„Realizowanie pasji to pozwolenie sobie na robienie tego, o czym do tej pory tylko marzyliśmy” – wywiad z Magdą Piasecką, twórczynią projektu „Spotkania z Pasją”.

 
Magdalena Piasecka, to kobieta która zakochała się w tańcu i lotnictwie. Nigdy wcześniej nic innego nie przyniosło jej tyle szczęścia i satysfakcji, dlatego postanowiła zarażać pasjami innych. Stworzyła projekt o nazwie „Spotkania z pasją”, opierający się na podróżniczo-sportowych doświadczeniach kobiet odnoszących sukcesy w wielu sportach ekstremalnych i nie tylko. Spotkania z pasją, to propozycja dla tych, którzy nie mogą żyć bez adrenaliny, ale i dla tych którzy mają jej za mało. Magda jest kopalnią wiedzy o pasjach, nietuzinkowych osobowościach i spełnionych marzeniach. Kiedyś usłyszała zdanie, które odebrało jej wszelkie wymówki powstrzymujące przed realizowaniem marzeń. Dlatego właśnie postanowiła szerzyć idee, które mogą zmienić sens życia.
 
fot. Marta Janiszewska


Dorota Pawelec: Spotkania z pasją”, których jesteś organizatorką, to dość nowa inicjatywa, jednak ciesząca się już sporą popularnością. Powiedz jakie były początki Twoich pasji?
Magdalena Piasecka: Na początku zaraziłam się salsą i lotnictwem. Taniec nie budził nigdy sprzeciwu otoczenia, ale kiedy zaczęłam latać to moi znajomi popukali się w głowę. Zastanawiali się jak to możliwe, że chcę robić coś tak mocno kobiecego a zarazem spędzać tak dużo czasu na lotnisku, gdzie kobiet niestety jest bardzo mało. Nie umiałam żyć bez jednego ani bez drugiego, dlatego Spotkania z Pasją były niejako desperacką próbą połączenia tego co kocham, tak aby z niczego nie rezygnować. Jednocześnie lubię organizować różne spotkania, eventy, konferencje, bo również tym zajmuję się zawodowo. Pomyślałam więc, że dołożę do moich pasji szczyptę umiejętności organizacyjnych i pokażę ludziom to, co ja poznałam.
 
 
Jako dziecko miałaś zapotrzebowanie na adrenalinę?
Raczej tak, choć w innych dawkach niż dzisiaj. Wychowałam się z chłopakami i dobrze mi było w ich towarzystwie. Nie miałam żalu, że nie bawię się lalkami. Jestem typem zadaniowca i nieustannie mam ochotę próbować nowych rzeczy. Kiedy spotykam się z dziewczynami z projektu i słyszę jak one opowiadają o tym,co robią,to sama mam ochotę tego spróbować.
 
W jaki sposób zaraziłaś się tańcem i lataniem ?  
Taniec i latanie były początkowo w mojej głowie czymś z kategorii rzeczy nierealnych i nieosiągalnych. Salsa pojawiła się jako efekt zachwytu nad tym, co pewnego dnia zobaczyłam na parkiecie, natomiast do latania ktoś mnie „podpuścił” i to bardzo nieświadomie, ale jedno i drugie było czymś w rodzaju kropki nad i.  Decyzja zapadła właśnie w tych momentach, a potem charakter zadaniowca zrobił swoje. Uważam też, że pasje, te właściwe dla nas, pojawiają się w tym, co lubimy robić jako dzieci i o czym marzymy kiedy mamy kilka lat. Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam patrzeć na tańczące pary, ale nigdy sama się nie odważyłam. Tak samo było z lataniem. Mój ojciec chrzestny jest zawodowym pilotem, a ja byłam z tego tak bardzo dumna, że sama zapragnęłam usiąść za sterami czegoś, co lata. Zależało mi na tym, aby go odnaleźć i powiedzieć mu, że był inspiracją do spełnienia marzeń. Zawsze uważałam, że ludziom trzeba mówić o tym, co im zawdzięczamy, tym bardziej, jeśli dzięki nim realizujemy marzenia.
 

 


Jakie miałaś przekonanie o lataniu, zanim zaczęłaś latać ?
Wydawało mi się, że trzeba mieć końskie zdrowie, mnóstwo pieniędzy i techniczne wykształcenie. Ja jestem umysłem typowo humanistycznym, a tam cała aerodynamika, fizyka. Boże drogi! Wydawało mi się to kompletnie nierealne i nieosiągalne dla takiego śmiertelnika jak ja. Sam pomysł na latanie pojawił się w mojej głowie raczej późno. Będąc na studiach  odbywałam  staż w Alpach we Francji, w hotelu na wysokości 2000 metrów. Byliśmy wolontariuszami, więc organizowali nam wycieczki w góry. Kiedyś wybraliśmy się na trzytysięcznik. Siedzimy na szczycie, popijamy herbatkę i zajadamy piknik aż tu nagle, szybowiec przelatuje dosłownie 2 metry nad moją głową. Wystraszyłam się wtedy i byłam zła, że mnie tak wystraszył. Wtedy, po raz pierwszy w życiu widziałam szybowce, dowiedziałam się, że nie mają silnika,a mimo to można nimi latać bardzo długo i wysoko. Zrobiłam mu wtedy zdjęcie, które odnalazłam w ubiegłym roku. Jak mi przeszła złość, pomyślałam o tym, że też bym tak chciała, wyobraziłam sobie to poczucie wolności, które on miał tam na górze. Zawsze lubiłam otwartą przestrzeń, bo wiem, że tam w górze jest wszystko czego mi potrzeba do szczęścia. Potem po siedmiu latach, wracałam z kolegą z pracy objazdem, niedaleko lotniska w Radawcu. Trafiliśmy na szkolenie szybowcowe i akurat nad moją głową szybowiec podchodził do lądowania. Wydał mi się wtedy ogromny, a ja nie kontrolując tego co mówię powiedziałam:” Kurczę, co ja bym dała, żeby tam być...” Mój kolega popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział: „Magda, a co Cię powstrzymuje?” Tutaj zabrakło mi argumentów, więc napisałam maila do aeroklubu, z pytaniem czy mogę sobie zarezerwować lot zapoznawczy. Odpisali pozytywnie, ale przyszło mi czekać na lot około 5 miesięcy. Byłam uparta i nie odpuściłam. Ten lot był króciusieńki, bo nie było odpowiednich warunków atmosferycznych, ale pamiętam każdą jego sekundę. Do domu wróciłam już ze skrzydłami i pierwsze co zrobiłam, to zapisałam się na kurs szybowcowy. Długo mi przyszło na to czekać. W tym czasie startowałam w konkursie tanecznym i wydawało mi się, że nie uda mi się pogodzić szkolenia teoretycznego z treningami formacji. W mojej głowie powstała góra piętrzących się problemów. I tym razem szczęście mi dopisało, bo następnego dnia po turnieju tańca, rozpoczęłam mój kurs. Trafiłam z sali tanecznej gdzie było 16 kobiet, na lotnisko, gdzie znalazło się 15 facetów i ja.
Co dało Ci latanie ?
Oswajanie strachu i zrozumienie, jak wiele z dziecięcych marzeń zależy od determinacji w dążeniu do celu. Kiedy już wsiądę do szybowca, to czuję się nieziemsko. Kiedyś poczułam ogromny lęk tuż przed lotem, bo był silniejszy wiatr,a ja miałam dłuższą przerwę w lataniu. Zapytałam mojego instruktora, na ile to jest normalne, że się boję. Powiedział, że jak kiedyś przestanę się bać, to mi zabroni latać. W tego typu sportach strach jest często dodatkową polisą ubezpieczeniową.

Jak powstał pomysł na „Spotkania z pasją„?
Zawsze marzył mi się mój własny projekt. Kiedyś napisałam podobny, który przeleżał w szufladzie wiele lat. Jestem upartą perfekcjonistką, jeśli nie dopnę czegoś na ostatni guzik, to nie zacznę tego realizować. Pomysł na „Spotkania z Pasją” powstał podczas długich godzin oczekiwania na lotnisku. Latanie to przede wszystkim czekanie. Spędza się wiele czasu, oczekując na dobrą pogodę, szkolenie i swoją kolej. Ja podczas tych wielogodzinnych oczekiwań rozmawiałam najczęściej z moimi kolegami. Tematem często było pytanie: Jak by tu połączyć swoje pasje jedną klamrą, a do tego podzielić się tym z innymi ludźmi. Sama zaczęłam latać, bo ktoś mnie do tego podpuścił. Na lotnisku znalazłam świetnych mentorów, którzy swoją miłością do pasji potrafią zarazić innych. Środowisko, w którym się znalazłam posłużyło twórczym rozmyślaniom. Myślę, że pomysł na „Spotkania z pasją” zrodził się na lotnisku.

fot. Tomasz Ślusarczyk

 

Po czym poznać, że to pasja to nie chwilowa fascynacja ?
Mam znajomego we Francji, który powiedział mi, że w pasjach najważniejsze jest to, żeby ich szukać. Jak się szuka to kiedyś coś kliknie i będziesz wiedział , że to jest to. Są 3 symptomy i jeśli je u siebie zauważysz, to znaczy, że znalazłeś swoją pasję. Kiedy to robisz, czas przestaje istnieć. Jesteś na to w stanie wydać dużo pieniędzy, nawet jeśli jesteś oszczędna. W pewnym momencie stwierdzasz, ze choć nie było łatwo, to było warto.

 Jakie marzenia spełniłaś oprócz „Spotkań z pasją” , po tym jak zrobiłaś kurs szybowcowy ?
Zawsze marzyłam o locie szybowcem nad oceanem.Zatem na okrągłe urodziny zrobiłam sobie prezent i poleciałam nad zachodnie wybrzeże Francji. Ocean z lotu ptaka wygląda bosko. To jest widok, którego nie zapomnę do końca życia. Jak już wylądowałam w rozmowie z pilotem zaczęłam narzekać, że człowiek 30 lat czeka na to, aż odkryje swoją pasję. Pilot z którym rozmawiałam przedstawił mi 75 letniego staruszka, który wyznał, że sam zaczął latać mając 60 lat. Kiedy to usłyszałam, zabrakło mi argumentów. Poczułam jakby ktoś mi dał w prezencie kolejne 30 lat i wróciłam do Polski z postanowieniem, że od tej pory nie zmarnuję ani jednego dnia. Powrót był też niesamowity, bo podpuściłam trochę pilotów z którymi wracałam z Paryża do Warszawy i udało mi się niemalże całą powrotną podróż spędzić w kokpicie. To były niezapomniane wakacje.

fot. Dominika Czapla

 

W jaki sposób rozrastał się Twój projekt ?
Początkowo chciałam się zorientować czy projekt w ogóle ma sens. Chciałam zorganizować jedno spotkanie, żeby sprawdzić czy będzie zainteresowanie, ale od samego początku przekroczyło ono moje najśmielsze oczekiwania. Zaczęłam pisać do różnych osób, które podziwiam, z pytaniem czy w ogóle wejdą w ten projekt. Napisałam do Agaty Nykaza która jest jedyną kobietą w samolotowej grupie akrobacyjnej „Żelazny”. Nie miałam wtedy jeszcze strony internetowej i wszystko było kompletnie w proszku. W emailu opisałam tylko, co chcę zorganizować i jaka jest idea przedsięwzięcia. Odpisała, że projekt jest fantastyczny i że jest jak najbardziej za, w dodatku  poleciła mi koleżanki, zajmujące się lataniem akrobacyjnym, ale szybowcowym. W ten sposób do projektu trafiło kilka dziewczyn. Postanowiłam zorganizować spotkania, którego bohaterkami będą kobiety. Panowie mają dużo tej tematyki na różnych portalach i mnóstwo takich miejsc gdzie mogą się odnaleźć w tym temacie. O kobietach było mało, albo w ogóle. Pomyślałam, że będzie to jeszcze jeden argument za przełamaniem stereotypów i przekonań na temat tego, że jak się jest filigranową dziewczyną to się nie nadajesz do tego rodzaju sportów. Dla mnie to dowód na to, że tu nie chodzi o siłę mięśni, ale o to, jak bardzo nam zależy. Początkowo sama szukałam kontaktu z osobami do projektu, ale z czasem wytworzył się łańcuszek wzajemnych poleceń. Po wywiadach dostaję maile od osób, które albo same chcą wejść do projektu, albo kogoś polecają. Zainteresowanie jest spore, a projekt się cały czas rozwija.

Co jest dla główną ideą Spotkań z pasją?
Są 3 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie spotkań. Bazą jest motywacja i inspiracja, którą bohaterki mogą zarazić dzięki swoim niebywałym historiom. Drugim warunkiem jest miejsce związane z pasją, z dala od konferencyjnych klimatów, raczej na płaszczyźnie sportowej. Jest też pokaz sportowy. Opowieści moich bohaterek, to smaczki przygody z pasją, historie, których nie usłyszy się na kursach, szkoleniach i warsztatach. Są to historie związane ze sportem, dlatego też organizowane są w miejscach z nim związanych. Zapraszam osoby znane i amatorów. Na kursie motocyklowym nie usłyszy się tego, co te dziewczyny opowiedzą na żywo. Dowiemy się od nich, ile trzeba mieć determinacji i uporu, żeby dojść do tego miejsca gdzie one doszły, ile razy się przewróciły i czy łatwo było wstać. Ich historie bardzo wzmacniają i pokazują co jest częścią drogi do realizacji pasji. Każdy, kto uprawia tego rodzaju sporty musi wiedzieć, że nachodzą chwile zwątpienia. Nie znaczy to jednak, że trzeba przestać to robić. Ważne jest, aby dać sobie możliwość robienia czegoś, o czym niektórzy będą tylko marzyć. Ja sama miałam chwile zwątpienia, wtedy pomogło mi to, że przestałam się „boksować” z moimi myślami. Jak już leciałam ileś set metrów nad ziemią, to po prostu czerpałam z tego frajdę. Widok stada młodych bocianów, które uczą się latać czy zachód słońca, to momenty, których nie oddałabym za żadne skarby świata. Jest to widok nieporównywalny do tego na ziemi.

fot. Poznański&Kobus

 

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jesteś osobą, która jeśli o czymś zamarzy, to z łatwością po to sięga?
Jeszcze nie tak dawno byłam osobą, która wstydziła się o cokolwiek zapytać ludzi, których nie znałam np. na przystanku autobusowym. Taniec dał mi pewną otwartość. Moim osobistym sukcesem było to, że na pokazach tańca stawałam przed całą salą ludzi i zaczynałam tańczyć. Taniec jest dla mnie docieraniem się z kobiecością i uczeniem się siebie. To mi dało dużo poczucia własnej wartości i otwartości. Szybowce pozwoliły mi odważnie wchodzić tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Czasami wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba znaleźć osobę, która to zrobiła i zapytać jak tego dokonała. Często proponuję spotkanie komuś kto robi coś pasjonującego i okazuje się, że większość z tych ludzi od razu się zgadza. Ten projekt jest po trochu próbowaniem siebie w różnych sytuacjach.

fot. Tomasz Lisiecki

 

Co będzie kolejnym wyzwaniem?
Mam ochotę spróbować różnych rzeczy, czeka mnie m.in. przejażdżka motocyklem, ale na chwilę obecną latanie mnie bardzo pochłonęło. Myślę o akrobacjach szybowcowych, bo ta droga mnie pociąga. Czuję, że jest mi już potrzebna kolejna dawka adrenaliny. Ostatnio pojechałam na południe Polski, na lotnisko na górze Żar. Tam spotkałam się z jedną z moich bohaterek. Chciałam, żeby weszła do mojego projektu, chociaż nie startuje już w zawodach. Swego czasu była mistrzynią świata w akrobacjach szybowcowych. Zafundowałam sobie lot z nią. Niektórzy podsumowali ten wyjazd stwierdzeniem, że przejechałam 500 km dla 2 minut „spadania”. Może się to wydawać absurdem, ale te 2 minuty były czymś niezwykłym. Jak się lata z osobami, które kochają to co robią, to wiesz, że jest to odpowiednia osoba, która jest w stanie zaczarować ludzi swoją miłością to tego, co robią. Pasja to jest coś co dopadnie w pewnym momencie i nie pozwoli żyć bez niej.

fot. Tomasz Ślusarczyk


Czy jest jakiś mianownik, wspólny  dla bohaterek „Spotkań z pasją”? 
Każda z nich jest inna i kreuje życie po swojemu. Zamierzam napisać o nich książkę, dlatego że im częściej się z nimi spotykam, tym więcej znajduję wspólnych elementów, które się przewijają w każdej rozmowie. Te które odnoszą największe sukcesy mają ogromne wsparcie wśród bliskich. Otaczają się ludźmi, którzy wierzą w ich sukcesy. Kiedyś byłam na szkoleniu, gdzie była mowa o tym, że jesteśmy wypadkową 5 osób, którym poświęcamy najwięcej czasu w swoim życiu. Zaczęłam zatem szukać towarzystwa osób, które niesamowicie inspirują i dają mnóstwo motywacji i nowych pomysłów. Są to osoby, które szukają i próbują tego, co im życie podsuwa, bo to co się dzieje nie jest dziełem przypadku.

fot. Tomasz Lisiecki

 

Jacy pasjonaci są w stanie zarazić tym błyskiem w oku?
Uwielbiam wyłuskiwać ciekawe i inspirujące wypowiedzi. Na pierwszym spotkaniu gościem specjalnym była Natalia Kowalska, która jest jedyną kobietą w Formule 2. Powiedziała ona, że „marzenia mają być odważne i mają przerażać, dlatego, że dopiero wtedy są warte spełnienia”.  Na drugim spotkaniu w roli gościa specjalnego wystąpił mężczyzna – niepełnosprawny pilot, który porusza się na wózku inwalidzkim. Musiał wiele przejść, żeby dostosować szybowiec do swojej niepełnosprawności. Na spotkaniu w Poznaniu powiedział, że spełnił swoje marzenia – te rzędu „nierealnych i niewykonalnych” w momencie, kiedy wiedział, że jest niepełnosprawny. Dopiero kiedy wypadek odebrał mu trochę możliwości, którymi dysponuje każda pełnosprawna osoba, poczuł, że może sięgnąć po największe marzenia.To jest człowiek, który nam odbiera wszelkie wymówki. Jego dokonania zadziwiają niejednego pełnosprawnego pilota. Trzeba też powiedzieć o najstarszej bohaterce projektu: pani Teresa ma 80lat, podróżuje po świece autostopem i to bez znajomości języków obcych, ze skromną emeryturą w kieszeni. Zawsze uśmiechnięta powtarza, że „na realizację marzeń nigdy nie jest za późno”. Trudno w to wątpić patrząc na listę miejsc, które odwiedziła podróżując autostopem.

Wniosek jest taki że, bezpośredni kontakt z pasją ma większy sens, niż np. przeczytanie o tym.  To tak jakbym dowiedziała się o tym jak piękna jest Barcelona, obejrzała zdjęcia, co będzie niczym w porównaniu ze smakowaniem i odbieraniem tego miejsca wszystkimi zmysłami.
Chcę Cię zapytać o Fundację „Smakuj Życie”, której jesteś założycielką?
Została stworzona na początku 2013, a pierwszym projektem organizowanym w jej ramach są „Spotkania z Pasją”. Fundacja skupia się m.in. wokół tematyki sportu, promuje wydarzenia i działania sportowe i ma za zadanie pokazywać ludziom, niezależnie od wieku i zasobności portfela, jak czerpać z życia pełnymi garściami. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, dowiedziałam się, że w Lublinie jest taka instytucja, która pomaga w założeniu i prowadzeniu przez jakiś czas fundacji. Kolejna rzecz, która „przyszła” do mnie w sposób cudowny, zanim zdążyłam się czymś mocno zmartwić. Pomyślałam, że skoro coś mi przychodzi z taką łatwością i lekkością, to znaczy, że trzeba się w to zaangażować. Uważam, że jeśli coś przychodzi mi zbyt trudno to znaczy, że to nie jest to.
Jakie są plany na przyszłość odnośnie „Spotkań z Pasją” ?
Chciałabym, aby w przyszłości każde spotkanie promowało różne pasje. Dzięki temu osoby, które przychodzą ze względu na zainteresowanie jednym tematem, przy okazji odnajdą, być może, coś innego, co je zainteresuje. Pracuję też na drugim projektem, który zapewne będzie jeszcze większy. To jedno z tych marzeń, które są tak odważne, że w pewnym stopniu przerażają… Koncepcja jeszcze się klaruje w mojej głowie, ale na pewno będzie o sporcie, o pasjach i o niezwykłych ludziach, którzy wiedzą jak to zrobić, by inni powtórzyli ich sukcesy. Przygotowuję też spotkanie lubelskie, mam nadzieję, że już niedługo będę mogła podać oficjalną datę i program wydarzenia.
Jakie cechy pomagają Ci w realizacji twoich celów ?
Ciekawość świata i ludzi, świadomość tego, że robię to co kocham. Każde spotkanie z pasjonatami to dla mnie lekcja, co robić w życiu, aby czerpać z niego pełnymi garściami. Odwaga sięgania po to, co początkowo wydawało się nie do zrealizowania. Warto próbować i nie zrażać się niepowodzeniami. Budujące są końcowe efekty. Wbrew pozorom, jestem osobą, która się boi i przed każdym nowym wyzwaniem staczam ze sobą walkę. Mam świadomość tego, że jedynym lekarstwem na strach jest działanie.
Marzenia?
Mam ich mnóstwo. Mieszkanie na południu Francji ze śniadaniami pachnącymi lawendą, melonami i kawą, zrobienie akrobacji szybowcowych w przyszłym roku, licencji PPL, może też nurkowanie. Marzy mi się daleka podróż i odkrywanie zupełnie nowych światów. Mnóstwo wyzwań przede mną, ale im są większe, tym bardziej mam ochotę je podejmować.

Życzę Ci tego z Życzę Ci tego z całego serca. Dziękuje Ci za ciekawą, inspirującą rozmowę. Mam nadzieję, że zapali ona wiele lampek w głowach i sercach.

Dorota Pawelec – dziennikarka
Magdalena Piasecka – twórczyni „Spotkań z pasją”, prezes zarządu fundacji „Smakuj Życie” , 
Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • Nasza Madzia ;)))

  • Anonymous

    świetny wywiad, bardzo profesjonalne pytania 🙂

  • Dzięki 🙂 Magda bardzo ciekawie opowiadała, jest pasjonatką z krwi o kości !