Jak szusować na energii w procesie twórczym?

Czy czujecie, że wasze projekty rosną wraz z wami? Na energii można szusować, ale można też być jak przekłuty balon. W świecie start upów mówi się o “przepalaniu pieniędzy”,  w sytuacji kiedy jakiś młody biznes pozyskuje pieniądze od inwestora, a potem je traci na działania bez sensu, które nie powodują wzrostu. Świetnie to widać w mini serialu “We Crashed” opowiadającym o powstaniu i upadku firmy “We work”.  
Podobnie jest w przypadku energii w naszych projektach. Można ją rozproszyć, spalić, rozdać na drobne i obudzić się pewnego dnia bez niczego. Trochę jak Ikar, który tak bardzo zachłysnął się lotem, że aż się spalił. 

Jak nie być “Crash”  ze swoją energią ?

Jak Wam już kiedyś wspominałam, uważam się za osobę kreatywną, ale nie raz i nie dwa byłam “crash” ze swoją energią. Była to wypadkowa wielu tematów, o których dzisiaj trochę opowiem. Celowo użyłam słowa “trochę”, bo nawiązując do tematu, chciałabym się czymś podzielić, ale nie spalać się w rozległym roztrząsaniu. 
Zazwyczaj tracimy energię  wtedy, kiedy  nasza głowa w swojej logicznej kalkulacji “popycha” nas do działania.  I nawet to, co w pierwotnej wersji było potrzebą serca,  z czasem może stać się nieprzyjemnym obowiązkiem. Umysł dąży do rzeczy znanych, urobionych, po których wiemy, jak się poruszać. Wtedy właśnie,  bezwiednie  odtwarzamy bezsensownie  kroki. Kierunek działania może być świetny, ale kiedy nie napełniasz swojej studni, to  kreatywność się spala w oparach kontroli. 

Jak karmić “Twórczego Ducha” ? 

Julia Cameron nazywa to “randkami artystycznymi”. Można by było sądzić, że chodzi o wychodzenie do egzaltowanie artystycznych miejsc. O co tutaj kaman? Bardziej chodzi o radość życia, aby zabierać siebie w te miejsca, w których robimy coś dla własnej przyjemności. Bo prawdziwy artyzm rodzi się z radości naszego serca. No dobra, nie zawsze od razu się cieszy, ale na pewno się ożywia. Ja zawsze chciałam uczyć się tańczyć, ale na początku czułam się niepewnie, depcząc partnerom po butach.  Jest to swoją drogą bardzo śmieszny proces, bo początki bywają słodkie, a my w nich bardzo nieporadni.
Czasem oglądam swoje pierwsze filmiki i mam ochotę je usunąć. Szczerze   mówiąc, to  są”wieśniackie”.  I właśnie o to chodzi!  Nasze początki  mają być właśnie takie …folklorystyczne. To jest w nich najpiękniejsze! 
Co Was cieszy  w życiu, ale tak  zwyczajnie? Może nie macie siły na wyjście do kawiarni, czy szkoły tańca, ale może jest coś, co poprawi Wasze samopoczucie w prosty sposób? Może to być więcej czasu  na bycie sam na sam z kawusią. Podobno Bóg tkwi w szczegółach, w małych rzeczach, które tworzą dużą rzeczywistość. 
Kolejną rzeczą, która wypstrykuje mnie z energii, to brak poczucia własnych granic.  Wtedy kiedy nie mam na to zasobów, ochoty… ale WIO! Robię! Czasem może to być o jeden  telefon za dużo, jeden kilometr za daleko, uśmiech, wtedy kiedy wcale nie jest mi do śmiechu, rozmowa, która już dawno powinna była się skończyć. 
 Jest to mi tak dobrze znany temat, że aż nudny.  Nie będę więc go mocno rozwijać. Jako osoba, która ma świadomość tego co ciało do nas mówi, potrafię rozpoznać ten stan pod tytułem: “o jeden za daleko”. Dnia następnego nie mam siły wstać z łóżka. Taki jest koszt małych, drobnych przekroczeń, na które godzimy się codziennie-nie mamy siły na własne życie. 
Jedno jest pewne. Kreacja to proces, w którym będzie potrzebowali energii na różnych  etapach. Uszanujcie ten proces. Będziecie odczuwali zarówno zniechęcenie, jak i entuzjazm; nadzieję jak i zwątpienie. Będzie różnie. Otaczajcie się więc ludźmi, którzy was wspierają, nie wchodźcie w bezsensowne dyskusje, napełniajcie się tym, co dobre. Nadajcie właściwy kierunek waszej energii.
Myślę, że osobny tekst mogłabym napisać o social mediach i kierowaniu uwagi  tam uwagi. Co tam Kaśka z Anką wczoraj porabiały? Co Kryśka ugotowała na obiad? Co tam w duchowości, w polityce, u znajomych? Dzień mija a ja nadal w blokach startowych. Ponadto jesteśmy istotami empatycznymi, zapewne słyszeliście o neuronach lustrzanych, o tym jak potrafimy łączyć się w odczuwaniu z innymi ludźmi. Przeskrollujcie Facebooka, czytając te wszystkie sensacje, potem wejdźcie w zajadłą dyskusję, odbierzcie kilka telefonów i powiedzcie mi, że nadal macie dostęp do swojej kreatywności. A mówiąc językiem duchowym, że jesteście we własnej energii.  Dobrej energii wam życzę.