z ciałem, zajmowały się rozwojem na wielu płaszczyznach, ale niekoniecznie wiedziały jak przełożyć to na coś dochodowego.

To było 10 lat temu?

Właściwie 11, bo firmę prowadzę od 10. Poczułam wtedy impuls, żeby stworzyć takie środowisko, które będzie się nawzajem edukowało, dzieliło know-how. Moja intuicja podpowiadała mi, że kobiety świetnie funkcjonują w modelu sieci, czyli dzielenia się wiedzą, i wzajemnego inspirowania się. Potrzebują nie tylko twardej wiedzy biznesowej, ale też emocjonalnego wsparcia po drodze.

Czyli kobieca miękkość i umiejętność tworzenia relacji ?

Kiedy kobiety często prowadzą biznesy, to relacje są tam bardzo ważne, łatwiej jest im się wtedy rozwijać, kwitnąć i prosperować. To daje poczucie bezpieczeństwa, jeśli jesteś w takim środowisku, w którym będziesz mogła liczyć na to, że ktoś cię wysłucha, będziesz miała wsparcie, będziesz mogła przegadać różne rzeczy. Takie środowiska właśnie starałam się od początku tworzyć.

Działalność edukacyjna, którą prowadzisz, jest bardzo szeroka, poprzez tworzenie tabelek w Excelu, po naturoterapię, a nawet pracę z ciałem. …

To, o czym mówisz to nawet nie tyle nasza oferta, ile propozycja różnych wspaniałych edukatorek, które poznaliśmy przez te lata. Jest to bardziej sieć i ekosystem składający się z różnych osób, które edukują i są praktykami. Tak jak powiedziałaś, od naturoterapii po Excela.

Czy mogłabyś coś powiedzieć na temat „Latającej szkoły”, którą prowadzisz ? Wiem, że dziewczyny, które przeszły kurs, prosperują i tworzą własne biznesy. Czy pomysły, z którymi przychodziły do Ciebie w pierwotnym zamyśle, zmieniały się, ewoluowały?

Oj, tak. Bardzo często. To, co jest niesamowicie istotne, to jest 90-dniowy Lab, czyli laboratorium. Jest to takie miejsce, gdzie można przetestować pomysły, skonfrontować je i zbadać. Często jesteśmy w fazie romantycznej, zakochujemy się we własnych pomysłach, mamy jakieś wyobrażenie…

A teraz trzeba zejść z nimi na ziemię.

Okazuje się, że bardzo przywiązujemy się do własnych wyobrażeń. Okazuje się, że rynek nie odpowiada tak, jak byśmy chciały. To, co można zrobić w Labie, to wykorzystać kolektywną inteligencję, to, że są różni ludzie i zrobić różne badania fokusowe, testy, skonfrontować ten nasz piękny pomysł z tym, jak reagują na niego potencjalni klienci.

Czyli stworzenie takiego prototypu, z którym wychodzimy do pierwszego odbiorcy.

I my zachęcamy do tego, żeby bać się i działać, czyli żeby w miarę szybko pokazywać pomysły, a nie zamykać się w szafie, szlifować je w nieskończoność i dopiero wtedy wychodzić z nimi do świata.

Bardzo ważny temat poruszyłaś. Wychodzenie do świata ze swoim pomysłem to dzisiaj tak naprawdę pokazywanie siebie.

Bardzo.

Bo jesteśmy twórcami w Internecie. Powiedz mi, jak Ty to obserwujesz – czy ludzie mają problem z wypuszczaniem swojego dziecka na szersze wody?

Staram się uważać na język i to słowo „dziecko” jest o tyle problematyczne, że my naprawdę traktujemy własną firmę, czy pomysły jak własne dzieci. Czyli rodzą się w naszej głowie i po prostu kochamy je bardzo. Bardziej sensowne podejście biznesowe, mówi o tym, żeby potrafić wyrzucić jakiś pomysł, jeżeli on nam nie służy. Z dzieckiem przecież czegoś takiego nie zrobimy. To, co poruszyłaś, to jest bardzo istotna sprawa, bo pokazywanie siebie, wychodzenie z pomysłem, bardzo często konfrontuje nas z tysiącem własnych nieprzepracowanych tematów, różnych lęków związanych z widzialnością, z tym, co ludzie powiedzą. Wewnętrzny krytyk się wtedy bardzo mocno uruchamia. I tak naprawdę, jak się temu dokładnie przyjrzymy, to własny biznes potrafi być niesamowitą ścieżką rozwoju osobistego.

To jak jest z tym wychodzeniem do ludzi?

Z wychodzeniem do ludzi pracujemy w taki sposób, że w tym 90-dniowym Labie mamy takie regularne spotkania, które nazywają się „Bój się i mów”. Polegają one na tym, że właśnie w takich laboratoryjnych warunkach, uczymy mówienia o sobie. Każdy ma określony czas. Taki jakby mini TEDx. Są różne konwencje. Można mieć takie przemówienie a’la taka elevator pitch, albo przemówienie sprzedażowe. Robimy to w takim otoczeniu, które jest bardzo wspierające, dostajemy informacje zwrotne, ale nie wychodzimy z tym do zupełnie obcych ludzi. Czyli nie ma takiego oczekiwania, że już za pierwszym razem trzeba idealnie wystąpić. To jest bardzo transformujące

doświadczenie.

Jakie wystąpienia Tobie się najbardziej podobają? W moim przypadku oczekiwanie od siebie perfekcji, kiedy chcę dobrze wypaść przed ludźmi, zawsze kończy się najgorzej. Z czasem odkryłam, że pokazywanie siebie w naturalny, prawdziwy sposób jest najlepsze.

Tak. Jeżeli ktoś potrafi stanąć bez maski i wejść w taki stan, kiedy pokazuje jakąś prawdę, to zawsze wtedy dzieje się magia. Nieważne, jaka by ta prawda była. Chodzi o to, że ktoś ma odwagę. Tak naprawdę to się do odwagi sprowadza. Po prostu pokazać coś ze środka, a nie przybierać jakąś piękną formę. Często bywałam na konferencjach, gdzie było dużo przemówień, które były bardzo wyreżyserowane, była w tym perfekcja, a jednak człowiek nie wychodził nakarmiony. Kiedyś zrobiliśmy konferencję, na której przemówienia mieli tylko uczestnicy naszego kursu. Nie były to super znane, ważne osoby. Były to genialne przemówienia! Wspaniale się tego słuchało. Nieważne było to, że te osoby były pierwszy raz na scenie. Może właśnie dzięki temu, że były pierwszy raz na scenie, ale wiedziały, że słucha ich życzliwa społeczność, to zadziewa się ta magia.

Prawda otwiera serca. Ja kiedyś byłam na konferencji, gdzie jedna z prelegentek rozpłakała się i to było bardzo takie wyzwalające dla wszystkich. Może teraz zmienię temat i zapytam, jakie są mocne strony kobiet w biznesie?

Z tego, co widzę, kobietom łatwo przychodzi komunikowanie się, a XXI wiek to jest jakaś bardzo głęboka zmiana całego paradygmatu, w którym funkcjonujemy. Nagle pojawiła się sieć. A w sieci nie chodzi tak bardzo o hierarchię, kto jest najwyżej, tylko kto jest na węźle, kto jest w takim miejscu komunikacyjnym, gdzie dużo się dzieje. To, co pokazują statystyki, to że kobiety bardzo dobrze radzą sobie w social mediach. Teraz bardzo ważne zaczynają być umiejętności miękkie. Jak się popatrzy na różne raporty, trendbooki, są to kluczowe umiejętności przyszłości. Jest to domena kobiet.

Jakie to są konkretnie umiejętności?

Rozumienie siebie, rozumienie drugiego człowieka, umiejętności komunikacyjne, rozwiązywanie konfliktów. Przeskanowałam wczorajsze gazety trochę pod takim kątem, jakie są tematy istotne i pulsujące. I zauważyłam, że zdrowie psychiczne jest coraz ważniejsze. Jest to potrzeba dbania o siebie, ale też dbania o relacje.

A jak jest u kobiet z pokazywaniem siebie, z chwaleniem się? To, co mi się na przykład w mężczyznach podoba, to, że oni w bardzo naturalny sposób potrafią się sobą chwalić. Jak Ty to obserwujesz?

Tak. Też chciałabym rozwiązać tę zagadkę. Czy to jest tylko i wyłącznie kwestia kultury i socjalizacji, czy to jest też jakiś rodzaj percepcji? Jest tu jakaś globalna, lekcja do odrobienia dla kobiet, żeby wychodzić z cienia, żeby stawać we własnej mocy. To wcale nie musi być związane z agresją.

Ta moc, o której mówisz, nie jest czymś w rodzaju tarana, który wszystko siłowo forsuje. Czym więc jest? Pokazaniem siebie we własnej prawdzie?

Tak. I wydaje mi się, że ta jest lekcja jest o tym, że kobiety nie umiały się doceniać, zauważać siebie, pokazywać śmiało swoich mocnych stron.

Z czym jeszcze kobiety jeszcze mają problem z Twoich obserwacji?

Ostatnio obserwuję, że wiele kobiet ma problem z tym że jeżeli ktoś już robi coś podobnego, to ja już nie mogę się tym zajmować. Chociaż rzeczywistość sieci, pokazuje, że bardzo dużo rzeczy może koegzystować obok siebie i że ta przestrzeń wcale nie jest ograniczona. Jest też cień, który dotyczący zazdrości, czy rywalizacji między kobietami.

Porównywanie się do siebie nawzajem?

Właśnie tak. To jest tak naprawdę porównywanie się. Tutaj akurat social media nie ułatwiają sprawy. Są tak zbudowane, że generują tworzenie jakichś pięknych obrazów własnego życia, patrzenie ile ktoś ma like’ów, a ile ktoś ma followersów. Promują też takie wzory kobiecości, które nie są realne dla większości kobiet.

To, co mi akurat pomogło w tym temacie porównywania się, to odkrycie, że każdy z nas jest w czymś unikalny. Docenienie siebie za to, że ja właśnie jestem inna. To „coś innego” jest  moją wartością. Co było dla Ciebie najtrudniejsze kiedy Ty tworzyłaś swój biznes?

Dobre pytanie – co było dla mnie najtrudniejsze? Zastanawiam się teraz, co wybrać. Dla mnie jest ogólnie trudne to, że mam często za dużo pomysłów, które bym chciała realizować równolegle. Mówię o sobie, że jestem ośmiornicą, co też przewija się gdzieś przez moje social media, w których rozwijam temat ośmiornic, bo okazuje się, że nie jestem sama. Dużo kobiet mówi, że: „Hej, ja też jestem ośmiornicą!

I ja jestem ośmiornicą!

Chodzi tu o osobę, która ma dużo pomysłów, chciałaby dużo robić i robi dużo naraz. Jednak w jej odczuciu jest to zawsze za mało. Ja bardzo szybko zapalam się do jakiejś idei i zapominam zazwyczaj, jak dużo energii i czasu wymaga przekształcenie tej idei w materię, czyli tak naprawdę wykonanie tego. Wpadam wtedy w cykle przemęczenia, przepracowania, pracoholizmu. Bardzo często, mam też dużo pięknych pomysłów, które po prostu no nie wypalają do końca, albo nie udają się w takiej formie, jak bym chciała. Potem siedzę zawalona różnymi pozostałościami po projektach na wielkim cmentarzysku niezrealizowanych pomysłów.

A jakie są Twoje supermoce?

Moją supermocą jest myślenie out of the box. Bardzo ciężko jest poznać swoje supermoce w samotności. Najlepiej się poznaje supermoce, wychodząc z nimi do świata, dostając informacje zwrotne. Bardzo często ludzie nie wiedzą, jakie są ich supermoce tylko dlatego, że nie mieli okazji ich w pewnych sytuacjach skonfrontować.

Wydaje mi się, że wpadanie na różne pomysły, rozwiązania, słowo, pisanie, są moimi supermocami. Wymyślanie różnych pojęć, chociażby tej ośmiornicy.

Tak, potwierdzam. Prowadzisz bardzo ciekawego Instagrama. Podajesz wiedzę w lekki i ciekawy sposób. Mnie bardzo często odrzuca język komunikacji, jaki jest obecny wśród osób, które zajmują się  szkoleniami biznesowymi, czyli na przykład „osiągnij cel w 100 dni czy 10 dni”.

Może dlatego, że mnie nigdy świat tej klasycznej edukacji biznesowej nie pociągał. Ja jestem raczej wychowana na czytaniu „Biegnącej z wilkami” niż na „Siedmiu nawykach skutecznego działania” Stevena Coveya i różnych takich biblii biznesowych, czy rozwojowych i motywacyjnych.

A w co według ciebie warto inwestować w biznesie?

Warto edukować w siebie, inwestować w szkolenia, w rozwiązania technologiczne, które ułatwiają klientowi życie. Czyli jeżeli sprzedajesz coś online, to warto móc sprzedać to jednym kliknięciem, żeby oszczędzić czasu.

Warto też płacić zdolnym ludziom, którzy mogą sprawić, że nasz biznes będzie wyglądał jak milion dolarów, odda energię tego, co chcemy przekazać.

Kiedy Ty zaczęłaś żyć tylko z tego biznesu? Jak to się rozłożyło w czasie?

U mnie to trwało mniej więcej 2 lata. Tak, że przestałam brać tak zwane inne zlecenia czy fuchy. I skupiłam się tylko i wyłącznie na „Latającej szkole”. Po 2 latach przyszły pierwsze dowody na to, że to, co robię, naprawdę mi się podoba i ma sens. Właśnie w tym czasie, pojawił się też krótki artykuł o mnie w „Wysokich Obcasach”. Trafiły do mnie właściwe osoby, które chciałam naprawdę przyciągnąć. Pewnie dałoby się to zrobić szybciej, ale uczyłam się wszystkiego sama.

Z wywiadu z Michałem Szafrańskim dowiedziałam się, że jesteś samoukiem.

Tak. Chociaż muszę tutaj jeszcze wtrącić, że do pewnego stopnia byłam samoukiem, ale teraz na przykład samodzielnie uczę się Instagrama, ale na przykład już jeżeli chodzi o reklamy, idę do specjalistów i konsultuję się z osobami, które właśnie jakąś działkę całkowicie pochłonęły i świetnie się na tym znają. Na początku byłam totalnym samoukiem, a teraz jestem samoukiem, który się wspiera specjalistami.

Kto Ciebie inspiruje właśnie biznesowo, a może także  „życiowo”?

Bardzo mnie inspiruje szkoła, która się znajduje w Danii i nazywa się „Kaospilot”. Jest taką pokrewną, można powiedzieć daleką kuzynką „Latającej szkoły”. Też mają ten element latania w nazwie. Założona została 20 lat temu przez Uffe Elbecka, który później był ministrem kultury Danii. Jest to alternatywna szkoła biznesu, oparta o zasady, które też mi przyświecają. Skupiają się tam mocno na biznesach edukacyjnych. Bardzo mi się podobają metody, które są tam wypracowywane. Jeśli gdzieś się szkolę, to najczęściej mam na myśli wyjazdy na masterclassy do Kaospilot. Ostatnio bardzo inspiruje mnie też amerykańska, autorka, która napisała książkę o budzeniu i odkrywaniu dzikości. Nazywa Kimberly Johnson, zajmuje się somatyką i nowym rozumieniem układu nerwowego, również tym jak działa trauma. Jest to najnowsza wiedza o tym, jak działa system nerwowy, o różnych sprawach społecznych i relacyjnych. Na przykład, dlaczego się czasem boimy wychodzić, mówić i pokazywać.

Jak możemy tworzyć taką kulturę i takie relacje, w których się będziemy czuć bezpiecznie i będziemy mogli pokazywać swoją siłę.

Czyli takie przełożenie naszego wewnętrznego systemu na cały system społeczny i kulturowy?

Można tak powiedzieć. Połączenie systemów nerwowych z większym systemem, w którym żyjemy i znajdowanie nowych sposobów na to, jak możemy się regulować i jak możemy się koregulować z innymi osobami. To jest coś, co mnie bardzo interesuje i to by się mogło wydawać, że to jest dosyć odległe od tego, czym się zajmuję, ale tak naprawdę czuję, że jest jakoś połączone.

Co możesz powiedzieć o kobietach, które przyciągasz do swojej szkoły?

Są bardzo różne. Nawet jeśli chodzi o wiek, jest tu zawsze duża rozpiętość i to jest fascynujące. Rozpiętość tematyczna też jest duża, bo są tu zarówno prawniczki, jak i tak zwane wiedźmy ezoteryczne, czyli kobiety, które są głęboko zanurzone w tematykę zielarstwa, lasu, faz księżyca. Mimo wszystko są z jednej bajki, mają ze sobą coś wspólnego. Ważny jest dla nich sens tego, co robią, mają otwarte nastawienie na relacje, kreowanie rzeczywistości, wprowadzania zmian nie tylko osobistych, ale i globalnych.

Czyli to jest też twoje podejście? Jest to idea, którą emanujesz.

Wydaje, mi się, że tak to działa, że przyciągasz osoby, które z tobą rezonują i są bardzo podobne w jakimś stopniu.

Czy jest jakiś biznesowy pomysł, którego jeszcze nie zrealizowałaś?

Och, bardzo dużo mam takich pomysłów.

Który masz w planach zrealizować…

Szczerze mówiąc, to jest taki pomysł, który teraz mocno został zapauzowany. Bardzo chciałam założyć wydawnictwo, które miałoby zupełnie inną formułę niż te, które widzę dookoła. Z założenia miałoby wydawać książki, które są bardzo krótkie i lekkostrawne. Nie powieści, tylko tematyka społeczna, rozwojowa, somatyczna. Jego formuła byłaby mocno nastawione na społeczność i na kontakt. Czyli kupując książkę, od razu byłoby wiadomo, że są book cluby, do których można przyjść i porozmawiać o tych książkach. Wokół premier tych książek byłyby organizowane potańcówki, ponieważ wierzę, że ruch jest czymś super istotnym i że my za mało tańczymy. Każdy autor miałby swoją imprezę, na której byłby DJ-em, czyli proponowałby muzykę, do której on lubi tańczyć.

Książki, które jednoczą ludzi?

Książki, o których się mówi i książki, przy których się tańczy.

Mam jeszcze takie pytanie, które mi chodziło za mną przez cały nasz wywiad, ale jakoś się nie wstrzeliłam.  Skąd wzięła się nazwa „Latająca szkoła”?

Ach, to ta nazwa prawdopodobnie jakoś wyrosła z moich fascynacji taką alternatywną edukacją, czyli tymi wszystkimi tajnymi kompletami, które od wieków w Polsce były organizowane. Był w Polsce latający uniwersytet Jacka Kuronia, którego nazwa i idea mi się spodobały. Stąd zaczerpnęłam hasło „Latająca szkoła”, ale później okazało się, że jest wiele, wiele różnych znaczeń. Na przykład „Latająca szkoła” dlatego, że ja propaguję robienie rzeczy w locie, czyli żeby ruszyć i dopiero później, jak już się leci, pewne rzeczy poprawiać czy zmieniać, ale żeby nie stać w miejscu.

Uczymy się poprzez doświadczanie, a nie poprzez czytanie magazynowanie tej wiedzy w sobie.

Stąd „Latająca szkoła”. Ale też oczywiście, latanie kojarzy się z marzeniami, z czymś, co jest nieprzyziemne, magiczne. Mam wrażenie, że zadziało się dużo magii między kobietami, które zgromadziły się wokół szkoły. Takiej magii, która się dzieje, kiedy ktoś z odwagą sięga po coś, co jest trudne.

Latające pomysły, które schodzą na ziemię.  Czy jest jakiś taki temat, o którym chciałabyś być może następnym razem ze mną porozmawiać?

Szczerze mówiąc, ja od razu mam taki odruch, żeby zrobić miejsce właśnie dla kogoś.

Znam wiele fantastycznych kobiet, też często takich, które nie miały nigdy okazji zaprezentować się w żadnym ogólnopolskim forum. Często też z mniejszych miejscowości, a robią rzeczy absolutnie transformujące, wspaniałe i poruszające.

Wiesz, że o tym myślałam przed tym nagraniem? Bo przeglądając twoją stronę, znalazłam wiele ciekawych osób. Bardzo Ci dziękuję. Moim gościem była Agata Dutkowska.

Dziękuję za zaproszenie.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Fot. Agnieszka Werecha-Osińska, Fotodokwadratu.pl 

Latająca Szkoła na Facebooku 

Latająca Szkoła na Instagramie