Justyna Kowalska: “Wyruszyłam w podróż życia i odkryłam Syrenę, artystkę z Oceanu.”

Justyna Kowalska/Sirena

Sirena, urodzona jako Justyna Kowalska jest polską artystką wizualną i teatralną, obecnie żyjącą i tworzącą na hiszpańskiej wyspie La Palma oraz na Sycylii we Włoszech. W 2018 r. artystka podjęła decyzję o przerwie zawodowej, żeby uporać się z wypaleniem i depresją. Podróż po Wyspach Kanaryjskich doprowadziła ją do duchowej i artystycznej przemiany, którą wyraża w sztukach wizualnych. Dzięki tej drodze pozwoliła sobie na bycie Syreną. W rozmowie z Dorotą Pawelec opowiedziała o swojej drodze do do uzdrowienia.

Opowiedz proszę o tym jak doszło do twojej duchowej i artystycznej przemiany?

Zaczęło się od kryzysu. Na kilku polach. Byłam reżyserką teatralną i od jakiegoś czasu czułam, że to nie jest to zawód dla mnie. Kochałam pracę z aktorami, śmiech i wzruszenie widzów, ale dlaczego przed każdą próbą budziłam się z krwotokiem z nosa, a każdą premierę odchorowywałam pół roku? Coraz częściej też atakował mnie niewyjaśniony smutek, do tego dochodziło niespełnione marzenie o macierzyństwie, rozpad związku i tęsknota za przyrodą, a zwłaszcza za morzem. Czułam, że muszę zmienić swoje życie, ale nie miałam ani pomysłu, ani odwagi.

Przełomem okazał się spektakl „Czy w niebie jest cyrk” w Teatrze Witkacego w Zakopanym, na podstawie autobiograficznej prozy Aglaji Veteranyi. Przejmująca historia o dziewczynce wychowanej w cyrku przez rodzinę uciekającą z Rumunii przed reżimem Ceaușescu, która jako dziecko była zmuszona do występów nago w Variete. Spełniłam swoje marzenie i stanęłam na deskach teatru jako aktorka, wcielając się w rolę tego dziecka. Ja nie grałam tej postaci, ja nią byłam!

Sztuka dotknęła moich traum z dzieciństwa: braku zakorzenienia i poczucia bezpieczeństwa w związku z ciągłymi przeprowadzkami oraz nadużyciami moich granic cielesnych-w pewnym momencie granica między mną a Aglają zatraciła się. Aglaja w wieku czterdziestu lat popełniła samobójstwo, a ja zbliżałam się do czterdziestki i nie chciałam powtórzyć jej historii; zaczęłam szukać pomocy-terapia, taniec, malowanie, bioenergetyka Lowena.

I to ostatnie pokazało mi, jak bardzo jestem odcięta od siebie, a przez to nieszczęśliwa. Pewnego dnia leżałam na podłodze mieszkania w Krakowie i wyobrażałam sobie swoją śmierć.

To było uzdrawiające, obudziłam się oczyszczona. Kilka dni później umarła na raka aktorka z mojego spektaklu, Jaga Siemaszko, co było potężnym wstrząsem. Na jej pogrzebie miałam wrażenie, że słyszę jej głos: „Jak ja bym na twoim miejscu żyła, podróżowałabym”. Podążyłam za wołaniem, spakowałam hamak i wyruszyłam na Gran Canarię. Miały to być trzy tygodniowe wakacje na przewietrzenie umysłu i zastanowienie się nad życiem, ale już nie skorzystałam z biletu powrotnego, wyruszyłam w transformującą podróż życia.

Jak odkryłaś w sobie Syrenę, artystkę z oceanu?

Odkryłam ją podczas tej podróży. Na początku zachłystywałam się odzyskaną wolnością. Zamieszkałam w jaskini i zamieniłam się w rasową hipiskę. Szlajałam się po górskich szlakach, tańczyłam pod wodospadami i malowałam na dzikich plażach. Bawiłam się beztrosko, jak dziecko. Jak już ochłonęłam, to zatrzymałam się na chwilę by utulić wewnętrzną dziewczynkę. Na dzikiej, hipisowskiej plaży na Teneryfie uleczyłam obudzone przez spektakl rany. Jestem wdzięczna, że pozwoliłam sobie na ten etap, on mi pomógł odkryć moje wewnętrzne jednorożce.

Kiedy pojawiłam się na La Palmie, byłam już inna, czułam w sobie sensualną moc dzikiej kobiety. Tam właśnie po całodziennej sesji malowania nad oceanem przyszło do mnie nowe imię – Sirena, czyli po hiszpańsku Syrena. Poczułam się kompletna. Tworzyłam i otwierałam się na miłość. Syrenę dosłownie ucieleśniłam kilka miesięcy później, na Sycylii, gdzie zostałam zabrana przez poznanego na La Palmie Włocha, z którym jestem do dziś. Tam w rezerwacie Vendicari nad Morzem Śródziemnym zrobiłam pierwsze zdjęcia Syrenie, tak zaczęłam zajmować się fotografią artystyczną. W polskich Tatrach zaś sfotografowałam mojego jednorożca. Wróciłam też do pisania.

Jednak jeszcze rok temu nie widziałam spójności w swojej nowej twórczości i troszkę się wstydziłam tych syren i jednorożców. Odbierałam sygnały od znajomych z Polski, którzy uznali, że mi odbiło po czterdziestce i pozwalałam, żeby powstrzymywał mnie wewnętrzny krytyk. Miałam kolejny moment kryzysu pogłębiony tęsknotą za rodziną. Pandemię spędzałam na La Palmie. Któregoś razu usiadłam pod Sosną Kanaryjską, którą nazywałam swoją coaczką i spytałam, co mam zrobić, by poukładać te „puzzle”. A ona „kazała” mi iść nad ocean.

Po trzech nocach spędzonych w jaskini i na plaży obudziłam się z czystym umysłem, wszystko było na swoim miejscu. Miałam wrażenie, jakby to ocean do mnie przemówił i dał mi jasny plan działania. Z tych medytacji przy akompaniamencie fal powstała seria obrazów „Rozmowy z Oceanem” i jest ona dla mnie o tym, jak kontakt z przyrodą może pomóc nam poznać siebie i podążać za marzeniami.

Jak odbierasz/czujesz żywioły i energię wysp, które zwiedziłaś?

Gran Canaria dała mi wolność i radość, Teneryfa uleczyła wewnętrzne dziecko, La Palma odkryła przede mną, kim jestem. Teraz jestem na Sycylii, próbując budować tu życie i na razie mam sprzeczne emocje. Sycylia jest pełna kontrastów, z jednej strony obłędna przyroda z drugiej zwały śmieci, serdeczni mieszkańcy i mafia. Nie umiem w tej chwili jej uchwycić i ta jej obfitość trochę mnie przytłacza. La Palma była dla mnie oazą spokoju, czułam się na niej wolna, niezależna i bezpieczna.

W ostatnich dniach jednak wszystko się tam zmieniło, uśpiony od pięćdziesięciu lat wulkan, wybuchł, siejąc strach i spustoszenie. Wybuchy Etny nie robią takiego wrażenia, są zbyt często. I tu dochodzimy do energii żywiołów. Wulkan to ogień, ma potęgę i moc nie tylko niszczenia, ale i tworzenia. Wszystkie kanaryjskie wyspy powstały dzięki wybuchom wulkanów. Mnie wulkany uczą pasji -twórczej i miłosnej. Dodają siły i wiary w moc sprawczą, dlatego piasek wulkaniczny jest jedną z warstw w moich obrazach. Kiedyś spotkałam na La Palmie szamana, powiedział, że wulkaniczny kamień, który nosiłam na szyi, budzi ogień w mym sercu, ale wraca mnie do ciała. To mi służy, bo ja lubię odlatywać fantazję, a czasem warto troszkę się uziemić.

Morze dla mnie to ukojenie, ukołysanie i oczyszczenie z codzienności. Pomaga w regeneracji i odradzaniu się, przez co jest transformujące. Ocean to mądrość i głębia, pomaga się zanurzyć w głąb siebie, odkryć to co zakryte, skontaktować z nieświadomym. Połączenie z oceanem to połączenie ze źródłem. Dlatego moja duchowość powstała ze spotkań z Oceanem. O żywiołach to ja mogę długo, no bo jeszcze rzeka, wodospad, drzewa, góry, wiatr…

Justyna KowalskaJustyna Kowalska – Dorota Pawelec / Dorota Pawelec www.babskiblues.pl

Czy zgodzisz się z tym, że tworzenie pozwala kobietom wyjść do pełni życia i odkryć siebie? Jak to jest u ciebie?

Tak! Kobiety są z natury twórcze. Jest taka książka „Podróż Bohaterki” Maureen Murdock. Według autorki każda kobieta w pewnym momencie życia ma kryzys, doznaje jakiegoś niewyjaśnionego smutku, tęsknoty, a nawet pustki. Jeśli nie ucieknie przed tym, pozwoli sobie na wejście w otchłań i spotkanie z cieniem, to potem czeka ją duchowe odrodzenie. Ono objawia się poprzez tworzenie i kontakt z ciałem, a to pozwala na nowo połączyć się z pełnią kobiecości. Myślę, że to się wydarzyło u mnie, a na swojej drodze spotkałam wiele kobiet, które dzięki tworzeniu odkryły siebie na nowo i uleczyły rany.

Co udało ci się przetransformować dzięki Syrenie? Chodzi mi o to czym jaką część siebie odkryłaś dzięki niej?

Często mam w sobie dużo chaosu, moja głowa generuje nadmiar pomysłów, krytyk wewnętrzny nadaje, przyziemne obowiązki męczą, świat zewnętrzny przytłacza, zmiany klimatyczne przerażają, a nadmiar informacji drenuje moją wysoką wrażliwość, ale kiedy łącze się z oceanem i pozwalam sobie na bycie Syreną, to wszystko przestaje mieć znaczenie. Syreny nie dają się porwać zawrotnemu rytmowi świata, nie zabiegają, nie osiągają, nic nie muszą – one są czystym istnieniem.

Syrena we mnie to też kontakt z wewnętrznym światem, to uruchomienie fantazji i zanurzenie się w nim. Syrena to mentorką we mnie samej. Myślę, że nie wszystko, co się dzięki temu procesowi dzieje jest na poziomie świadomym, więc nie wszystko umiem nazwać. Bardziej odczuwam to cieleśnie. Moment, kiedy wpatruję się w linię oceanu jest magiczny, po jakimś czasie nie ma już mnie — jest Syrena, ocean, tańczący jednorożec, niebo, jedność i akceptacja. Najchętniej nie opuszczała bym tego momentu.

Co ci daje kontakt z twoją “dziką” częścią?

Jestem wtedy wolna, szczęśliwa i odważna.

Co w tej chwili tworzysz?

Kiedy miałam „przekaz” od oceanu, obiecałam, że zaraz po skończeniu serii „Rozmowy z Oceanem”, zacznę tworzyć obrazy z intencją na zamówienie-obrazy szamańskie. Słowo szamańskie trochę mnie onieśmieliło. Podpisałam jednak kontrakt ze sobą, że do procesu twórczego nie dopuszczam wewnętrznych krytyków i sceptyków. Pogadamy, jak już ileś tego namaluje. I najbardziej mnie zaskoczyło, że one naprawdę czasem bywają szamańskie! Idę z czyjąś intencją do oceanu lub morza i nagle mam wizje, widzę obrazy, symbole, przychodzą zdania-przekazy. Jestem po rozmowach z pierwszymi klientkami, które już otrzymały swoje obrazy i powiedziały mi, że te obrazy w nich pracują, więc chcę to kontynuować.

Pomysłów mam od groma, aż nie wiem od zacząć! Tworzę prototypy dekoracyjnych talerzy z moimi zdjęciami, z szuflady nawołuje mnie rękopis mindfulnesowej powieści dla mam i córek, o uzdrawiającej mocy morza, tymczasem sama moja historia stawania się Syreną domaga się spisania. Jest też pomysł na warsztaty z medytacją z wodą i oceaniczne karty intuicyjne. I jeszcze zachciało mi się podcastu o czułych, nieśpiesznych rytuałach porannych, które rozbudzą nasze wewnętrzne syreny i jednorożce. Chciałoby się wszystkiego, ale muszę teraz mądrze wybrać, bo nie mam energii na wszystko na raz, zwłaszcza że dopiero adaptuję się na Sycylii.

Dla kogo jest twoja sztuka?

Zauważyłam, że przyciągam głównie kobiety z fantazją, które utknęły-w mało kreatywnej pracy, albo w obowiązkach domowych. Odkładają wielkie marzenia na potem kiedy odchowają dzieci lub jeszcze nie mają siły na zmiany, bo na chwilę obecną potrzebują ukojenia, otulenia błękitem. Przyciągam też te, które zaczęły już nową drogę i chcą sprezentować sobie obraz-amulet. To, co je łączy to tęsknota za morzem, a tak naprawdę za przestrzenią i wolnością, no i wiara w magiczny wymiar natury. To dla nich tworzę. Mężczyzn moje obrazy i zdjęcia przyciągają rzadziej.

Co powiedziałabyś kobietom, które stoją pod ścianą i nie widzą nadziei?

Mam całą receptę!

  1. Najpierw odpocznij, połóż się w hamaku lub na łące, to priorytet. Trzeba odzyskać energię, żeby móc cokolwiek zrobić.
  2. Wróć do ciała. Praca z ciałem pomogła mi wyjść z ciągnącej ku śmierci energii smutku i uwolnienie swoich pozostałych emocji,
  3. Spróbuj jednej, nowej rzeczy, bo nawet najdrobniejsza zmiana generuje kolejne. Tu polecam książkę „Droga Artysty” Julii Cameron, która również towarzyszyła mi w drodze. To transformujący program nie tylko dla artystów, ale dla każdego, kto chce żyć z pasją, pokonać wewnętrzne demony, które go wstrzymują. To podróż w głąb siebie, która transformuje dzień po dniu, a przy okazji to świetna zabawa, która zwraca radość.
  4. Znajdź ludzi, którzy będą ci dopingować.

Nie wiem, czy bym odważyła się na taką podróż, gdyby nie wsparcie dziewczyn z grupy, w której przerabiałyśmy „Drogę Artysty”, a która powstała dzięki inicjatywie skrzypaczki Anny Majcherczyk, oraz dziewczyn z „Latającej Szkoły” Agaty Dutkowskiej, do której dołączyłam jeszcze w momencie kryzysu. Otaczanie się dobrą energią i poznawanie historii innych, którym się udało, może pomóc odzyskać nadzieję.

Dziękuję ci że tak odważnie podzieliłaś swoją historią. Dajesz nadzieję.

Dziękuję za zaproszenie.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Sirena [ur. Justyna Kowalska] – to polska artystka wizualna i teatralna, obecnie żyjąca i tworzącą na hiszpańskiej wyspie La Palma oraz na Sycylii we Włoszech. Po ukończeniu w 2008 r. Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie pracowała jako reżyserka teatralna, aktorka, dramatopisarka głównie na scenach małopolskich (np. Teatr Witkacego w Zakopanym, Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie) oraz jako scenarzystka radiowa i telewizyjna. W 2018 r. artystka podjęła decyzję o przerwie zawodowej, żeby uporać się z wypaleniem i depresją. Podróż po Wyspach Kanaryjskich doprowadziła do duchowej i artystycznej przemiany, którą wyraża w sztukach wizualnych. Poprzez fotografię i abstrakcyjne obrazy z użyciem organicznych materiałów, Sirena zgłębia temat ponownego połączenia z naturą i snami.

www.sirena.vision

 instagram: @sirena.vision