Dlaczego boimy się uczuć? “Czucie oznacza, że muszę coś z nim zrobić” – wywiad z Ewą Tyralik

Ewa Tyralik jest psychoterapeutką, która uczy empatycznej komunikacji. Jej najnowsza książka: „Uwaga Złość” to propozycja dla tych, którzy pragną budować wzajemne porozumienie, akceptując wszystkie uczucia, zwłaszcza złość, która przez tak długi czas była wypierana z całego repertuaru emocji. Jak przyjąć złość do swojego życia, zaprzyjaźnić się z nią, tak aby nie ranić innych i nie osłabiać naszych relacji? Co daje zaakceptowanie i wyrażanie złości? Zapraszamy również do wysłuchania dłuższej wersji audio na końcu artykułu.

Witaj Ewa, dziękuję że przyjęłaś zaproszenie do rozmowy. Powiedz proszę o swojej najnowszej książce: „Uwaga złość.” Skąd pomysł, aby pisać o złości?

Droga do tej książki trwała 18 lat. Była drogą matki, która kiedyś się kompletnie nie złościła, a właściwie nie dopuszczała do siebie złości. Podzieliłam się też moim doświadczeniem zawodowym jako terapeuty. Czyli co zrobić, kiedy pojawia się złość i po co ona się pojawia? Wiem jak potrzebna jest ta wiedza, by nie krzywdzić swoich bliskich.

I nie krzywdzić siebie…

Przede wszystkim nie krzywdzić siebie.

Zasygnalizowałaś już kilka pytań. Skąd się bierze złość?

Dla mnie jest to informacja, że jakiś rodzaj naszego wewnętrznego dobrostanu został naruszony. Na przykład jedziesz autobusem i jakaś kobieta następuje ci na nogę. To boli.

To historia o granicach?

Kiedy ktoś sprawi ci ból fizyczny, łatwiej to zakomunikować. Jednak z drugiej strony, często mamy przekraczane granice psychiczne.

Co jest bardzo subtelne?

Bardzo. Nie jesteśmy uczeni obchodzić się z takim rodzajem przekroczenia granic. Jak ktoś mi nadepnie na nogę to ja wiem, że to boli, ale jak ktoś powie do mnie jakiś umniejszający komunikat, w taki sposób, że to niby jest śmieszne, używając sarkazmu, to już staje się mniej oczywiste. W momencie kiedy pomyślę o złości, jako o sygnale o naruszeniu mojego dobrostanu wewnętrznego, psychicznego, to wiem, że coś jest nie tak i temu ufam.

Czy ludziom łatwo jest zaufać złości? Ja czasem spotykam kogoś, kto nie potrafi skontaktować się ze swoją złością, bo na przykład wpojono mu, że na mamę nie można się złościć, bo mama jest jak święta.

Bardzo mnie porusza to, co mówisz, bo spotykam wiele takich osób. Wyparcie złości ma głębokie korzenie rodzinne i kulturowe. Kiedy jesteśmy maleńcy i zupełnie zależni, a złość jest przyjęta z wrogością, to z czasem zaczynamy ją upychać, wypychać z naszego życia.

Albo dorośli mają tak „poważne problemy”, że nie ma już miejsca na te dziecięce. Dziecko stara się wtedy „nie dokładać ciężarów” rodzicom.

Pojawia się wtedy poczucie winy, że ja czegoś potrzebuję dla siebie. W takim przypadku, zarekomendowałabym rozmowę z jakimś specjalistą. Aby warstewka po warstewce, przyglądać się, gdzie ta złość się zablokowała. Innym kawałkiem jest złość kulturowa. Czyż nasze matki, mogły sobie na złość pozwolić? Moja mama mogła sobie co najwyżej garnkami postukać, albo mieć ciche dni i się nie odzywać. Tata to co innego, on mógł wrzasnąć.

To co się teraz dzieje, jest o tym, że kobiety przez wiele stuleci nie mogły sobie pozwolić na swoje „nie”.

Nie mogły głośno. Jest teraz popularna świetna książka Natalii de Barbaro „Czuła przewodniczka”. Jest tam taka wzruszająca scena o kobiecie, która straciła dziecko i jej jedyną formą buntu było schowanie czegoś ciepłego w lodówce.

Ta historia jest też o tym, że ja boję się w ogóle czuć?

Bo czucie oznacza że będę musiała coś z tym zrobić. Skoro nie mogę wyrazić, to najlepiej jest w siebie upchnąć. Ja mam takie doświadczenia, że przez wiele lat chowałam wszystko w sobie, a na zewnątrz określiłabyś mnie jako osobę bardzo miłą, która nigdy się nie złości. Miałam wtedy bardzo wysokie ciśnienie. Nie wiązałam moich migren ze złością. Dopiero jak się urodziło moje dziecko, mój poukładany, skontrolowany, perfekcyjny świat runął. Nie wiedziałam na przykład czemu moje dziecko płacze, więc zaczęłam się złościć.

Dziecko przywróciło cię do życia.

Dokładnie. Na początku uczyłam się rozpoznawania granic i asertywności. Pracowałam w nurcie poznawczo behawioralnym. Odkrywanie siebie wciągnęło mnie i zafascynowało, bo przez wiele lat miałam pochowane potrzeby i emocje. Byłam bardzo sprawcza, ale świat emocji był mi obcy. One jednak się we mnie kotłowały, grzały, nie mając ujścia na zewnątrz. Przypomniałam sobie, że moim marzeniem była kiedyś psychologia. Z tak zwanego rozsądku nie wybrałam tej drogi. Teraz mogłam wreszcie pójść za sobą.

Poczułam, jakbym dostała klucz do siebie i zafascynował mnie ten świat. Zaczęłam układać puzzle i one pokazały mi jakiś obrazek.

Twoja książka jest dla rodziców?

Jest dla każdego, kogo złość zainteresuje. Duża część książki jest o tym, jak mam innym komunikować swoją złość, żeby ich nie ranić.

Złość stawia nas do życia, bo jej odcięcie często powoduje na przykład depresję. Czy jest możliwe, żeby całkiem uniknąć ranienia innych, dbając o swoje granice?

Nawet mając najczystsze intencje możemy kogoś zranić, bo ludzie odbierają się wzajemnie poprzez pewne filtry. Poprzez zranienia. Chociaż jestem terapeutką i od lat szkolę z komunikacji, tak samo zdarza mi się krzyknąć, wywołać w kimś poczucie winy, bo jestem człowiekiem. Komunikacja jest jednak procesem i jeśli uda mi się asertywnie wyrazić sześć na dziesięć razy, to już jest sukces.

Wiele problemów bierze się z tego, że nie potrafimy wyrażać.

Nikt nas tego nie uczy.

Wspominałaś, że pracujesz w nurcie Gestalt, gdzie jest element czucia i wyrażania emocji. Jak ukierunkować złość w zdrowy sposób?

Najpierw sprawdźmy jak reagujemy. Czy jesteśmy typem, który szybciej powie niż pomyśli, czy może zamykamy złość w sobie. W pierwszym przypadku, drogą jest wychłodzenie, pobycie ze sobą, zrozumienie o czym jest ta złość. Kiedy wybuchy są szybkie i intensywne, to mogą być zagrażające dla relacji. A kiedy tej złości unikam, upycham ją w sobie, to już będzie inna historia…

Jaki zestaw masek i zachowań nakładamy upychając złość?

Pod upchniętą złością często jest smutek i poczucie winy. Widziałam kiedyś listę tego, na co potrafimy zamieniać złość. Oczywiście nie mając tego świadomości. Na przykład: męczeństwo, nadopiekuńczość, opóźnianie wszystkiego.

Jest to jakiś rodzaj napięcia, który próbujemy gdzieś skierować? Podaj jeszcze proszę jakieś przykłady.

Bezsenność, objadanie się, depresja, migreny. Złość potrafi się zamieniać w takie rzeczy, żebyśmy nie pomyśleli, że to jest złość. W takim przypadku zatrzymaj się na tym, czy czujesz chociaż cień złości i niewygody, na co ją zamieniasz? Kiedy zaczynasz obwiniać swoje towarzystwo, bo nikt się nie domyślił jak ty cierpisz. Może chciałaś o coś poprosić, a tego nie zrobiłaś, albo nie stanęłaś za czymś ważnym dla siebie. Taka samoobserwacja może być ciekawa.

Jak złość wyrażać bliskim?

Dla mnie misją życiową było nauczenie moich dzieci, że to ja jestem odpowiedzialna za moją złość. Oni są odpowiedzialni za swoją. Przecież znamy takie przekazy z dzieciństwa: ”Mamusia jest smutna, bo nie zjadłaś obiadu, bo nie poszłaś spać. Tatusiowi jest przykro, bo masz czwórkę a nie piątkę.”

Kiedy jesteśmy dziećmi, wierzymy przez jakiś czas, że jesteśmy wszechmocni i od tego, co robimy zależy samopoczucie dorosłych. Jeśli ci dorośli nie pomogą nam zrozumieć, że to złudzenie, możemy potem czuć odpowiedzialność za emocje wszystkich wokół.

Dla mnie filozofią życia jest porozumienie bez przemocy. Tam są cztery proste kroki: żeby odnieść się do faktów, zakomunikować swoją emocję i wziąć za nią odpowiedzialność. W swojej książce opisuję pewną historię. Kiedyś przez cały dzień byłam sama z moim małym dzieckiem i jak na zbawienie czekałam na męża, który miał przyjść na 18, ale się spóźnił. Możesz sobie wyobrazić co usłyszał po powrocie.

(Śmiech) Jestem w stanie to sobie wyobrazić…

Usłyszał, że nigdy na niego nie można liczyć. Szło wszystko, co miałam w repertuarze. Potem, kiedy się nauczyłam porozumienia bez przemocy to mówiłam: „Słuchaj, jest 19 jestem maksymalnie wściekła, potrzebuję jasnych ustaleń i odpoczynku. W związku z tym, zostajesz z małą, a ja wychodzę na 15 minut.”

Moje dzieci wychwytują schematy komunikatów porozumienia bez przemocy i mówią: Mamo, nie mów tak do mnie, ty się tego nauczyłaś na pamięć.

To wszystko na początku może wydawać się sztuczne, ale po jakimś czasie dzieci nabierają do tego zaufania.

Zapewne mężczyźni wyrażają inaczej złość niż kobiety?

Teraz mężczyźni wcale nie mają tak łatwo. Nie mogą sięgać do tego repertuaru co wcześniej, bo nie uderzą już w stół. Męska agresja staje się jakoś staromodna. Wchodzą więc często w bierną agresję, wycofują się z kontaktu, sięgają po ten arsenał, który kiedyś my miałyśmy.

Jak mogłabyś podsumować ten temat?

Mam wrażenie, że wykuwa się dla nas zupełnie nowa jakość komunikacji. Teraz się jednak jej uczymy i może się ona wydać jeszcze taka koślawa i sztuczna.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Dorota Pawelec