Aleksander McQueen. Mroczne fajerwerki wrażliwej duszy

 

Cóż mogę powiedzieć o człowieku, który jest dla mnie jednym na milion? Podobnie, jak Freddie Mercury, czy Michael Jackson. Myślę sobie, że takie osobowości to rzadkość. W zasadzie, gdyby tacy rodzili się na każdym rogu, nie byliby wyjątkowymi. Myśląc o tych, których wymieniłam i o masie innych, którzy z jakichś powodów nie przyszli mi teraz do głowy, doskonale czuję to, co tak bardzo wpływa na moją fascynację nimi.

Panie i Panowie, przed Wami niezłomność

Wielka cecha, przez wielkie „C”, tak niezwykle ceniona przeze mnie w sztuce. No i właśnie, czy moda jest sztuką? Przyznam, że dla mnie nigdy wcześniej nie była do czasu, kiedy nie pojawił się Aleksander McQueen. Lee. Wielki wizjoner, buntownik, geniusz. Takie określenia przeczytamy na plakacie filmowym. I naprawdę, nie ma tu z czym dyskutować…

McQueen był otyłym i średnio urodziwym, młodym chłopakiem ze Stratfordu i wierzcie, czy nie, nic nie zapowiadało, że powali świat mody na kolana. Od początku, natrętnie wręcz tworzył awangardowe stroje, które nijak się miały do sztywnych zasad świata mody. One według mnie, od zawsze mozolnie odświeżały wszystko to, co już było. Wmawiano ludziom, że tak należy się zdobić, przyodziewać w takie, a nie inne formy. Świat mody był sztywny i tylko czasami był ewentualnie jeszcze sztywniejszy.

Wydawało się, ze po wielkiej Coco Channel nikt nie wniesie nic nowego do tego hermetycznego świata. Oglądając niegdyś pokazy mody, w latach dziewięćdziesiątych, w programie pt.: „Bliżej świata”, spoglądałam na kołyszące biodrami modelki, które paradowały po wybiegu w zwykłych „fatałaszkach”. „To jest ten wielki świat mody, o którym tak wiele mówią?” Myślałam wówczas, będąc wczesną nastolatką. Kilkanaście lat później, nagle do mojego świata wkroczył Aleksander McQueen.

Nie, nie wywrócił mojego świata do góry nogami, ale przypomniał mi coś, co odczuwałam będąc dzieckiem. Otóż bardzo wierzyłam w swoją niezłomność. Wierzyłam, że ona nigdy nie minie. Z niecierpliwością czekałam czasu, aż będę dorosła i będę również swoim niezłomnym głosem mówiła o tym, co we mnie, przede mną i za mną. Wydawało mi się to takie naturalne. I było! Jednak dorosłe życie uśpiło we mnie wiele pragnień, między innymi pragnienie zatrzymania w sobie tej niezłomności.

Jest wielu ludzi niezłomnych, o których nie piszą w gazetach. Jest wielu takich, którzy wydali na świat swoje „dzieło”, albo całe życie niosą swoją sztukę. Często, ci zwykli ludzie są naszymi sąsiadami, znajomymi. To tacy, którzy zwyczajnie i naturalnie potrafią żyć po swojemu i mając mniejszą, bądź większą ideę, niosą ją przez swoje dni, niestrudzenie.

Takie osobliwości, jak McQeen, wybuchają niczym gwiazdy głównie po to, żeby przypomnieć nam, że każda niezłomność ma sens, jeżeli słuchamy swojego serca. Ktoś musi wskazywać drogę. Świat niezłomnych potrzebuje. I nie są to tylko fajerwerki, albo imiona wypisane na sztandarach. Niezłomność to umiejętność słuchania siebie i wielkiego zaufania do swojej intuicji. To upomnienie się o obietnicę, którą złożono nam przy urodzinach. Wiara, harmonia, zgoda. Świadomość, że nie ma dla nas innej drogi. A, jeżeli nawet istniałaby, to intuicyjnie nie chcemy nią iść. Jeżeli w czymś czujemy bicie swojego serca, to nasze miejsce jest dokładnie tam i ani centymetr dalej. Tak widzę niezłomność. Tak ją czuję.

I nie musi być ona smutna, poprzedzona biedą i dramatem. Aleksadner McQueen nie pochodzi ze skrajnej biedy, ale ze zwykłej, przeciętnej angielskiej rodziny, która żyje z zasiłku. Miał niezwykle kochających rodziców, którzy oprócz tego, że troszczyli się o niego, to jeszcze dali mu całkowitą przestrzeń. Jeżeli widzisz, że Twoje dziecko jest wyjątkowe – daj mu wolną wolę, ufaj i daj prawo. Nie próbuj na siłę i nadgorliwie pokazywać mu całego świata, bo jeżeli faktycznie jest wyjątkowe (a każde jest), to samo będzie wiedziało, gdzie zajrzeć. To nie jest tak, że AMQ miał rodziców, którzy byli idealni. Nie posiadali być może wartości, skoro ich syn chodził do klubów S&M? Dali mu być może zły przykład i dlatego był gejem (być może matka była zbyt zaborcza, a ojciec nie miał autorytetu, albo ojciec nie miał twardej ręki, bo jakby wlał młodemu, to by się wziął za naukę i byłby spokój i głupoty nie chodziłyby mu po głowie??? Yyyyy???) Nie mieli jakiegoś „superspecjalistycznego” daru do kochania swoich dzieci. Umiejętność dawania przestrzeni jest nadrzędnym darem. Nie polega on na tym, aby pozwolić dziecku na robienie, czego mu się w życiu podoba już od pierwszych dni życia.

Rozumiesz i wierzysz, że można przeżyć życie intuicyjnie? Nie? Pomyśl więc o tym, jak ważne dawanie przestrzeni jest dzieciom (i innym ludziom też). Co rozumiesz poprzez stwierdzenie: „Dawać komuś przestrzeń?” Pozwalanie na robienie tego, czego tylko chce i jeżeli zechce kogoś zabić, to też? Pozwalanie na bekanie przy stole i na stanie w drzwiach w komunikacji miejskiej? Nie, nieprawda, nie tak rozumiesz dawanie przestrzeni. Dobrze wiesz, że dawanie przestrzeni to brak destruktywnej krytyki, uniezależnianie przekazywania informacji o świecie od naszych lęków, umiejętność dawania i brania, pozwalania dziecku na ubieranie się tak, jak chce (tak, to oklepany banał, ale naprawdę szuka sposobu, aby się wyrazić), słuchanie jego opinii o świecie bez mówienia mu o ścisku, w naszym sercu na myśl o tym, że ono nic nie wie o życiu. Nie wyśmiewanie go i nie mówienie przy gościach: „nie popisuj się”. Umiejętność przyznania dziecku racji, gdy ją ma (nawet, gdy sam nie wie, że ma rację). Oraz to, że się nie jest egoistą i egocentrykiem. Nie muszę chyba nawet pisać o tym, że nie należy dziecka „strugać” na własny obraz i podobieństwo. Niby to wszystko jest proste i tak mi jakoś to lekko wyszło spod klawiatury. Ktokolwiek to czyta, w myślach wymienia inne rzeczy, które mu się kojarzą z dawaniem przestrzeni. Sposobów są setki, tak samo jak tysiące są przykładów, że „rób, co tam chcesz”, a „masz do tego prawo”, to nie to samo. Oraz, że narażenie dzieci na śmieszność może raz na zawsze odebrać im umiejętność pokazaniu innym, co potrafią. Wracając do intuicji, to ona właśnie będzie Ci potrzebna, aby rozróżnić, kiedy jest granica pomiędzy dawaniem dziecku przestrzeni, a puszczaniem go kantem. A słuchania intuicji musimy się już nauczyć sami, we własnym zakresie, na prywatnej audiencji z naszą duszą. Gdy się rozprawimy sami ze sobą i nauczymy słuchać intuicji – nie przekażmy naszemu dziecku naszych własnych lęków. Więc może zacząć pracować nad sobą, zamiast mówić, że na to nie zasługujmy, bo „teraz skupiamy się na dzieciach, a nie na sobie”? Jaja sobie robisz? Chcesz wychowywać dziecko wstrzymując powietrze? To jakiś Twój prywatny cyrk?

Wiem, co pomyślałaś, myśląc o Aleksandrze McQueenie: „ I na co mu była ta przestrzeń skoro popełnił samobójstwo?”

Pewnie, że tak – samobójstwo to głupota, ale samobójcy niestety o tym nie wiedzą i widzą to trochę inaczej niż ja, czy Ty.

Gdyby AMQ nie został kreatorem, być może pracowałby w barze (jego pochodzenie społeczne mogłoby na to wpłynąć), może miałby spokojną pracę, po skończeniu której szedłby do swojej płodnej żony, która rodziłaby mu dzieci i nie podejrzewałaby, że on jest gejem. Może nawet nie zwróciłby uwagi na ciuchy – chodziłby ubrany jakkolwiek i znienawidziłby ten moment wyboru: „co na siebie włożyć?” Może oglądałby dziś Netflixa i wykręcał się od wymiany kolanka pod zlewem?

A może inaczej. Widzę go jako pracownika fajnej korporacji. Zarabia w sam raz i pracuje z fajnymi ludźmi. Wszyscy oni rozmawiają z nim jakby byli przyjaciółmi, ale on jeszcze nie wie, że gdy odejdzie z tej firmy – wszyscy zapomną jego imię. Gra więc w ich grę i nawet zaczyna to lubić. Wybiera podobne meble z katalogu i ma podobną playlistę na Spotify. Czuje się wolnym, bo pracę w nadgodzinach nazywa się tam „elastycznym czasem pracy”. Dano mu też poczucie, że o czymś decyduje po to tylko, aby robił to, o czym decydują oni. I działyby się pewni też inne, miłe rzeczy: miałby narzeczoną o pięknym imieniu i ślub zaplanowany z dwuletnim wyprzedzeniem, zdolność kredytową i dobre oferty z biura podróży.

Jest jeszcze jedna opcja: mógłby się stoczyć totalnie i nigdy nie pozwolić sobie być sobą. Zamknąć się w swoim świecie – tylko dla siebie.

Pomyślisz sobie być może, że mogłam opisać opcję optymistyczną, że mógłby przecież wieść radosne życie i być szczęśliwym. Jednak nie mam serca napisać nawet dwóch słów do tego scenariusza, bo nie wierzę, aby człowiek mający taki głód wyrażania siebie był szczęśliwy zapominając choć na chwilę o tym, co jest w nim.

W każdym, z powyższych scenariuszy mógł również na koniec popełnić samobójstwo. Życie nie swoim życiem jest bowiem piekłem na ziemi.

Tak, Aleksander McQueen był molestowany. Masz rację, w dzisiejszych czasach wszyscy byli „molestowani”. Zgadza się, ja też coś o tym wiem. Tak, wiele osób było molestowanych, niestety, taka jest przykra prawda. To nie moda, ani sposób na życie. Żadne dziecko, żaden człowiek nie chce być molestowany. I, nie wiedząc, czym jest ten podły akt – nie oceniaj i nie próbuj na siłę się wymądrzać. Nie wszystko musisz wiedzieć.

AMQ rzucał nam pod nogi i prosto, w twarz swoje upiory i demony w nieocenzurowany sposób. Był mieszanką żołnierza bezlitosnego, wrażliwego i mądrego. Był magiem, dzieckiem i dyrygentem duszy nie tylko swojej, ale i innych. Jego dzieła to maszerujące po wybiegu ruchome obrazy, które wyszły z płótna. Rzeźby zastygłe w ciszy. Pokazy były teatrem, sztuką uzależniającą, baśniowym ogrodem, snem na jawie i absolutnym wymysłem autora, czasem kaprysem. Były wszystkim tym, czym jest sztuka. Osobiście, oglądając film, płakałam na wszystkich ujęciach pokazujących jego pokazy.

Nie wiem do końca, jak wygląda prawdziwe wzruszenie i co się wtedy czuje, nie znam się bowiem na nazywaniu uczuć. Mi zabrakło powietrza, ale nie dlatego, że te stroje były ładne i pomyślałam, że chciałabym takie mieć. Patrząc na jego dzieła czułam to, co odczuwam podczas słuchania muzyki. Bywa, że ludzie czują to patrząc na obraz, krajobraz lub inny cud, który mamy dostępny na tym świecie.

Niezłomność, to nie jest walka wręcz, ani okrzyk przez megafon. To intuicja tłusta jak wilk, która sprawia, że człowiek staje się niezniszczalny. To głód, który kolejny raz pcha nas do tego samego punktu zanim nie napiszemy tych kilku słów, albo tych kilku nut.

Pomysł autora na sztukę nie wywodzi się od „Eureka!”. Natchnienie to nieopuszczający i zagłuszający wszystko krzyk świata, będących kawałkami puzzli, które trzeba połączyć, albo ułożyć historię ze zdjęć, w kółko i od nowa. To chaos, kolaż, wirujący pokój i wirujący świat, to poznanie podłości i bólu, zmierzenie jego długości i szerokości, to miłość do świata tak wielka, że nie mieści się w głowie.

I wiesz, kiedy natchnienie umiera? Kiedy artysta zdaje sobie sprawę, że im więcej tłumaczy, tym bardziej go nikt nie rozumie.

Fotografia, tekst – Pola Jezierska

Pola Jezierska –  jest pracownikiem Agencji Rządowej, „po godzinach” prowadząc od 2009 roku własne atelier fotograficzne skupiając się na intymnych i osobistych sesjach kobiecych. Nie są to jedynie akty, to obrazy wyszukujące duszy. Pomysł powstał z potrzeby poznawania ludzi i odkrywania ich „drugiej natury”. Założeniem tego typu sesji jest poszukiwanie siły u kobiet uważających się za słabe i wrażliwości oraz subtelności u pań, które mają ognisty temperament.

W 2009 roku, przez rok była członkiem Zarządu Fundacji „Being World”, pełniąc funkcję sekretarza. Fundacja planowała duży projekt mający na celu zjednoczenie w jeden głos, wszystkich kultur na świecie mówiący o tym, co dla Ziemi, jako planety jest najlepsze.

W 2013 roku prowadziła własną świetlicę dla dzieci w wieku szkolnym pod nazwą „Rowerek Uniwerek”. Założeniem działalności była opieka nad dziećmi, które nie chcą spędzać czasu w świetlicach szkolnych, choć niewątpliwie wymagają opieki po godzinach lekcyjnych. Ponadto, świetlica funkcjonowała bez żadnych multimediów. Cały projekt był autorski i zakładał wspólne zabawy zachęcające do integracji, poruszania ważnych tematów, socjalizacji bez social mediów i urządzeń multimedialnych oraz indywidualnego czasu poświęconego każdemu dziecku w tym niezwykle ważnym okresie życia, jakim jest dorastanie.

W ramach funkcjonowania świetlicy zorganizowała dwa przedstawienia w ramach autorskiego projektu „Doctor Luna”. W przedstawieniach pt.: „Siedem życzeń” i „Dama Pik” występowały dzieci i niosły przekaz o tym jak bardzo młodzież potrzebuje, aby dorośli angażowali się w ich życie i rozwój.

Chętnie angażuje się we wszelkie projekty: pracowała jako wolontariusz na Sopot Film Festiwal 2016 roku, organizowała konkursy w szkole swoich, występowała na scenie, przeprowadzała warsztaty dla dzieci, np.: „Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem” ucząc dzieci jak rozpoznać zachowania psa i jak bronić się przed ewentualną agresją z ich strony.

Rozwiedziona melomanka. Kocha film, przyrodę, stare kamienice. Tarocistka wielbiąca wewnętrzne piękno kobiet oraz ich siłę. „Pisarka – szufladkarka”, tworząca własną poezję, a po rozwodzie i totalnym wywróceniu życia do góry nogami – napisała książkę i nadała jej tytuł „Obsesja”.

Pisze i tworzy zawsze pod pseudonimem, ponieważ, jak uważa jej własne imię do niej nie pasuje i w żaden sposób się z nim nie utożsamia.