ŚWIATY RÓWNOLEGŁE

 

Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam. Czułam, że świat jest piękny, odbierałam go dziecięcą wrażliwością. Nie było w tym powinności. Chciałam aby moje marzenia żyły, nie ważne gdzie. Ale czułam, że marzenia można spłoszyć, bo są jak delikatne motyle, które tylko leciutko przycupnęły na mgiełce pajęczyny.

Niestety ten mój świat wewnętrzny nie przekładał się świat na zewnętrzny,  zaraz mógł przyjść jakiś drwal i swoim ciężkim buciorem, lub bezceremonialnym gburowatym rechotem spłoszyć mojego delikatnego motylka. Dlatego stworzyłam coś bardzo ryzykownego – wiarę w to, że tylko w równoległym świecie delikatnych pajęczyn, absolutnie fenomenalnych feerii barw, gry świateł, delikatnych szeptów, wysmakowanego poczucia humoru – tylko w takim świecie żyją marzenia.

Miałam ich wiele. Stawałam na wierzchołku najwyższej góry mojego „świata” i krzyczałam że mam moc, że wszystko jest możliwe! Wierzyłam, że życie jest ekstatycznie piękne, szczególnie wtedy kiedy usuwam ziemię spod stóp i latam,fruwam, szybuję. A ziemia? Cóż, nie bardzo imałam się ziemi.

I tak, żyłam w moim nieziemskim, równoległym świecie. I powiem wam, że to wcale nie były mocno pojechanie marzenia. Nie było lotów w kosmos i dwugłowych kosmonautów. Jako dziecko marzyłam, aby inne dzieci zrozumiały moje zabawy w królowe kwiatów i śledztwa dziennikarskie. Wszystko było alterantywą dla życia codziennego. 

Kiedy się z kimś przyjaźniłam marzyłam, że ludzie otoczą mnie wrażliwym i dozgonnym, pełnym oddania uczuciem. Snułam opowieści o życiu pełnym przygód.

Aż w  życiu realnym przyszedł dzień kiedy się zakochałam. Klon mojego ukochanego żył drugim życiem  w moich wyobrażeniach, nawet o tym nie wiedząc. Oczywiście zawsze ubierał się w białe koszule, rozumiał mnie bez słów – porozumiewaliśmy się telepatycznie. Oczywiście, że był romantykiem! Miał dla mnie uwielbienie, czas i cierpliwość.

Może ktoś pomyśli że to jakieś nierealne marzenia, ale zapewne znalazłoby się na kuli ziemskiej kilku takich mężczyzn. Najgorsze było to, że w tym realnym świecie wszystko szło jak po grudzie. Ja nawet nie wierzyłam w jakiekolwiek spełnienie. Nie podejmowałam prób, bo i po co?

Jako w niebie tak i na ziemi

Cała sztuka być miłością na ziemi taką jak w niebie. Moje „niebo” było iluzją.  Mały impuls potrafił sprawić, że wszystko zaczynało toczyć się swoim własnym życiem. Zaproszono mnie na spotkanie i już powstawało wyobrażenie na jego temat. Było bardzo szczegółowe i wszystko szło gładko, po mojej myśli. Oczywiście nie widziałam połączenia swoich nierealnych wycieczek w imaginacje z życiem codziennym. Zaczęłam myśleć, że jestem przeklęta. Oto dostałam od Boga stygmat, który cały czas krwawi, nie goi się – pomimo sterylności.

Może zniknie po śmierci? Dlatego o niej marzyłam. Bo z jednej strony wyostrzono mi zmysły, czułam wszystko jak małe ufne zwierzątko, a z drugiej cierpiałam skazana na ból i samotność.

Zasadniczo żyłam życiem męczeńskim. Wiedziałam, że jakaś część mnie pragnie tej roli. Udręczona Artystka – tajemnicza i niedostępna.

Artystka nie dbała o życie doczesne, źle traktowała partnerów miłosnych, źle traktowała siebie. Miała prawo być wyniosła, arogancka,wybuchowa, mieć manię wielkości. Wszystko uchodziło jej płazem, bo była Artystką.

W świecie marzeń była kimś wyjątkowym a w świecie ziemskim była jędzą i dupkiem.

Nie – nie chcę być dla niej okrutna. Oczywiście miała swoje powody, aby uciekać . Chcę tylko powiedzieć, że nawet coś, co nas unieszczęśliwia daje nam w zastępstwie jakiś bonus. Jak to zwykle w życiu bywa jesteśmy w stanie pomieścić w sobie dwa przeciwieństwa i nie eksplodować. W moim przypadku tymi przeciwieństwami potrzeba bliskości i alienacji.

Pewnego dnia moja Artystka zaczęła dojrzewać. Urodziła dzieci i chyba dzięki nim postawiła nieśmiało pierwsze kroki na Ziemi. Zapragnęła być dojrzałą matką, partnerką, kobietą, przyjaciółką. Zapragnęła prowadzić wszystkie te przyziemne rozmowy o przyziemnych sprawach. Została tylko jedna mała niteczka łącząca ją ze światem równorzędnym. Przez tę niteczkę uciekała cała energia twórcza dotycząca związków. Artystki kochają tylko jednego mężczyznę i zazwyczaj nie mogą z nim być w związku, bo jest marynarzem, kosmonautą, ma żonę – albo jest misjonarzem. Mojego poznałam w bardzo burzliwych okolicznościach, w tajemniczy sposób. Zaspakajałam dzięki temu swoją potrzebę niezwykłości. Pewnego dnia odkryłam jednak bliskość. Najpierw bliskość ze sobą. To moja intymna potrzeba piękna, które mam w środku i chcę się nim dzielić. Nie ma ona nic wspólnego z fruwaniem w chmurach, jest moim realnym tu i teraz. Nie upiększonym, codziennym. Jest też nazywaniem i dotykaniem bolesnych miejsc.

Pożgałam więc swoją kapryśną Artystkę, zburzyłam jej ostatni bastion. Spakowałam wszystkie wspomnienia, porywy serca, namiętności, dramaty. Pożegnałam też romantycznego kochanka. Jej blada skóra i przeźroczysta sukienka przestały istnieć.

Myślę, że w życiu nie musimy być tylko konsumentami, którzy codziennie jedzą kotlety mielone. Możemy marzyć, dać się ponosić boskim natchnieniom twórczym. Powiem więcej możemy wierzyć że te marzenia się urzeczywistnią. Dlatego codziennie na nie pracuję. Krok po kroku, będąc nogami na ziemi a głową w chmurach.

 

Fot. Renata Dziewulska

 

Dorota Pawelec  – jestem autorką platformy „Babski blues”,  piszę teksty o świadomej kobiecości, życiu i pasjach. To co mnie fascynuje to wspieranie ludzi w zmianach, świadomym rozwoju, wybieraniu drogi spójnej ze swoim wewnętrznym kierunkiem. Współtworzę Fundację Życie Od Nowa, której misją jest pomoc w przejściu przez zmianę, aby ludzie zaczęli  żyć w zgodzie ze sobą. Moją pasją jest  tworzenie na zasadach partnerstwa w oparciu o swój wewnętrzny potencjał. Prywatnie jestem mamą trójki Dzieciaczków.

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • „Zapragnęła być dojrzałą matką, partnerką, kobietą, przyjaciółką. Zapragnęła prowadzić wszystkie te przyziemne rozmowy o przyziemnych sprawach” – nawet nie wiesz, jakie to mi bliskie… Pięknie napisane, podziwiam styl <3 Teksty rzadko wciągają mnie od pierwszego zdania, a Twój to zrobił – brawo!

  • Umiejętności Przyszłości

    Żyć nogami na ziemi i z głową w chmurach – to jedna z trudniejszych rzeczy na świecie. Maja

    • To prawda, mi to zajęło całe dotychczasowe życie 🙂 A i jeszcze zdarza się odlecieć 😉

  • Piękny, artystyczny wpis. Z przyjemnością przeczytałem, świetnie budujesz zdania. Ta artystka chyba jednak nie została spakowana tak w 100% 😉 i bardzo dobrze!

  • Wspaniały tekst.
    I w 100% się z Tobą zgadzam że nie powinniśmy zaniedbywać naszych marzeń.
    Nasze marzenia możemy spełniać jeśli tylko tego naprawdę chcemy 🙂

  • Marzenia dają nam bardzo dużo siły w codziennym życiu. Od tych najmniejszych, po te największe. Gdyby ich nie było wszystko byłoby o wiele trudniejsze. Trzeba o nie dbać, tworzyć nowe. I w ten sposób cały czas mamy siłę. Trochę Artysty w każdym człowieku jest niezbędne 🙂 Miłego dnia!

  • aneta

    Piękny tekst, a marzenia należy pięlęgnować