Kim jestem i co chcę tworzyć?

Bez odpowiedzenia sobie na pytanie, kim jestem, mogę tworzyć jedynie strzępy, pojedyncze fragmenty, które nie dotykają bijącego i ciepłego serca. Są migoczącymi przejawami życia. Czasem milkną, a czasem krzyczą aż do wygaszenia. Są jak system naczyń bez zasilania. Dopiero odpowiedź na pytanie – „Kim jestem?” scala ten system w wibrujący, kolorowy organizm. Łączy je serce, a krew dopływa do wszystkich jego części. Kiedyś często pytałam: „Jaki jest plan mojej Duszy na to życie? Po co ja tu jestem?” Odpowiedzi obijały się o moje uszy, ale nigdy nie zatańczyły w moim ciele. Aż do teraz.

Dziewczynka bez skrzydeł

Odkąd pamiętam, czułam wszystkie swoje części i pragnęłam się z nimi połączyć. Dotykałam ich na chwilę jak dziecko zafascynowane piękną zabawką, ale potem zabierałam rękę. Totalnie nie wierzyłam w to, że mogę mieć to, czego zapragnę. Być sobą…a co to w ogóle znaczy? W mojej głowie wibrowały słowa, że jestem „za bardzo”, albo „nie wystarczająco” nabierając przekonania że to, kim jestem naprawdę, trzeba przykryć grubą warstwą powinności. O tak! Trzeba przecież być kimś!

A więc bawiłam się w życie, nigdy nie będąc pewną, po której stronie lustra jestem obecnie. Żyłam fantazją i usychałam z tęsknoty …za sobą. Wydawało mi się, że moje pasje to tylko zabawa, a prawdziwe życie musi być twarde, szorstkie i zamknięte w sztywne ramy. Pisałam wiersze, bawiłam się, że jestem dziennikarką odkrywającą ważne tematy, pragnęłam być artystką wystrojoną w soczyste kolory, zachwycać się swoim pięknem i pomagać ludziom. Chciałam być odważną częścią tego świata, odbijać w sobie jego barwy, ale też móc się w nim zatopić, poczuć całą sobą jego intensywność i piękno.

My soul portrait, Dagny Agasz

Kiedy zamykałam oczy, wierzyłam, że świat z moich marzeń, w którym ja jestem ważna, istnieje, ale kiedy je otwierałam, dopadały mnie wątpliwości. Czułam niebo i ziemię, ale nie łączyłam ich w sobie.
Pojawiało się poczucie winy zatytułowane „Czy ja mam prawo pragnąć i za tym podążać?” Jak gdyby te wszystkie role: bycie Matką, Artystką, Kobietą pełną piękna nie mogły tworzyć całości. Tak… pragnęłam być piękna. Czy jest tu jakaś kobieta, która tego nie pragnie?

Każde moje: „Tak” wypowiedziane na głos do jednej z tych części zagłuszane było przez całą masę wątpliwości. Robiłam jeden krok do przodu, zaczynając uprawiać życie na własnych zasadach i dwa do tyłu, bo nie czułam się wystarczająco silna, aby móc pójść dalej. Co odbierało mi skrzydła?
Zawsze pojawiali się ludzie, którzy z pogardą wyrażali się na temat tego, co robię „że życie musi być ciężką pracą, że jestem śmieszna, bawiąc się w modelkę, że będąc matką, to powinnam to czy tamto.” Wszystkie te głosy były odpowiedzią na moją
własną nieakceptację.

Ci ludzie krzyczeli do moich zagubionych, nieukochanych części: Artystki, która nie wierzyła w swoją moc, Matki ogarniaczki codzienności, Kobiety, która zwątpiła w swoje piękno. Przy ludziach trudno było mi odnaleźć w sobie tę iskrę, którą czułam, zamykając oczy.

Zrozumiałam, że kiedy przestaję tworzyć, usycha moje serce, tracę swoje kobiece piękno, przestaję mieć siłę i zamiast być twórcą staję się odtwórcą. Pojawiał mi się obraz ludzi, którzy w pasji są piękni, nie starzeją się, świecą , tworzą sieć połączeń z innymi. Jaką trzeba mieć miłość do siebie, aby stać się naprawdę sobą?

Kiedy tworzysz z rdzenia tego kim jesteś, twoje życie wraca na właściwe tory

Kiedy doświadczam czegoś przykrego, na przykład krytyki zdarza się, że neguję siebie i wysadzam w kosmos wszystko to, co stanowi moją twórczą istotę, przestając mieć do niej dostęp. Zdarzało mi się już podkochiwać w sobie, obejmować swój strach i ciemność, ale kiedy patrzysz na siebie jedynie przez pryzmat, co możesz jeszcze w sobie naprawić, to przecież wciąż nie dostrzegasz siebie w całości. Patrzysz na siebie w krzywym zwierciadle. Kilka miesięcy temu doświadczyłam bardzo trudnej sytuacji, która wybiła mnie z mojego tworzenia. Krytyka w rozmiarze XXL na forum publicznym przez 3 godziny i dwadzieścia minut. Obdzieranie ze skóry i posypywanie solą.


Znów zwątpiłam, w to, że jestem właściwa, wróciła niepewność. Pomyślałam sobie, że nigdy tak naprawdę
nie traktowałam z szacunkiem tego kim jestem. Wszystkie talenty i cała moja tożsamość od pisania wierszy po małe palce u stóp nigdy nie stanowiły przedmiotu mojej uwagi, a co dopiero ukochania.
No tak, jestem posiadaczką tych pięknych dłoni, ale to nic nadzwyczajnego. Nie widzę cię dziewczyno ze skrzydłami, dlatego inni mieszają cię z błotem, a ty musisz wciąż przepraszać
, że żyjesz.

I wtedy właśnie pojawiała się moja Wonder Woman z propozycją swojego autorskiego warsztatu. Lena Świadek towarzyszy mi na drodze mojego rozwoju od ponad dwóch lat i jest dla mnie kimś ważnym. Patrzę na nią i też chcę mieć sobie tyle samoświadomości i piękna „kiedy dorosnę”. Ona pierwsza dostrzegła we mnie tę kobietę ze skrzydłami, uświadamiając mi jaka jestem w całości.
Bardzo potrzebowałam pozbierać wszystkie jej pióra i stać się sobą…na nowo. Poczuć, że żyję, tworzyć, kochać z pozycji kogoś, kim jestem.


I tak się stało. Po raz pierwszy nie musiałam oglądać siebie w krzywym zwierciadle. Urodziłam się na nowo, w swoje skórze. Już wiem, kim jestem, szanuję każdy włos i słowo. Jestem tu, mogę zacząć tworzyć w pełni świadomie. Wejść w swoje buty, poczuć się w swojej skórze, musnąć pocałunkiem swoją dłoń zachwycając się jej miękkością i siłą. Czuć się tu na miejscu i o czasie. Mając siłę do tego, żeby połączyć się ze swoim bogatym życiem. Wreszcie zobaczyłam siebie jako kogoś, kto ma już tak wiele. Artystkę, która tak bardzo chce się wyrazić, że aż rozsadza jej serce. Nie chce już czekać, aby móc coś powiedzieć, bo lepsze jutro nie istnieje. Chce szeptać, że to piękne móc pisać swoją prawdę będąc tak zakochaną. Odnalazłam siebie, nie potrzebuję już wiedzieć, że ktoś jest i czeka. Nie boję się, że ktoś strzeli mi prosto w serce swoim słowem. Nie usycham z tęsknoty do życia.
Wznoszę więc swoje dłonie do nieba, czuję pachnącą ziemię pod stopami, siedzę w słońcu rozproszonym w każdym z was, z miłością patrzę na świat. Jest we mnie muzyka, ogień i woda, jest poezja i błysk fleszy. Tworzę świat taki jaki jest mi znany. Jestem wolna.

W artykule pisałam o warsztatach Leny Świadek “Kim jestem i co chcę tworzyć”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lena Świadek: Kocham towarzyszyć ludziom w rozwoju ich świadomości. To dla mnie wielka radość widzieć i czuć jak w atmosferze miłości rozkwitają, dostrzegając różne części siebie i zbierając je w całość zwaną sercem. Mam do tego procesu zmiany dużą pasję i cierpliwość, bo sama przeszłam taką zmianę.

Po wielu latach pracy ze sobą i z innymi, udało mi się wraz z mężem, Konradem Krużmanowskim stworzyć autorski program warsztatów pt. „Kim jestem i co chcę tworzyć?” Obydwoje zrozumieliśmy bowiem na własnym przykładzie, że, aby dobyć właściwej motywacji i odpowiedzieć na to pytanie z odpowiedniej głębi, każdy z nas musi sobie uświadomić kim tak naprawdę jest; spojrzeć z uważnością w głąb siebie i pozbierać różne zagubione, czy zranione części siebie.

Zapraszam na sesje indywidualne lub warsztaty grupowe.

mail: jak.tworzyc.z.pasja@gmail.com

 

 

Dorota Pawelec 

Cieszy mnie wspieranie Kobiet  w odkrywaniu swojego piękna, kobiecości, bycia w bliskiej relacji relacji ze sobą. Przeszłam swoją własną drogę od negacji siebie poprzez zrozumienie i uznanie swojego piękna. Zrozumiałam, jak ważna jest akceptacja swojego ciała we wszystkim co tworzę, bo jest to baza do spełnienia w pozostałych sferach życia . Być może ktoś będzie mógł zobaczyć kawałek  siebie w moich tekstach, słowo również potrafi wiele…potrafi leczyć.