Dlaczego tak ważne jest, aby być sobą w związku?

Kiedy wchodzimy w związek dochodzi do absolutnie cudownego zjawiska. Dwie indywidualności stają się jednością.

Cała sztuka bycia w relacji, polega więc na pozostanie jednością przy jednoczesnym zachowaniu swojej odrębności. Gdybyśmy nie byli sobą, nie przyciągnęlibyśmy tej osoby do swojego życia. Tymczasem często zdarza się, że z tego rezygnujemy z siebie w imię czyjegoś dobra, albo z lęku przed odrzuceniem.

Najważniejsze to aby wyjść do drugiego człowieka bez poczucia, że którejś ze stron czegoś brakuje. Bez chęci szukania w nim braków i  naprawienia ich. Niezakotwiczania się w zranieniach tej osoby, bez osądu, poprzez danie przestrzeni na wszystko co ważne. Przyzwolenie, że możesz być taki być jaki jesteś , wszystko co się w Tobie wydarza jest właściwe.

Taka postawa daje moc obydwu indywidualnościom. Ja mogę się zająć swoim życiem, a Ty masz moc aby zająć się swoim. Mam zaufanie, że sobie poradzisz, bo jesteś kompletny/a.

 

Kiedy wychodzę ze swojej energii

 

Czasami jednak wychodzimy z centrum swojego czucia. Nadajemy wtedy sygnał, który mniej więcej brzmi tak:” Ja sama dla siebie przestaję być ważna, bo pierwsze miejsce zajmuje osoba, z którą jestem w związku”, albo „ludzie zauważają mnie tylko wtedy, kiedy ich ratuję”.

Czasami robimy to z motywacji, żeby pomóc, lub żeby kogoś nie stracić. Tracimy jednak kogoś najważniejszego – siebie. Zdarza się, że analizujemy na milion różnych sposobów „co ktoś sobie pomyśli” „jak się poczuje, kiedy powiem swoją prawdę”.

 

 

 

Największą iluzją jest poczucie, że ta osoba potrzebuje naszej pomocy, że sama sobie nie poradzi. Ratownik najczęściej potrzebuje jeszcze więcej pomocy niż osoba, której pomaga. Tacy ludzie najczęściej nie potrafią stanąć do własnych problemów i łatwiej im skierować uwagę na innych. Dlaczego?

Bo uczono ich – nie płacz, zapomnij, zajmij się czymś przyjemnym, myśl pozytywnie. Jeśli coś jest trudne, to należy od tego uciec i zająć się czymś innym. Co ma swoje skutki w chorobach, w napięciach narządów wewnętrznych, wycofywaniu się z relacji, kiedy tylko pojawią się uczucia i emocje. Wszystkie emocje tłumimy w naszym wnętrzu, co przekłada się na choroby.

Kiedy analizujemy innych, to przede wszystkim nie potrafimy być w relacji z sobą samym. Nie umiemy nazywać swoich uczuć, pragnień i potrzeb. Nie umiemy przeżywać życia, uczymy się znieczulać.

Ten kto nie wytrzymuje cierpienia innych, doradza co i jak należy zrobić, najczęściej nie wytrzymuje swoich własnych trudności.

Ale przede wszystkim nie ma wiary i nie szanuje mocy drugiego człowieka jako zdolnego do stanięcia ze swoim problemem na własnych nogach. Ratuje go, dając gotowe rozwiązanie , a jednocześnie zamyka takiej osobie drogę do swojej mocy, poczucia odpowiedzialności i sprawczości. Mówi np. „martwię się o ciebie” „ja wiem, a Ty nie wiesz jak”

Nikt nie doceni twojego poświecenia, bo to jak widzisz samą siebie decyduje o tym jak widzą cie inni.

Wiele kobiet wchodzi w taką rolę rolę będąc w związku, dopasowując się do stanów emocjonalnych partnera. Wynika to z niskiego poczucia ich własnej wartości. Takie kobiety stają się przeźroczyste i nieatrakcyjne. Przestają być sobą licząc na wdzięczność. Kroją swój prawdziwy kształt w imię bycia docenianą. Chcą się dopasować, zamiast być prawdziwe. To jest najczęściej początek końca związku.

Iluzją jest wiara w to, że poświęcenie ktokolwiek doceni.

 

Skąd się bierze bycie wybawicielem ?

 

Z głodu opieki, troski, miłości rodzicielskiej. Takie dzieci często z powodu różnych trudności stają się ratownikami własnych rodziców. Uczą się przetrwać, znaleźć rozwiązanie, bo umierają z braku miłości, tęsknoty, dotyku, z głodu.

Taka postawa mówi „ jestem do niczego, chętnie siebie oddam za darmo. Widzą mnie tylko wtedy, kiedy rozwiązuję ich problemy.

Lepiej podnieść własny poziom świadomości, niż próbować zmienić innych. Wszystkie choroby i wojny na świecie zaczynają się od odcinania swojego własnego czucia. Wracając do siebie, możemy kierować sobą, swoim życiem, zmieniać świat zastany w taki jakiego potrzebujemy. Zmieniając to, co dzieje się w każdym z nas, uczynimy więcej dla pokoju na świecie, dla pokonania ubóstwa i strachu, niż próbując zmieniać problemy świata. Zwalczaj przyczynę propagując wzniosłe myśli, a świat zatroszczy się sam o siebie.

Wszystko w życiu zależy od stanu naszej świadomości. Jeżeli jesteśmy zadowoleni z posiadania jednej rzeczy i nie pragniemy więcej, wtedy doświadczamy dostatku. Ale, jeżeli chcemy dwóch rzeczy, a wierzymy, że możemy sobie pozwolić na jedną, wtedy nasze myślenie wywodzi się ze świadomości braku”.

Kiedy zdarza mi się wychodzić ze swojego centrum, aby zostać wybawicielką natychmiast dostaję zwrot informacji od wszechświata. Zaczynam chorować, gorzej się czuję. Nie jestem przecież studnią bez dna. Pomoc, która polega na towarzyszeniu ludziom, dawaniu im przestrzeni, mocnej wierze w ich potencjał płynie ze światła. Jest to rodzaj niekończącej się, odnawialnej energii. Ratowanie ludzi zawsze wiąże się się z ubytkiem twojej własnej.

Dorota Pawelec – terapeutka pracy z ciałem poprzez rozwijanie świadomości 

Fot. Unspalsh

Więcej dowiecie się w moim nagraniu