„Skąd ten opór?” – filary stagnacji

Powodzenie w zmianie powiązane jest z wieloma czynnikami. Zawsze sukces opiera się na kilku współczynnikach, nigdy tylko i wyłącznie na naszych decyzjach, i nigdy tylko i wyłącznie na pechu. Choć dobrze jest czasem mieć trochę szczęścia i do niego wszyscy dążymy. Niestety psychika często jest blokowana przez różne, zbędne negatywy. Aby móc się z nimi uporać, warto nauczyć się je rozpoznawać. Jedynie tak twoje działania doprowadzą cię do zmiany, której pragniesz.

Chcę to mieć. Chcę to mieć teraz. Chcę to mieć już!”. Ludzie pragną różnych rzeczy natychmiast. Chcę mieć pieniądze i chcę mieć ładny dom, ale nie zawsze rozumiem, że utrzymanie ładnego domu też kosztuje. I nie chodzi tu tylko o materialia. Chcę mieć lepszą rozrywkę, chcę się rozwijać. Przywykliśmy jednak w finansowym sensie, że jeśli dostaniemy coś teraz na kredyt, to będziemy mogli zapłacić później. Spłacić kartę którą zapłaciliśmy za pragnienie i oddać je do sklepu jeśli nie spodoba nam się wystarczająco, aby je zatrzymać. Nie chodzi tylko o pieniądze, bo każda wartość której chcemy: poczucie ważności w pracy, każda nowa umiejętność, ma swoje koszty. Nasze zakupy nie mogą przekroczyć naszej zdolności przetwarzania. Przy galopującym tempie życia musimy już nie tylko być wykształceni, ale i nieustannie musimy się polepszać, dokształcać.

Lęk i poczucie bezpieczeństwa”. Wiele osób boryka się z lękiem. Ludzie obawiają się o przyszłość i czują się wiecznie zagubieni w miejscu pracy. Boimy się, że nie będziemy w stanie zapewnić utrzymanie rodzinie. Ta bezbronność niejednokrotnie sprzyja stagnacji i rezygnacji. Zgadzamy się na życie bez podejmowania ryzyka i wychodzenia ze strefy komfortu. Uzależniamy się od innych, bo nie chcemy brać odpowiedzialności za siebie. Naturalną w naszej kulturze odpowiedzią na to jest kierunek skupienia się na sobie. Zajmę się sobą, będę pracować tak dobrze jak umiem, a po pracy cieszyć się tym co sprawia mi przyjemność.    

To dobry kierunek, bo jest kierunkiem uniezależnienia. Z drugiej strony mamy cały szereg naszych stałych narzekań: ze dzieci mogłyby być grzeczniejsze, a pensja wyższa – każde takie stwierdzenie wynika z lęku przed utratą statusu quo, warto więc zadać sobie pytanie czy nie da się wybrać nowego, lepszego kierunku rozwoju, jeśli już stwierdzamy, że coś nam nie pasuje. Może wina nie leży po stronie polityków, ale jest tylko i wyłącznie nasza? Weźmy sprawy w swoje ręce.

5l4xagmsno0-benjamin-combs

Beznadzieja”. Dziećmi poczucia winy jest cynizm i beznadzieja. Jeżeli ulegamy przeświadczeniu, że jesteśmy ofiarą okoliczności i poddajemy się temu: tracimy zapał, pasję i zaangażowanie. Tracimy sens. Poczucie bycia pionkiem czy marionetką w grze losu to kolejna wymówka przed odpowiedzialnością, albo przynajmniej prób podjęcia zmiany. Najczęściej wtedy pojawia się kwestia: no to powiedz mi co ja mam robć?

Czują się tak nawet utalentowane, bystre i zdolne osoby, które znalazły się na zakręcie. Ważne, żeby go minąć i nie zostawać tam na dłużej. Kultura przewrotnie i okrutnie podpowiada: obniż swoje życiowe wymagania tak bardzo, aby nic więcej cie już nie rozczarowało i nie zraniło. Ale na szczęście przeciwwagę daje temu stwierdzenie, że jest się samodzielną lokomotywą własnego rozwoju.                                                   

Brak życiowej równowagi”. Nasze współczesne życie składa się ze stałego dążenia do „więcej”. Zacznij pracę wcześniej, skończ później, działaj więcej i szybciej. W takim tempie łatwo zwariować i stracić równowagę. Mimo techniki,wszelakich urządzeń,które udoskonalają nasze życie i powinny je ułatwiać, nam nadal brakuje równowagi i czujemy się zmuszeni podporządkować naszą rodzinę,związek i przyjaciół temu pędowi. Ferwor poczynań nieistotnych.  

 Problemem nie jest nasza praca, bo jest motorem życia i daje nam pożywienie. Nie jest nim też złożoność współczesnego świata. Na pewno nie jesteśmy problemem my. Jeśli tylko potrafimy wyodrębnić swoje priorytety i żyć będąc skupionym wokół nich.

Co ja z tego będę mieć”. Świat mediów uczy nas, że życie to rodzaj wyścigu który można tylko wgrać, aby być szczęśliwym. Każda inna opcja poza byciem mistrzem jest słaba. Postrzegamy inne osoby jako rywali, nawet jeśli są nam bliskie. Staramy się cieszyć się sukcesem innych, ale w głębi ducha zamartwiamy się czyimś powodzeniem. Prawdziwi ludzie sukcesu, wybitni ludzie naszej ery to rzadko indywidualiści, często o tym zapominamy. Największe sukcesy osiągnąć można obecnie jako „my”. Prawdziwym sukcesem określa się też twórczy umysł, który pracuje bezinteresownie. W tej sytuacji kiedy poczujesz, że ktoś cię wykorzystuje, możesz wesprzeć się poczuciem własnej wartości zbudowanym na przekonaniu, że zdziałałaś coś dla kogoś bezinteresownie i jesteś z tego dumny.                                              

ky0ihufvana-andrew-loke        

Poczucie zrozumienia”. Chyba żadna z potrzeb ludzkiego serca nie jest tak ważna jak poczucie bycia zrozumianym. Mówienie głosem, który jest słuchany, szanowany i doceniony – a więc wywierania wpływu. Większość ludzi sądzi, że podstawą tego jest komunikacja, jasne przedstawienie swojego zdania i dobre argumenty. Często jednak sami nie słuchamy,tylko już przygotowujemy sobie odpowiedź. Wywieranie wpływu zaczyna się tak naprawdę wtedy, kiedy inni czują, że ich wysłuchałeś do końca uważnie i zrozumiałeś. Większość osób jest zbyt wrażliwa, żeby słuchać uważnie, aby zawiesić działanie i skupić na zrozumieniu. Dawaj zaangażowanie, a prędzej czy później wykształcisz swoja strefę wpływu. Zaczniesz się liczyć i lepiej zrozumiesz siebie.

Konflikty i różnice”. Ludzi tak wiele łączy i zarazem tak wiele dzieli. Mają inne pomysły inna zamierzenia, sprzeczne wartości. Stąd naturalnie powstają konflikty, w których za bardzo skupiamy się na rywalizacji i maksymalnym zysku. Przeciągamy linę, choć koszty kłótni rodzinnej czasem są większe niż korzyść ze smaku wygranej. Kompromisto jednak nie porażka, tylko stopniowe ustępowanie po trochu d momentu kiedy obydwie strony osiągną pożądany cel. Twórcza współpraca daje więcej niż najlepsza wyjściowa pozycja.                                           

Wina i cierpiętnictwo”. Gdy tylko powstaje problem, zaraz znajduje się też winny. Społeczeństwo nałogowo przypisuje sobie rolę ofiary. Gdyby tylko szef był normalniejszy… Gdyby tylko pensja wyższa… Gdyby tylko mąż był lepszy. .. Obarczanie innych winą za nasze problemy i trudności jest pewnie normą i może przynieść chwilowe ukojenie,przykuwa nas jednak do tych problemów i tego mechanizmu na stałe. Pokażcie kogoś kto miałby tyle pokory, aby przyjąć odpowiedzialność za swoją sytuację i dość odwagi, aby podjąć inicjatywę i zrobić wszystko co konieczne by w twórczy sposób pokonać lub ominąć trudności.

 

 

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • Sylwia Nosarzewska

    To prawda wszystko co napisałaś, ale, jeżeli pozwolisz na delikatne czepialstwo, wskazujesz na pewne ogólne rzeczy, dodając im odpowiednie etykietki i, oczywiście, nie ma w tym nic elementarnie złego, aczkolwiek myślę, że w sytuacjach stagnacji, które opisujesz problem jest połączonym środkiem ciężkości wszystkich w/w i na to, jak sądzę, warto zwrócić uwagę.

    • Oczywiscie blokują nas różne rzeczy w róznej skali. Nigdy wszystko równocześnie i nigdy tylko jeden element. Każdy ma tu swój – jak piszesz – środek ciężkości.