MOC PŁYNĄCA Z MEDYTACJI

Medytacja, podobnie jak modlitwa ma przeogromną moc. Samo słowo „medytacja” pochodzi od łacińskiej nazwy „meditatio” – przemyśleć, kontemplować, praktykować, ćwiczyć, przygotować. Tak jak modlitwa jest naszym mówieniem do Boga i „wysyłaniem” mu swoich pytań, tak medytacja jest słuchaniem Boskich odpowiedzi. Jak wiemy sztuka umiejętnego słuchania wymaga cierpliwości, ale jest jedyną drogą do budowania autentycznych relacji również z samym sobą.
Swoją przygodę z medytacją zaczęłam dzięki przeogromnej potrzebie zmiany.
Miałam raczej pragmatyczne podejście do życia. Poznałam wtedy „przypadkiem” kilka osób, które dzięki praktykom medytacji dokonały wielu pozytywnych zmian. Postanowiłam spróbować. Początki były trudne. Największą moją wewnętrzną przeszkodą było wejście w stan spokoju. Wydawało mi się, że stale musi się „coś dziać”,że muszę  być jak ten trybik – jeśli zatrzymam się choć na chwilę to rozwali się cała maszyneria. Po części tak było, bo medytacja pozwalała mi poznawać siebie prawdziwą obalając wszystko to, co było budowane na nieprawdzie. Wcześniej cała moja uwaga szła na zewnątrz, a moje wnętrze było sobie tuż obok. Bałam się spojrzeć w twarz moim strachom. To co odczuwałam na początku wydawało mi się dziwne – pustka, brak działania, brak podniet i szaleńczych doznań. Minęło trochę czasu zanim zaczęłam zaczęłam dostrzegać moc płynącą z utrzymania w sobie tego spokoju. Teraz inaczej odbieram trudności dnia codziennego, inaczej podejmuję decyzję i komunikuje się z ludźmi. Na pewno ciało rozluźniło się, złagodniały rysy twarzy. Oczy  stają się pełne blasku i wewnętrznego ciepła.  Wszystko wydaje się być piękniejsze.

Oprócz tego  nauczyła się obserwować własne uczuć. Przeżywanie ich świadomie uświadamia, że bezpiecznie jest czuć. Żeby przejść cierpienie, czy dyskomfort trzeba najpierw przyznać, że istnieje w nas smutek, zdenerwowanie, wstyd, nieszczęście. Przyjmij doświadczenie takim jakie jest, pozwól by zaistniało.

Na proces własnej transformacji należy patrzeć z cierpliwością. Nie można oczekiwać, że z dnia na dzień wyrośnie ci kaktus.  Kiedyś myślałam, że jest to praktyka wyłącznie psychiczna, dziś wiem że polega na pracy z ciałem, traktowaniu go jako środka ciężkości chwili obecnej. Nauczyłam się odczytywać pewne doznania, nie uciekać przed bólem, bo ciało ma właściwości samonaprawy. Nie starać się nie cierpieć, ani cierpieć mniej.

Nasze ciało pamięta wszystko co przyjemne i trudne. Zdarza się, że musimy je wydobyć na światło dzienne w celu uleczenia problemu.  Okazuje się, że spokój naszego umysłu może mieć potencjalny wpływ na ekspresję genów.

Amerykański biolog rozwojowy Bruce Lipton w toku swoich badań Bruce Lipton odkrył, że za pomocą medytacji możemy zmieniać swoje DNA. Okazuje się bowiem, że DNA i geny są kontrolowane przez bodźce pochodzące z zewnątrz. Dlatego możemy wpływać na stan naszego organizmu poprzez sposób myślenia – negatywny bądź pozytywny.

Bruce Lipton dokonał syntezy cytologii i fizyki kwantowej. W obrazowy sposób przedstawia osiągnięcia epigenetyki – nauki badającej relacje pomiędzy ciałem a umysłem.

Z wielu przeprowadzonych badań jasno wynika, że medytacja to samo zdrowie. Do podobnych wniosków niedawno doszli naukowcy z University of Wisconsin-Madison, którzy odkryli, że medytacja ma niesamowite efekty terapeutyczne.

W trakcie eksperymentu podzielono uczestników badania na dwie grupy i porównywano osoby doświadczone w medytacji z drugą grupą niewytrenowanych osób, które angażowały się w ciche metody niemedytacyjne. Uczeni zapewniają, że przed przeprowadzonym badaniem nie było żadnych różnic pomiędzy tymi grupami. Po 6 tygodniach medytacji, w grupie doświadczonych medytatorów zaobserwowano szereg zmian na poziomie genetycznym i molekularnym.

Zbadno ekspresję genów, to czy dany gen jest aktywny pod względem danej choroby czy nie i okazało się, że zmieniła się zmiana ekspresji genów.

W moim życiu są pewne pilne i ważne rzeczy. Pilne takie jak: odpisać na maile, zapłacić rachunki, zrobić zakupy, naprawić cieknący kran, oraz ważne takie jak – spacer na łonie natury, rozmowa z przyjacielem, zabawa z dzieckiem, medytacja. Czasem odkładam je miesiącami , bo przecież nikt nie wysyła mi upomnienia, ale kiedy ich nie robię stopniowo tracę życie w sobie. Wszystko staje się smutne, bezbarwne. Medytacja to moje spa, w którym się oczyszczam. Z czasem zrozumiałam, że nie wymaga odcięcia się od świata, ani przybrania postawy mędrca – a bycia stuprocentowo.

Dorota Pawelec

fot. Renata Dziewulska

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+