SILNA SWOJĄ SIŁĄ – WYWIAD Z MONIKĄ KOWALIK

 

Monika KOWALIK

Kreatorka własnego życia, pomaga w odnalezieniu wewnętrznej siły na  drodze do realizacji marzeń. Bazując na własnych doświadczeniach, uczy kobiety po trudnych przejściach, jak osiągać wolność finansową.    Mama Filipa i Marysi, Trener , coach, mentor, mówca motywacyjny, specjalistka ds. pozyskiwania funduszy unijnych. Właścicielka firmy szkoleniowo – doradczej Business M Center, towarzyszka w drodze do odkrywania samego siebie, Członek Zarządu Akademii Budowy Domów. W wywiadzie Monika opowiedziała o sile rodzącej się z niemocy, o stawaniu na własnych nogach i wolności finansowej po wielu latach przemocy w związku. 

 

DP: Kiedy Kobieta jest silna?

MK: Kiedy bierze odpowiedzialność za własne życie, nie szukając sprawstwa na zewnątrz. Jest wtedy silna swoją własną, wewnętrzną siłą. Za tym idzie głęboka wiara w to, że „cokolwiek by się nie działo, to i tak sobie poradzę”.

DP: Od kiedy jesteś silną kobietą?

MK: Zawsze miałam tę siłę, ale nie byłam świadoma jej istnienia. Efektem było życie w oderwaniu od swojego potencjału i od siebie samej. Przez 10 lat byłam w związku, w którym była przemoc na każdej płaszczyźnie.

DP: Długo zbierałaś się do rozstania?

MK: 3 lata. Panicznie bałam się odejść. Nie był to strach przed przemocą psychiczną, czy fizyczną, tylko przed tym, że sobie nie poradzę, że moim dzieciom czegoś zabraknie, że środowisko, w którym żyłam mnie odrzuci.

DP: Skąd się wzięły Twoje lęki?

MK: Urodziłam i wychowałam się na wsi, w bardzo biednej rodzinie. Wszystkie moje szkolne przyjaciółki mieszkały w domkach z ogródkami, a ja w jedynym jedynym bloku jaki był na wsi. Nigdy nie obchodziłam urodzin, które byłyby świętowane. Całe dzieciństwo czekałam, aż przekroczę tę magiczną osiemnastkę i moje życie w końcu zacznie się układać. Faktycznie ten czas była dla mnie przełomowy, bo w wieku osiemnastu lat urodziłam mojego syna Filipa. Nie zadziała się jednak żadna magia, czułam, że paradoksalnie tracę swoje życie coraz bardziej. Na wsi nie można było być panną z dzieckiem. Miałam tylko jedno wyjście jak na na tamte czasy.

DP: Niech zgadnę…ślub?

MK: Oczywiście, że ślub i to jeszcze jaki. Ja pochodzę z bardzo biednej rodziny, a mój mąż wręcz przeciwnie. Ślub musiał być urządzony z wielką pompą. Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Weszłam do stereotypowej polskiej, katolickiej rodziny, gdzie matka jest od prania, sprzątania, gotowania. Musiałam zapomnieć o szkole, znajomych, przyjemnościach. Musiałam zapomnieć o sobie. Byłam matką jego dzieci, która do niczego nie miała prawa. Materialnie nie brakowało mi niczego, żyłam na wysokim szczeblu drabiny społecznej. Byłam żoną bogatego męża, a moim drugim zawodem było stanowisko „pani z urzędu”. Weszłam do rodziny uznanej i szanowanej społecznie. Kiedy przyjeżdżał biskup, to właśnie my go witaliśmy.

DP: Co się działo za zamkniętymi drzwiami?

MK: Na początku była przemoc psychiczna i materialna. Wtedy jednak, nie nazywałam tego przemocą. Dostawałam mnóstwo negatywnych komunikatów pod tytułem „Ty się do niczego nie nadajesz” „Co z ciebie za matka” „Nie masz nic do gadania, bo w tym domu nic nie jest Twoje”. Wchłaniałam te słowa w całości, będąc przekonaną, że w pełni na nie zasługuję.

DP: A przemoc fizyczna?

MK: Przez 3 lata odchodziłam mentalnie. Przestałam być grzeczna i zahukana. Uderzył mnie, kiedy zaczęłam „się stawiać”, czyli mieć własne swoje zdanie i je wyrażać. Stało się to w momencie, kiedy nie miał nade mną przewagi psychicznej. Czułam już tak ogromny wewnętrzny bunt, że wypowiadałam te zdania coraz głośniej i dobitniej. Ból fizyczny mi nie doskwierał. Myślę, że podświadomie dążyłam do takiej eskalacji, aby zebrać całą swoją siłę na odejście.

DP: Co Cię przed tym powstrzymywało?

MK: Była cała masa rzeczy, z których bałam się zrezygnować. Chciałam, żeby dzieci miały wygodne życie, bo ja znałam to doskwierające poczucie braku. Od dziecka byłam uczona, że wartość człowieka mierzy się pieniądzem. Ze wszystkich sił pragnęłam być wartościowa, co wtedy oznaczało – fajna i lubiana. Gdybym odeszła, straciłabym coś, co stanowiło o moim być, albo nie być. Przez 7 śmiałam się, nie dopuszczając do siebie myśli, że jest mi źle. Znalazłam sobie takie momenty, którymi sobie wynagradzałam to całe cierpienie. Pigułki przeciwbólowe. Przez całe życie chciałam mieć dom, podwórko, psa. Teoretycznie przyziemne rzeczy, ale takie których bardzo pragnęłam. I nagle znajduje się ktoś kto na dzień dobry mi je daje. Ja nie mogłam narzekać, bo Pana Boga za nogi złapałam.

DP: Skoro przemoc nie była wystarczającym powodem do odejścia, to co nim było?

MK: Powodem była moja córka. Kiedy urodziła się Marysia, zobaczyłam w niej samą siebie – małą Monisię sprzed lat. Gdybym urodziła syna, to pewnie jeszcze dalej tkwiłabym w moim fikcyjnym życiu, kolekcjonując siniaki. Pewnego dnia usłyszałam od mojej małej córeczki pytanie, które było jak kubeł zimnej wody– „Mamo, dlaczego nie postawiłaś tacie obiadu?”

To był ten moment, kiedy zrozumiałam, że moja córka będzie wkrótce stała w takiej samej kuchni, tkwiąc w podobnym związku. Będzie miała odrazę do swojego męża, ale postawi mu ten obiad dla świętego spokoju, żeby ten nie rzucił w nią talerzem.

DP: Co się zmieniło, kiedy to zrozumiałaś?

MK: Kiedy już podjęłam decyzję o wyprowadzce z domu, zrozumiałam, że czas kompromisów w moim życiu się skończył. Decyzja zapadła …koniec kropka. Mąż szantażował mnie, że jeśli nie zrzeknę się prawa do majątku to odbierze mi dzieci. Znałam jego rodzinę zbyt dobrze, wiedziałam do czego są zdolni używając pieniędzy. Dlatego zrzekłam się pieniędzy bez mrugnięcia. W mojej świadomości nie miałam prawa do naszego wspólnego majątku.

Szukając miejsca na życie, zastanawiałam się, gdzie jest taka lokalizacja, w której nawet jak sobie nie znajdziesz pracy, to tak znajdziesz pracę. Natychmiast pomyślałam o Warszawie. W mojej miejscowości byłam na tyle uplasowana społecznie, że nie mogłam pójść do pracy pod tytułem „Biedronka”. Tutaj schowałam swoją dumę i wstyd do kieszeni.

DP: Co było najtrudniejsze?

MK: Najgorszy był brak pieniędzy. Pamiętałam z dzieciństwa uczucie, kiedy przez cały tydzień jesz placki ziemniaczane, bo na nic innego cię nie stać. Przez pierwszy okres po wyprowadzce codziennie myślałam o tym, że może gdybym tak nie pyskowała, nie stawiała się i co niedziela chodziła do kościoła, to mogłabym tam wrócić. Były dołki i górki. Przełomem było pójście na terapię, oraz przeczytanie całej masy książek, które uratowały mi życie.

DP: Czy jest jakaś, z którą się szczególnie się identyfikujesz?

MK: To co wiem na pewno” Oprah Winfrey. Wracam do niej średnio raz w miesiącu i za każdym razem dowiaduję się czegoś nowego.

DP: Wyszłaś z domu w przysłowiowej koszuli, z dwójką małych dzieci. Miałaś zero na koncie, a dziś prowadzisz świetnie prosperujący biznes, pomagając kobietom budować niezależność finansową. Opowiedz jak to się robi?

MK: Przestałam oddawać sprawstwo na zewnątrz. Zrozumiałam, że życie nie jest czymś, co dzieje się poza mną. Od tej pory nie byłam już ofiarą, lecz twórcą. Zrozumienie tego, dało mi ogromną moc tworzenia swojego życia na własnych zasadach. Był taki czas, że pracowałam na zmywaku. Potem byłam zarządcą i pośrednikiem nieruchomości. Po 3 miesiącach dostałam propozycję, aby kierować zespołem dostając tylko 500 zł podwyżki. Zaczęłam więc liczyć. Skoro ja przynoszę do firmy taką sumę, to ile zarobiłabym prowadząc swój własny biznes, wykorzystując wiedzę którą zdobywałam przez 12 lat. Co się wydarzy, jeśli tą samą wiedzę przełożę na coś, co potrafię? Pracując w urzędzie zajmowałam się pozyskiwaniem dotacji unijnych. Napisałam więc 4 wnioski, które zajęły mi 3 dni, a ja zarobiłam 6 tysięcy.

Doznałam olśnienia! Co by było gdybym pracowała 20 dni w miesiącu?

DP: Czy to już czas na kurtynę i oklaski? Czy to koniec historii?

MK: Oczywiście, że nie było tak kolorowo. Musisz pamiętać, że proces zmiany od momentu opuszczenia strefy komfortu, aż do czasu kiedy wchodzisz w nowe życie jest falą wzniesień i upadków. Moje wiązały się z tym, że nie potrafiłam zarządzać pieniędzmi. Przyzwyczajona do pewnego poziomu życia, potrafiłam w jednej chwili wydać wszystkie pieniądze, by potem stresować się, że nie wystarczy mi na rachunki.

DP: Co pomogło?

MK: Przyznanie sama przed sobą, że sobie z tym nie radzę. To był mój stary, dobrze znany mechanizm. Udawać, że nic się nie dzieje, zamiast usiąść w ciszy i odkryć prawdę.

DP: Co powoduje odkrycie prawdy?

MK: Odkrycie prawdy, wiąże się z podjęciem decyzji o tym, jakie działania muszę podjąć, aby zmienić zaistniałą sytuację. „Przypadkiem” trafiłam na blog Michała Szafrańskiego, którego metody zaczęłam wdrażać z powodzeniem w życie. Okazało się, że nie muszę kupować drogich zabawek, nie muszę iść do pizzerii – możemy przecież zrobić pizzę w domu. Zaczęłam robić te wszystkie rzeczy, których kiedyś się tak panicznie bałam. Nieoczekiwanie przyniosły mi one dużo radości, a przede wszystkim uwolniły mnie od życia w stresie. I dopiero wtedy dopiero zaczęłam tak naprawdę zarabiać.

DP: Czego jeszcze nauczyło Cię Twoje niełatwe życie?

MK: Jestem teraz silna swoją siłą. Nie szukam uznania na zewnątrz. Nie muszę ciągle dawać, mogę też brać, a nawet prosić o pomoc. Chcę pomagać kobietom, które chcą tej pomocy. Kiedyś, jeśli ktoś przy mnie powiedział mi, że czegoś mu brakuje to ja od razu miałam ułożony scenariusz.

Nauczyłam się też, że bycie pewną swojej wartości kobietą może nastąpić tylko wtedy, kiedy zaczynasz siebie lubić i doceniać. Bądź swoją najlepszą przyjaciółką, nie tylko wtedy kiedy jesteś na topie,ale szczególnie w tych trudnych momentach, kiedy jest Ci ciężko.

Dzieci są lustrem naszych zmian, uczą się poprzez obserwację. Nawet jeśli powiesz ze sto razy swojej córce, że jest piękna, podczas gdy ty sama siebie nie znosisz, to ona i tak tego nie kupi. Moja nie dawno zaczęła mówić, że jest ładna.

Kiedyś kolekcjonowałam piękne świece i nigdy ich nie paliłam z obawy, że ich piękno wypali się i skończy. Były tylko ozdobą na kominku. Dziś wiem, że w moim życiu jest dużo piękna i dobra. Korzystam z niego, bez strachu że za chwilę go nie będzie. Z przyjemnością kupuję świece, a potem kolejne jeszcze piękniejsze.

Największą nagrodą jest to, że w moim życiu zagościł spokój, wiem że zostanie tu na dobre. Jestem dziś inną Moniką.

DP: Twoje najbliższe wystąpienie wspierające kobiety na drodze do zmiany?

MK: Na konferencji „Życie Od-Nowa”. Zbuduj lepszą przyszłość do rozstaniu i rozwodzie.” Zapraszam serdecznie!

DP: Dziękuję Ci za odważną rozmowę! 

MK: Dziękuję za zaproszenie. 

Rozmawiała Dorota Pawelec 

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • O wow. Naprawdę poruszająca historia. Brawa dla Moniki za odnalezienie w sobie wewnętrznej siły i upór w znalezieniu swojego powołania.

  • Naprawdę poruszająca historia, za drzwiami bardzo często dzieją się okropne rzeczy… Pani Monika pięknie z tego wyszła!

  • Silne babeczki górą! <3

  • Czytanie wywiadu z mądrą osobą to czysta przyjemność. Pozdrowienia!

  • Tak, wiele kobiet żyje w takich kajdanach, które wybrały sobie same. Bardzo się cieszę, ze Monika wspomniała o terapii – bardzo często jest to konieczny krok do zmian – terapia pozwala nam poznać emocje i myśli, zmienić szkodliwe przekonania i niezdrowy, karcący sposób myślenia.

    Ja pracuję z ludźmi, którzy tak jak Monika, kilka lat podejmują decyzje o tym by pójść do psychologa – najczęstszym powodem rozważań jest wstyd i lęk – bo przecież w polskiej mentalności wciąż tkwi przekonanie, że do psychologa idzie tylko „wariat”. Podczas gdy do psychologa owszem, idziemy w momentach kryzysu, natomiast zdecydowanie lepszą strategią jest pójść do psychologa po to, żeby do tego kryzysu w ogóle nie doszło…