Jak zrozumieć i pokochać swoje ciało?

Świadomie zapamiętujemy jedynie ułamek tego, czego doznajemy. Natomiast pamięć wszystkich doświadczeń, jakich w ciągu życia jesteśmy – czynnymi lub biernymi – uczestnikami, magazynowana jest zarówno w naszym ciele, jak i w podświadomości. Podświadomość można porównać do twardego dysku komputera o gigantycznej pojemności. Gromadzą się tam wszystkie nasze wspomnienia i emocje. Podobnie jest z ciałem – w jego komórkach pulsuje pamięć „absolutna” naszych przeżyć. Z tym, że jest to pamięć skrajnie subiektywna, co oznacza, że ciało zapamiętuje nie fakty, lecz odczucia.

Coraz liczniejsze badania naukowców pokazują ogromne zależności między tym, jak traktujemy swoją i cudzą cielesność w wieku dorosłym, a tym, w jaki sposób nauczono nas traktować ją, gdy byliśmy dziećmi. To pamięć ciała sprawia, że raz wyuczone „cielesne” umiejętności, takie jak jazda na rowerze, pływanie czy wiązanie sznurówek już nigdy u nas nie zanikają. W przeciwieństwie do tego, co zapamiętujemy intelektualnie, jak choćby słowa w języku obcym – wspomnianych wyżej czynności, nie jesteśmy w stanie się „oduczyć”. Podobnie jak ruchy pedałowania czy wiązania kokardek, nasze ciała zapamiętują sposób, w jaki byliśmy dotykani i jak sami dotykaliśmy.
Emocje są energią biologiczną, czyli – jak sama nazwa wskazuje – naszą życiową mocą, siłą napędową. Sposób, w jaki się z tą siłą obchodzimy oraz to, do czego jej używamy, decyduje o jakości naszego życia. Emocje można porównać do wody. Woda – podobnie jak energia – jest bezkształtna. Kiedy przybiera postać rzeki, sunącej po odpowiednio szerokim korycie, płynie spokojnie. Co więcej – stwarza środowisko dla rozwoju różnych form życia, od glonów, przez ryby, po ssaki. Ale w sytuacji, gdy nagle przybywa tej wody znaczna ilość, koryto staje się dla niej za wąskie i rzeka wylewa. Im większa jest dysproporcja między rozmiarem koryta, a ilością wody, tym potężniejszy będzie – nomen omen – wylew.
Podobnie jest z emocjami. Jeśli człowiek zadba o to, by kanał przepływu był drożny i adekwatnie – do ilości energii – rozłożysty, jest w stanie tę energię ukierunkować tak, by mu służyła. Emocje istnieją, by pokazywać nam nasze najprawdziwsze potrzeby. Są drogowskazem prowadzącym nas do domu naszych pragnień. Strach sygnalizuje, że sytuacja, w której się znajdujemy, może być dla nas niebezpieczna. Złość wskazuje, że przekraczane są granice naszej suwerenności, że ktoś próbuje złamać nasze prawo do stanowienia o sobie. Smutek to sygnał, że czegoś nam brakuje, że za czymś tęsknimy, że w naszym życiu jest jakiś deficyt (z mojego doświadczenia wynika, że prawie zawsze chodzi o potrzebę bliskości, czułości, miłości, zrozumienia, akceptacji, docenienia etc.).

O emocjach warto wiedzieć też to, że nie da się przewidzieć ani w jakiej formie, ani w jakim natężeniu się pojawią i przejawią. Nie da się też przewidzieć, jaki bodziec je wywoła. Każdy człowiek doświadcza ich w unikalny, właściwy tylko dla siebie sposób. Tam, gdzie jedna osoba odczuje lęk graniczący z paniką, inna może poczuć jedynie niepokój. Coś, co w tobie wywołuje wstręt, ja mogę odczuć jako lekki niesmak.

No dobrze, ale co mają emocje wspólnego z miłością do własnego ciała? Ano dużo. Miłość jest uczuciem, to wiemy wszyscy. Ale – jak stwierdził Alexander Lowen, z którym się zgadzam – miłość jest również emocją. „Miłość, gniew i lęk są typowymi emocjami, nazywanymi również uczuciami. Doznawanie gorąca, zimna, bólu i dotyku, wrażenia smakowe oraz węchowe są uczuciami, ale nie emocjami. (…) Emocje są ponadto przeżywane jako reakcje całego ciała. Ból mogę odczuwać na przykład w dolnej części pleców, ale gdy jestem rozgniewany, uczucie to nie jest umiejscowione czy ograniczone, bo cały jestem gniewny.”

Piszę to wszystko łącznie z cytatem, żeby pokazać tobie coś, co okazało się przełomowe dla mojego procesu zdrowienia, m.in. z bulimii i seksoholizmu oraz dla zbudowania miłości do własnego ciała. Co to takiego?

Emocje są nierozerwalną częścią naszej cielesności. Są jej nieodłącznym, choć niewidzialnym elementem. Odczuwamy je w ciele i poprzez ciało. Są energią wytwarzaną wewnątrz ciała, na skutek tego, co ciało odczuwa w kontakcie ze światem zewnętrznym, pod wpływem myśli lub impulsów wywołanych bólem lub przyjemnością. W praktyce oznacza to, że sposób w jaki odczuwasz emocje, ma swoje bezpośrednie przełożenie na zdrowie, kondycję i wygląd twojego ciała.

Ciało jest istotą żywą. Podlega nieubłaganym, niezmiennym procesom biologicznym, fizycznym, chemicznym i fizjologicznym. Ciało każdego człowieka potrzebuje pokarmu, wody i snu. Każdy z nas (trenerki fitness, modelki i hollywoodzkie aktorki też!) wydala ekskrementy i gazy. Każdej osobie wyrasta owłosienie i paznokcie. Każdy z nas się poci, miewa wypryski i wahania wagi. Zdrowe i normalne jest to, że odczuwamy pociąg seksualny. Zdrowe i normalne jest doświadczanie orgazmu – zarówno podczas seksu, jak i tego wywołanego masturbacją. W książce „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości” profesora Zbigniewa Izdebskiego i Janusza Leona Wiśniewskiego, autorzy przytaczają wyniki analiz amerykańskiej badaczki, które pokazują, że tuż przed i w trakcie orgazmu, poziom endorfin wzrasta o 200 proc. w porównaniu z początkową fazą seksu. No lepszą rekomendację trudno sobie wyobrazić.

Ciało ludzkie jest plastyczne. I to poziom tej plastyczności, elastyczności ciała jest wyznacznikiem jego zdrowia. Zdrowie i kondycję ciała można rozpoznać po tym, w jaki sposób się porusza. Ruchy szczęśliwego, mającego zdrowy kontakt ze swoimi emocjami człowieka, są pełne wdzięku i lekkości. Ciało osoby zablokowanej emocjonalnie, jest zazwyczaj skrępowane i usztywnione, jakby próbowało się wbić w szablon norm kulturowych. Może być też nadmiernie pobudzone, wtedy jego ruchy są chaotyczne, nieskoordynowane, wibrujące niepokojem lub wręcz histerią.

Na kształt ciała ogromny wpływ mają doświadczenia z dzieciństwa, bowiem tłumione emocje zostają w ciele i niejako formują to ciało od środka. Posłużę się tu fragmentem książki wspomnianego wyżej Lowena, bowiem doskonale pokazuje zależności, o których wspomniałam wyżej. Lowen na przykładzie ciała swojej pacjentki pokazuje, jakie „siły” to ciało uformowały: „Aby zrozumieć Annę, należało spojrzeć uważnie na jej ciało, gdyż odzwierciedlało historię jej życia. Obie połowy jej ciała wyglądały tak, jakby nie należały do tej samej osoby. Dolna połowa była pełna i ciężka, lecz prawie nie promieniowała życiem i uczuciem. Górna połowa natomiast była wąska i charakteryzowała się ładniejszą tonacją skóry oraz większą żywotnością. Anna miała pełne i kształtne piersi, co dodawało jej kobiecości, a jej oczy były duże, o łagodnym ujmującym spojrzeniu, co podobało się mężczyznom. (…) Ociężałość dolnej połowy ciała Anny wynikała stąd, że powstrzymywała się przed podnieceniem seksualnym. Zacisk talii utrzymywał tę martwotę przez zablokowanie normalnego przepływu pobudzenia w dół ciała. Równocześnie jej oddech nie dochodził do brzucha. Wyczuwałem jednak, że była kiedyś bardzo żywą dziewczynką. (…) We wczesnym dzieciństwie przywiązała się mocno do swojego ojca (…). Wiedziała, że podnieca go seksualnie, w sposób w jaki nie udawało się to jej matce. Choć kontrolował on swoje zachowanie, gnębiło go jednak poczucie winy z powodu swych uczuć; winę tę przerzucał na Annę, piętnując jako nieprzyzwoity każdy przejaw jej uczuć seksualnych. (…) Rezultat był taki, że Anna postrzegała własną seksualność jako coś nieprzyzwoitego, uczucie, które umiejscowiło się w dolnej połowie jej ciała. Nie miała innego wyboru, jak tylko odciąć się od swej seksualności, uznając równocześnie, że tego życzył sobie jej ojciec. Do czasu gdy stała się osobą dorosłą nawyk ukrywania uczuć seksualnych tak się u niej utrwalił, że często traciła wszelką nadzieję, że uda jej się znaleźć mężczyznę, którego mogłaby w pełni pokochać.”

Na wygląd i stan ciała – oprócz diety i wysiłku fizycznego – szalenie mocno wpływają emocje. Doświadczam tego regularnie. Przykład: kiedy staję w obliczu trudnej sytuacji, która wywołuje we mnie poczucie zagrożenia, moje ciało pokazuje mi, że to, co się dzieje wokół mnie, może być dla mnie szkodliwe. Pokazuje mi to poprzez różnego rodzaju zachodzące w jego wnętrzu reakcje. I tak poczucie zagrożenia moje ciało pokazuje poprzez zatrzymanie wody. Mówiąc innymi słowy, kiedy czuję się zagrożona po prostu puchnę. M.in. w taki sposób moja podświadomość sygnalizuje mi, że pojawiło się w mojej przestrzeni potencjalne niebezpieczeństwo. Gromadząc warstwę amortyzującą (wodę pod skórą), ciało niejako przygotowuje się na jakiś rodzaj urazu. Kiedy zagrożenie mija, schodzi też „emocjonalna opuchlizna”.

Tak – domyślam się, że brzmi to tak fascynująco, jak egzotycznie, niemniej to są moje obserwacje i dzielę się nimi z intencją, by dla osób, które zechcą tę wiedzę przetestować u siebie – była ona pomocna i wspierająca. Piszę to też ku inspiracji i żeby ci pokazać, że zmiana nastawienia do danego zagadnienia czy zjawiska – może przynieść realną zmianę jakości życia.

Kiedyś, gdy puchłam od emocji, straszliwie się tym przejmowałam. Obecnie – jestem ogromnie wdzięczna mojemu kochanemu ciału, że tak dobitnie pokazuje mi „trudne” emocje, które potrzebują zostać zauważone, wysłuchane i uwolnione. Kiedyś emocje, których odczuwanie było dla mnie nieprzyjemne, uważałam za swojego wroga i kiedy się pojawiały, chciałam jak najszybciej przestać je odczuwać. Dziś nie tylko je akceptuję, ale wręcz fascynuję się procesem odkrywania tych wszystkich niezwykłych mechanizmów i zawiłości, jakie wiążą się z byciem istotą emocjonalną. Takie zjawiska jak cellulit, czy wypadanie włosów, stają się dla mnie wskazówkami pokazującymi, jakie emocje – powodując te konkretne reakcje ciała – domagają się mojej uwagi. Ciało to istny atlas duszy. Ucząc się odczytywać znaki, które mi daje – uczę się być najprawdziwszą sobą.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zakończyła tego tekstu porcją – absolutnie koniecznej – motywacji.

Twoje ciało, podobnie jak twoja osobowość i cała ty – jest unikatem. Nie ma we Wszechświecie drugiej takiej postaci. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Buduj więc swoją formę i sylwetkę w oparciu o swoje wyjątkowe, niepowtarzalne cechy i potrzeby, a nie pod dyktando wzorców narzucanych przez ludzi, którzy zarabiają dzięki podsycaniu w tobie poczucia niższości. Kobiecy magnetyzm, owszem, manifestuje się poprzez ciało, ale jest kwestią niewymownie złożoną. Uroda, waga i wygląd ciała nie są sednem kobiecej atrakcyjności. Jest mnóstwo przepięknych wizualnie kobiet, które jednak emanują nieprzyjemną, a wręcz okropną energią. Czujesz tę energię i wszystko ci opada. Z drugiej strony, są kobiety, które – mimo urodowych „niedoskonałości” – mają absolutnie magiczną aurę. Obecność takich kobiet jest świetlista i wibruje czymś bardzo przyjemnym w odczuciu. Bycie blisko takich kobiet jest przyjemnością samą w sobie. Dlatego zamiast się porównywać do gazetowo-facebookowo-medialnych postaci – pracuj nad sobą, by obudzić swój niepowtarzalny kobiecy magnetyzm.

I pamiętaj – fit „ideały” bardzo starannie selekcjonują treści, które udostępniają. Na zdjęciach i nagraniach widzisz tylko wybrane kawałeczki z życia ich ciał. Rzadko która pokaże publicznie swoje zdjęcie z pryszczem na tyłku czy wzdętym brzuchem. Pamiętaj też, że nie ma takiego zdjęcia, które oddawałoby pełny obraz człowieka. Nie ma! Jedno zdjęcie jest obrazem uchwyconym tylko z jednej perspektywy. A jak pokazują poniższe ujęcia – perspektyw są nieograniczone ilości. Spójrz chociażby na zdjęcia moich nóg (na moim profilu na Instagramie lub Facebooku). Na każdym z nich wyglądają inaczej. I żadna z fotografii nie oddaje całości i złożoności ich wyglądu. Dlatego, kiedy patrzysz na zdjęcia modelek, trenerek fitness i innych „ideałów” miej świadomość, że zazwyczaj pokazują one tylko te najbardziej korzystne ujęcia swoich ciał. W rzeczywistości ich ciała – podobnie jak ciała wszystkich ludzi – są żywymi istotami i mają swoje „niedoskonałości”.

Miłość, ta prawdziwa, jest miłością bezwarunkową, a więc obejmującą również, a może zwłaszcza to, co w nas niedoskonałe. Kochać swoje ciało bezwarunkowo, to znaczy kochać je całe. Kochać takie, jakie jest naprawdę. Ze wszystkimi tak zwanymi wadami, brakami, nadmiarami i innymi „wykroczeniami” wobec ogólnie przyjętych kanonów piękna. Kochać je bezwarunkowo, to kochać nie tylko, kiedy czujesz się w nim dobrze i komfortowo, ale także – a może zwłaszcza, gdy ci „dokucza”. Kochać, gdy bywa osłabione, nabrzmiałe i obolałe podczas okresu. I kiedy miewa wzdęcia, wydala gazy oraz ekskrementy. Kochać równie mocno, gdy wymuskane po kąpieli i depilacji, pryskasz luksusową perfumą i zdobisz ładną bielizną, jak i wtedy, kiedy po treningu, śmierdzi i lepi się od potu. Kochać, kiedy tańczy do białego rana. I gdy wstrząsa nim spazmatyczny płacz. Kochać to ciało, które przyciąga partnerów seksualnych. I to, które siada na muszli klozetowej. To, które przytula się do ciał ukochanych osób. I to, które doznawało przemocy. Ciało jest twoim najwierniejszym kompanem. Tylko ono zostanie z tobą aż do śmierci. I tylko od ciebie zależy, jaką jakość będzie miało życie, którego za pomocą swojego ciała doświadczasz.

Ciało ludzkie – wbrew temu co nam sączą do podświadomości przekazy rodzinne, społeczne i medialne – to nie przedmiot! Ciało jest podmiotem! Ono jest po to, byś doznawała cudu życia. Dzięki niemu możesz odkrywać, testować, smakować, poznawać i cieszyć się nieprzebranym bogactwem świata. Dostałaś je, żeby realizować plan swojego serca, a nie po to, żeby spełniać oczekiwania innych ludzi względem ciebie. Jeśli teraz myślisz, że takiego, jakie jest, nigdy nie uda ci się pokochać… Jeśli nie wierzysz, że kiedykolwiek poczujesz w sobie miłość do niego… wiedz, że sześć lat temu myślałam dokładnie tak samo, a teraz jestem zdrowym, szczęśliwym, kochającym siebie i swoje ciało człowiekiem. Ty też możesz!

Kiedy będziesz miała moment zwątpienia w siebie, przypomnij sobie, że „Jesteś ciałem stworzonym w chwili, gdy dwa ciała stały się jednym. Jesteś ciałem stworzonym po to, by świat mógł doświadczać czułości. Ukochując siebie, ukochujesz najważniejsze dzieło Boga – duszę ubraną w Istotę Ludzką”.

Nazywam się Magda Adamowska. Jestem autorką książki „SCHEMATRIX W klatce ‘normalności’ i miniporadnika „NAJLEPSZE DLA CIEBIE. O wychodzeniu z uzależnienia bez ściemy, cenzury i pustych teorii”. W 2016 r. stworzyłam projekt „Zdrowa Szczęśliwa Kobieta”. W ramach tego projektu przeprowadziłam ponad tysiąc godzin działań proedukacyjnych (wystąpień publicznych, webinarów oraz warsztatów stacjonarnych i kursów online). Zorganizowałam także happeningi uliczne – „STOP przemocy” i „Ciało jest do kochania”. Od 2018 pomagam kobietom wyjść z zaburzeń odżywiania, zmienić negatywne przekonania na własny temat oraz zaakceptować i pokochać swoje ciała.