“Owoce do biura” – wywiad z Aleksandrą Ośko z “Take a fruit”

Aleksandra Ośko wychowała się w rodzinie importerów owoców cytrusowych. Od dziecka zarówno w domu jak i w otoczeniu towarzyszył jej  zapach mandarynek i bananów. Ponieważ cała rodzina zajmuje się owocami, chciała spróbować czegoś odmiennego. Wiedziała, iż dobry pracownik to prawdziwy skarb, dlatego wpadła na genialny pomysł.   Gdyby tak zadbać o pracowników codziennie dostarczając im piękne, pachnące i świeże owoce? Tak właśnie powstała Firma “Take a fruit”. Weź owoc. Jedz zdrowo. Żyj dobrze.

Zespół_TAF

Dorota Pawelec: Co to jest zdrowe, dobre życie?

Aleksandra Ośko: Myślę, że warto oddzielić te dwa tematy. Według mnie zdrowe życie polega na trzymaniu się podstawowych zasad dotyczących aspektów związanych z regularnymi badaniami, sportem i prawidłowym odżywianiem. Dobre życie kojarzę bardziej ze sferą samopoczucia, zadowolenia i spełnienia. Jednak z pewnością zdrowie jest budulcem dobrego życia.

D.P.: Skąd pomysł na to, aby “sprzedawać” zdrowie do biur?

A.O.: Zdrowie jest terminem medyczny. “Take A Fruit” oferuje zaś owoce w formie m.in. benefitu pracowniczego. Oczywiście owoce w biurze, szczególnie te zapewnione przez pracodawcę to forma troski o zdrowie pracowników. Zatem jest to element związany z dietą i zdrowym odżywianiem.

Koncept dostawy owoców do biur po raz pierwszy zobaczyłam w Londynie. Pracowałam wtedy w firmie, w której owoce były obecne każdego dnia. Ponieważ moja rodzina od lat związana jest z branżą owocową pomysł wydawał się prosty do zaadaptowania do polskich warunków.

D.P.: Dlaczego owoce? Nie myślałaś o tym, aby tworzyć całe zbilansowane posiłki?

A.O.: Take a Fruit opiera się na dystrybucji owoców i warzyw. Rozwijamy nasz asortyment o produkty obrane, krojone, suszone. Oczywiście mieliśmy przeróżne pomysły na kolejne produkty. Pojawił się i ten związany z posiłkami do biura, czy dietami pudełkowymi.

Natomiast taki kierunek wymaga już zupełnie innej wiedzy i zasobów, więc na chwilę obecną nie planujemy działań w takim kierunku. Diety są produktem indywidualnym, za które odpowiadać powinna sama zainteresowana osoba. My zaś oferujemy produkt dla Pracowników, za który płaci Pracodawca. Skupiamy się na życiu pracowniczym, na tym aby Pracodawcy mogli w formie bezgotówkowej zadbać o swoich Pracowników.


D.P.: Jak z pasji zrobić biznes? Jakie były początki?

A.O.: Nie nazwałabym tego pasją, to nie ona zapoczątkowała Take a Fruit. Jak wcześniej wspomniałam niemalże moja cała, z resztą, bardzo liczna rodzina, zajmuje się owocami. Od prawie 30 lat prowadzi przedsiębiorstwa skupione głownie na imporcie owoców. Zbudowaliśmy ogromną infrastrukturę przechowalniczą i dojrzewalniczą. Owoce zawsze były głównym tematem w domu i podczas wszystkich spotkań rodzinnych. Dlatego też jak tylko poznałam koncept, który daje możliwość pracy z owocami postanowiłam spróbować.

Początki były szczególnie trudne dla naszych pracowników, ponieważ ja nie byłam aktywnie zaangażowana w działalność firmy Założyliśmy firmę, żeby nie przegapić pomysłu i wejść na rynek z konceptem, którego w Polsce nie było. Ale chwilę potrwało zanim zajęłam się nią jako główną działalnością. Początki opierały się przede wszystkim na przekonywaniu firm do samego konceptu, popularyzowanie tego typu benefitu pracowniczego. Na stracie łatwiej było zachęcić do współpracy międzynarodowe korporacje, ponieważ taki pomysł pojawiał się w ich biurach na świecie. Z czasem Polskie przedsiębiorstwa również zainteresowały się naszą działalnością.

Obecnie, po 5 latach jest to już regularny biznes, a owoce do biura są elementem przetargów w firmach.


D.P.: Pamiętasz jakieś  momenty przełomowe?

A.O.: Zdecydowanie obecnie jesteśmy w przełomowym momencie. Budujemy infrastrukturę do konfekcjonowania owoców. Na największych targach branży owocowej w Berlinie zakontraktowaliśmy wyjątkowe maszyny do obróbki warzyw. To dla nas moment dynamicznego rozwoju i ustawiania firmy pod kolejne wyzwania.


D.P.:  Mocne i trudne strony Twojego biznesu?

A.O.: Mocną stroną tego typu biznesów jest zdecydowanie kontakt z produktem. Widzimy jabłko, jest wartość dodana w postaci jego pięknego opakowania, dostarczenia do Klienta. Nie mam serca do działalności, w których nie można dotknąć produktu.

Trudnością są na pewno naturalne problemy wynikające z pracy z mało trwałym towarem. Ale intensywnie nad tym pracujemy przy wsparciu m.in. instytutów badawczych.


D.P.:  Czego nauczyłaś się prowadząc firmę?

A.O.: Do prowadzenia własnej działalności trochę się przygotowałam. Znowu odniosę się do rodziny, to od nich nauczyłam się najwięcej. W domu i jego otoczeniu zawsze panował duch działania i przedsiębiorczości. Pracowałam również w różnych firmach, miałam świetnych, bardzo wymagających szefów i inspirujących współpracowników. Cel był jasny – nauczyć się jak najwięcej z różnych obszarów i zacząć swoją działalność.


D.P.: Czego mogę Ci życzyć? 

A.O.: Pewna bardzo mądra osoba powiedziała kiedyś, że do prowadzenia biznesu potrzeba pracowitości, wytrwałości i czasami kompletnego braku rozsądku. Mam nadzieję, że tego nie przekręciłam, ale puenta z brakiem rozsądku do mnie przemawia. Wierzę w intuicję. Więc życz mi jak najlepszej!

 

Rozmawiała Dorota Pawelec