Maluję obraz o swoim życiu – rozmowa z artystką Karoliną Cegiełkowską – Karalay.

Poznałam ostatnio kobietę, której wyrosły skrzydła. Malując obrazy odkrywa nowe obszary swojego życia, z istnienia których, jeszcze nie dawno nie zdawała sobie sprawy. Jej historia jest niezwykła i może zainspirować niejedną z nas, do poszukiwania swojej drogi do szczęścia i samorealizacji. Jej twórczość to piękno, harmonia i mądre poszukiwanie odpowiedzi na ważne pytania. Przedstawiam wam Karolinę Cegiełkowską – artystkę, coacha i kobietę, która postawiła wszystko na jedną kartę i podąża za swoją pasją. Zapraszam na wywiad z artystką, która posiada niezwykły „zaczarowany ołówek .”

 

 

Dorota Pawelec: Jak doszło do tego, że zaczęłaś malować?

Karolina Cegiełkowska: Z wykształcenia jestem architektem. Jeszcze 3 lata temu pracowałam w jednej z większych pracowni architektonicznych w Warszawie.
Malowałam od dziecka, ale gdzieś po drodze, w natłoku zajęć szkolnych, to zgubiłam. Już w szkole średniej, nie było na to czasu. Później na studiach architektonicznych wymagany był dość specyficzny rodzaj rysunku. Wszyscy musieli wpisywać się w tą samą ramę. To nie była moja ramka. Tam nie było miejsca na spontaniczność i zabawę kolorem. Wszystko musiało być precyzyjnie wykreślone.
W połowie studiów zaczęłam pracować w zawodzie. Czułam jednak, że czegoś mi brakuje, ale sama nie wiedziałam o co mi chodzi.
W architekturze dominują linie proste, kwadraty, prostokąty. Są to formy stworzone przez człowieka, właściwie nie występujące w naturze. Pewnie podświadomie tęskniłam do czegoś innego.
Któregoś dnia usłyszałam od moich przyjaciółek o labiryncie medytacyjnym. Zafascynował mnie kształt i idea labiryntu. W Warszawie takiego nie było, więc pojawił się pomysł żeby takie miejsce stworzyć. I tak powstała grupa KarMEl.  Karolina, Magda, Ela – trzy dziewczyny, które chciały przebyć ścieżkę labiryntu. Nie miałyśmy pomysłu gdzie i jak to zrobić ani skąd pozyskać na to fundusze. Miałyśmy natomiast, ogromną wewnętrzną potrzebę stworzenia czegoś razem. Kilka miesięcy później nadarzyła się do tego doskonała okazja. „Nasz” labirynt powstał w ramach projektu Re:Praga na Noc Muzeów w 2010 roku. Na terenie dawnej fabryki wódek Koneser wymalowałyśmy wzór, którego oryginał znajduje się na posadzce katedry w Chartres. Trochę go przeskalowałyśmy, oryginał ma ok 14 m średnicy, nasz miał – 21. Zainteresowanie labiryntem, który stworzyłyśmy było ogromne. Ludzie chodzili po nim przez całą noc. To nam sprawiło niesamowitą  przyjemność, oraz dało poczucie że to co zrobiłyśmy było ważne także dla innych.

 

KarMEL i labirynt medytacyjny
KarMEL i labirynt medytacyjny
Labirynt medytacyjny
Labirynt medytacyjny


DP
: Skąd wywodzi się idea labiryntu medytacyjnego?                                                        

KC: Labirynt medytacyjny to jest starożytny symbol, który pojawił się w różnych zakątkach świata, związany jest z medytacją w ruchu. Składa się z pojedynczej ścieżki, która wiedzie do centrum. Przemierzanie ścieżki labiryntu to podróż do swojego wnętrza. Tam są wszystkie odpowiedzi. Dla niektórych taka podróż może być bardzo transformująca.Dla mnie była.

 
DP: Czyli to właśnie labirynt zainspirował Cię do malowania?
KC: Przy powstawaniu labiryntu dużo było pracy fizycznej, zamiatania, osuszania kałuż i malowania wielkich powierzchni. Sprawiło mi to dużo radości. To była odskocznia od siedzenia przed komputerem. Spodobało mi się to machanie pędzlem i tak się wszystko ułożyło, że kilka miesięcy później miałam już pokaźny zbiór prac malarskich i pierwszą wystawę. W międzyczasie zrezygnowałam z pracy w biurze architektonicznym, nie mając pomysłu co będę robić. Miałam za to dużo wolnego czasu, zaczęłam malować dla siebie, dla przyjemności. Potrzebowałam się rozmalować. Potrzebowałam też koloru. Na początek zaplanowałam namalowanie 7 obrazów. Miały to być czakry – centra energetyczne w ciele człowieka, każdy z nich ma inny kolor. Potem pojawiły się kolejne pomysły. Labirynt przeszedł na płótno i powstały też inne formy koliste. Od tego się zaczęło.

 

 

DP: Dlaczego okrąg to kształt idealny?

KC: Występuje wszędzie w naturze. Jest to ziarno piasku i jądro komórki, słońce, planety, galaktyki. Znajdujemy go w mikro i makro skali. Także okrąg w sensie upływu czasu, zmieniających się pór roku, cykli. Człowiek też w swoim życiu wraca do różnych rzeczy. Tych inspiracji w naturze i kulturze jest bardzo wiele.
Zestaw prac mandalicznych
Zestaw prac mandalicznych


   
DP: Czy jest to również szukanie harmonii w swoim życiu?

KC: Absolutnie tak. Czytałam o tym, że ludzie tworzą mandale (okrągłe rysunki) w przejściowych okresach życia, kiedy poszukują siebie. Ale ta informacja dotarła do mnie, już po tym jak zaczęłam malować.
Kolorowe kółka i spirale tworzą też dzieci, w czasie kształtowanie się ich osobowości.
 
 
 
DP: To niesamowite! Byłam przekonana, że swoją twórczością wpisujesz się w jakiś szerszy nurt i robisz to świadomie!
KC: Na nikim się nie wzorowałam. Malowałam dla siebie, bez zastanawiania się jak to będzie wyglądać i czy będzie się komuś podobać. Jak się później okazało, wielu osobom przypadły do gustu moje prace.

 

 DP: Jak wygląda Twój proces twórczy?

KC: Z jednej strony są Anioły osobiste, które maluje na zamówienie dla konkretnej osoby.Z drugiej strony są to prace, które tworzę z własnej wewnętrznej potrzeby. Tematy są różne np.: drzewo życia, główny nurt życia, sedno sprawy, rajski ogród. Przedstawiają symbolicznie różne aspekty życia. Obrazy silnie działają na podświadomość. Mogą mieć działanie transformujące. Dotyczy to nie tylko twórcy ale i odbiorców. Obraz który często oglądamy zapada nam w pamięć, czasem nawet patrząc na niego już go nie widzimy, a on i tak działa. 
 

 

fot. Grzegorz Sosiński
fot. Grzegorz Sosiński


DP
: Czym jest dla Ciebie Twoja twórczość?

KC: Obrazy tematyczne maluję gdy mam jakieś zagadnienie do przerobienia i szukam rozwiązania. W trakcie malowania pojawiają się, różne rzeczy. Czasem są to konkretne pomysły, rozwiązania a innym razem jest to dla mnie forma medytacji. Jednak, zawsze po namalowaniu tematu pojawiają się zmiany w danej dziedzinie życia, czasem zaskakujące.

Malując wiele się o sobie dowiedziałam. To jest właściwie coaching poprzez sztukę. Cała wiedza zawarta jest w nas i odpowiedzi też, są w nas. Tylko często nie mamy do nich dostępu. Dopiero kiedy sięgamy w głąb siebie możemy je wydobyć. Ćwiczenia coachingowe są właśnie po to by móc odnaleźć odpowiedzi. Jeśli coś powiesz możesz to usłyszeć, kiedy napiszesz – przeczytać, jak narysujesz – zobaczyć. Czasem czuję się tak jakbym miała w ręku zaczarowany ołówek bo to co narysuję się materializuje.

Główny Nurt Życia
Główny Nurt Życia
Drzewo życia
Drzewo życia
DP: Skoro odpowiedź jest w nas samych, co jest zatem kluczem do jej odnalezienia?
KC: Spontaniczność twórcy. Dlatego malując, nie zastanawiam się nad tym co z tego wyjdzie a efekt końcowy często zadziwia mnie samą. To trochę przypomina dziecięce rysowanie. Dzieci do pewnego wieku nie zastanawiają się co jak powinno wyglądać tylko rysują tak jak one daną rzecz widzą.
 
 
 
 
DP: Jest to forma autoterapii?
KC: W sumie tak. Ostatnio wykonałam serię 12 mandali. Każda z nich, dotyczyła ważnego dla mnie tematu. Potem trafiła do mnie książka o symbolice mandali. Wydawało mi się, że dużo już o sobie wiem. A po przeczytaniu tej książki, dotarłam do wielu nowych i bardzo istotnych dla mnie informacji. Człowiek się uczy każdego dnia.
Bardzo ciekawe jest też grupowe tworzenie mandali, gdy na jednej kartce kilka osób wypowiada się rysunkowo na zadany temat. To jest inspirujące doświadczenie, mamy stały podgląd tego co tworzą inni. A takiemu malowaniu towarzyszą również ciekawe rozmowy. Różne nowe pomysły powstają w głowach uczestników takiego spotkania.
 
Wspólne rysowanie mandali zdrowia
Wspólne rysowanie mandali zdrowia
 

DP: Podoba mi się taki pomysł, na łączenie kilku energii twórczych w całość. Dzięki własnej spontanicznej twórczości poznajesz siebie i odkrywasz nowe obszary swojej osobowości z istnienia których nie zdawałaś sobie sprawy. Jak doszło do tego, że zaczęłaś malować anioły?

KC: Trochę przyczyniła się do tego siostra Magdalena, która uczyła mnie religii w pierwszej klasie szkoły podstawowej, oraz Maciej Bennewicz, autor książek coachingowych. Takie dziwne połączenie.
Moje lekcje religii wyglądały w ten sposób, że za dobre odpowiedzi na pytania zadawane przez siostrę Magdalenę dzieci dostawały w prezencie naklejki w kształcie aniołka. Te naklejki były przepiękne. Każde dziecko chciało mieć taką ozdobę na zeszycie. Dzieci się starały i zgłaszały często do odpowiedzi. Ja też. Na jednej z lekcji wielokrotnie odpowiedziałam prawidłowo na zadawane pytania, aniołek był mi już obiecany. Niestety moja odpowiedź na pytanie kto był ojcem Jezusa przekreśliła wszystko. Wydawało mi się że Józef, wniosek wyciągnięty był pewnie z klasycznego, znanego mi modelu rodziny. To wprawiło siostrę Magdalenę we wściekłość i anioł został mi odebrany, zanim jeszcze do mnie trafił. Przepadł na wiele lat.
Dopiero w trakcie robienia kursu coachingowego trafiłam na książkę Macieja Bennewicza „Coaching czyli restauracja osobowości”, w której jedno z ćwiczeń polegało na namalowaniu swojego opiekuna, czy anioła stróża, nie pamiętam jak to
dokładnie było sformułowane.I wtedy powstał pierwszy anioł – mój anioł.

 

Anioł zamówienie specjalne
Anioł zamówienie specjalne
Anioł liściasty
Anioł liściasty

Anioł dojrzałego mężczyzny
Anioł dojrzałego mężczyzny

DP: Twoją historię można zatytułować: „Moja droga do anioła” ?
KC.: Chyba tak. Kolejny anioł, powstał w prezencie urodzinowym dla mojej przyjaciółki, potem dla mojej mamy. Kiedy zabrałam się za następnego, okazało się że nie mam na niego pomysłu. Po kilku dniach znajomy zapytał mnie czy namalowałabym anioła dla jego mamy. I pomysł natychmiast się pojawił. Wtedy się zorientowałam, że każdy anioł ma swojego właściciela. 
 
 
 
 
DP: Nie ma Anioła bez właściciela?
KC: Może są, ale ja do tej pory malowałam tylko dla konkretnych osób. Powstał też jeden obraz anioła jako opiekuna domu. Czasem osoby, które się do mnie zgłaszają proszą mnie o malowanie w konkretnej intencji. Były już anioły ślubne, narzeczeńskie, był anioł narodzinowy i anioł miłości. Były też dwa anioły równowagi, ale każdy z nich był zupełnie inny. Bo też każdy z zamawiających potrzebował równowagi w innym aspekcie życia. Ostatnio malowałam dla pewnej kobiety anioła w dwóch odsłonach – jeden obrazek był do powieszenia na ścianę a drugi kieszonkowy – taki do torebki, żeby zawsze móc go mieć przy sobie. Ciekawie to wyszło. Jeden był uzupełnieniem drugiego i podpowiedzią na co zawrócić uwagę.
 
 
  
 
DP: Jak dobrze musisz znać daną osobę, aby namalować jej Anioła?
 
KC: Nie muszę znać zamawiającego. Maluję tak jak czuję. To się odbywa na poziomie podświadomości, współodczuwania.
Bywa tak, że dostaję maila z opisem czego dana osoba potrzebuje. A czasem tylko imię i wiek. To mi wystarcza. Nie muszę nic wiedzieć. Wtedy jest pewność że nie dodam niczego z głowy. Maluję też dla ludzi, których znam i w temacie, który dobrze znam. W sumie każde zamówienie jest inne.

 

 

Anioł równowagi
Anioł równowagi
 


DP: Trudno Ci jest się rozstać ze swoimi dziełami?

KC: Z niektórymi bardzo trudno.Zdarza się że obraz z jakiegoś powodu bardzo mocno na mnie działa, budzi emocje. Łatwiej mi się rozstać z obrazami, do których mam stosunek neutralny.

 

fot. Grzegorz Sosiński
DP: Oglądałam komentarze do twoich prac na Facebooku. Zauważyłam że niezależnie od tytułu nadanego przez Ciebie, każdy widzi w nich coś innego?
KC: Gdy zaczynam pracę najpierw szkicuję, potem na płótnie jest już więcej precyzji. Często dopiero po dodaniu kolorów pojawia się to, co jest kluczowe dla danego obrazu. Wtedy zazwyczaj nadaję tytuł, już po zakończeniu pracy, kiedy widzę co wyszło. To są moje skojarzenia. Natomiast każdy z nas ma inne doświadczenia. Te same kształty i kolory wywołują u poszczególnych osób różne reakcje, może poza symbolami ewidentnymi typu serce czy symbol nieskończoności, chociaż z tym też jest różnie. Zawsze jestem bardzo ciekawa kto i co dostrzegł w moich obrazach.
 
 
 
DP: Chciałam zapytać o symbolikę korzeni u twoich aniołów?
KC: Nie mam konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Korzenie różnie się ludziom kojarzą. Najważniejsze jest zawsze to, co znaczą dla właściciela obrazu.

Dla mnie, to ugruntowanie, kontakt z ziemią i światem materialnym, ale także z przodkami. Konary drzewa są odbiciem systemu korzeniowego. Nasze korzenie mają niebagatelny wpływ na nasze życie.

 

Anioł księżycowy
Anioł księżycowy

 

DP: Czy każdy anioł rozwija skrzydła?

KC: Anioł to właściwie metafora. To symbol opiekuna w postaci siły wyższej, również kogoś bezstronnego i życzliwego. Niesie pomoc, pociechę. Bywają takie chwile w życiu, kiedy potrzebujemy silnego wsparcia lub wskazania kierunku.
Powszechnie przyjmuje się, że aniołto postać ze skrzydłami. Moim zdaniem warto jednak patrzeć na całość. Warto skoncentrować się również na symbolach. Nie każdy musi latać żeby mu było w życiu dobrze.Czasem anioł ma korzenie, bo jego właściciel potrzebuje zejść na ziemię.
 
 
 
DP: Jakie jest Twoje największe marzenie artystyczne?
KC: Marzy mi się praca przy bajkowej scenografii. Mam potrzebę stworzenia magicznej, niekoniecznie użytkowej przestrzeni.
Poza tym myślę, że gdzieś czeka na mnie projekt, który mnie zaskoczy i da mi możliwość połączenia i wykorzystania umiejętności architektonicznych, malarskich i coachingowych. Lubię pracować z ludźmi i trochę mi w tej chwili tego brakuje. Praca zespołowa daje czasem więcej możliwości niż samodzielne działanie, pod warunkiem że jest to dobrze dopasowany zespół ludzi, którzy mają ten sam cel.
 
 
 
DP: Czy pracowałaś już wcześniej nad scenografią?
KC: W zeszłym roku miałam okazję pracować przy powstawaniu scenografii teatralnej. Spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Była to sztuka współczesna, realistyczna. A świat baśni to świat bez ograniczeń i dlatego marzę o takim doświadczeniu.
 
 
DP: Mówiłaś ze brakowało Ci kolorów, kiedy pracowałaś w biurze architektonicznym. Czym jest dla Ciebie kolor?
KC: W biurze architektonicznym, robiliśmy bardzo duże projekty: biurowce, galerie handlowe, osiedla mieszkaniowe. To była raczej praca z formą, opracowywanie rozwiązań funkcjonalnych oraz technicznych. Pracy z kolorami było stosunkowo mało. Kolorystycznie wyżywałam się we własnym mieszkaniu. Wielokrotnie zmieniałam barwy ścian. W różnych okresach życia różne odcienie były mi potrzebne.
Kolor jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Jest nośnikiem nastroju, w pewnym sensie opisem rzeczywistości. Jest wywołany nastrojem, ale też można do tego podejść odwrotnie i świadomie wpływać na nastrój zmieniając kolory w swoim otoczeniu. To jest też związane z psychologią przestrzeni Fen Shui.

 

fot. Dominika Jasińska
fot. Dominika Jasińska
fot. Dominika Jasińska

 

DP: Czyli nie poruszasz się w obrębie ulubionej kolorystyki, tylko wybierasz ją w zależności od tego czego potrzebujesz?
KC: Tak, to zależy od chwili. Są takie kolory, które pojawiają się w moim życiu częściej, inne rzadziej lub wcale się nie pojawiają. Ale to się nieustannie zmienia.
 
 
 
DP: Czy pracujesz jeszcze nad jakimiś innymi projektami?
KC: W tej chwili powstaje kalendarz na rok 2014 z moimi mandalami.
Mam też trochę zapytań o możliwość zakupu reprodukcji moich prac w formie plakatów lub pocztówek. Rozważam ten pomysł.
Planuję zorganizować warsztaty kreatywności. Mam na myśli kreatywność szeroko pojętą, taką dotyczącą nie tylko zawodowego życia artystycznego, ale może nawet bardziej życia codziennego. To warsztat o poszukiwaniu nowych niestandardowych rozwiązań także w codziennych sytuacjach. Mamy tendencje do podążania znanymi ścieżkami i stosujemy te same rozwiązania przez lata, a potem się dziwimy że nic się nie zmienia.
To ma być połączenie rysowania, malowania z ćwiczeniami coachingowymi. Nie ma tu znaczenia, czy ktoś potrafi rysować, czy nie. Jeżeli człowiek ma ograniczenia rysunkowe to czasem nawet lepiej, bo nie będzie starał się odwzorować rzeczywistości tylko narysuje to, o co mu chodzi,symbolicznie.Symbole, mają ogromną siłę oddziaływania, sięgają bardzo głęboko, często do źródła problemu. Wtedy jest łatwiej o znalezienie właściwego rozwiązania i pożądaną zmianę.
Być może też powstaną spotkania z mandalami, czyli wspólne rysowanie.
I jeszcze wracając do okręgu, chodzi mi po głowie zorganizowanie kobiecego kręgu.
Póki co rozglądam się za odpowiednim miejscem do spotkań.
 
To może być bardzo ciekawe. Sama z chęcią wzięłabym udział w takich warsztatach!
 
DP: Z czego czerpiesz inspiracje?
KC:Ze wszystkiego co mnie otacza. Im częściej jeżdżę, rozglądam się, tym więcej mam pomysłów. Nie potrafię tworzyć siedząc w jednym miejscu, przy biurku. Chodzi tutaj, o ilość i różnorodność bodźców zewnętrznych. Mój dyskomfort w pracy architekta polegał też na tym, że wiązał się z przebywaniem w jednym miejscu. Okazało się że większość pomysłów pojawia się poza biurkiem. Proces twórczy jest wtedy szybszy i sprawia więcej radości. Nie siedzę i nie wymyślam, tylko robię coś a pomysły same przychodzą do głowy. Dopiero potem siadam i pracuję.
Inspiracją nie musi być obraz. Czasem jest to tekst, który przeczytam, zasłyszana melodia, innym razem jakieś spotkaniu lub zdarzenie. 
 
 
DP: Czy masz jakiś swój ulubiony obraz, oczywiście w obrębie własnej twórczości?
KC:Mam kilka takich które bardzo lubię, ale ciągle pojawiają się nowe. Jest jeden taki, którego nie chcę sprzedać. Przedstawia płynącą wodę i jest w kolorze turkusowym. Pozostałych „ulubieńców”, chętnie puszczę w świat do ludzi. 
 
 

 

fot. Grzegorz Sosiński
DP: Gdzie można oglądać Twoje prace ?
Moje prace można oglądać na moim blogu (http://karalay-karalay.blogspot.com) i na Facebook (https://www.facebook.com/pages/Karalay/494498663907860) oraz, na wystawach w różnych miejscach w Polsce. Obecnie część obrazów wisi w Gabinecie terapii i rozwoju osobistego w Sopocie, przy ul. Kościuszki 11a. Sporo obrazów mam też w domu, nad niektórymi jeszcze pracuje, inne są już skończone i gotowe do pokazania światu.
 
 
 
Czekam zatem na nowe obrazy! Twoja twórczość cieszy, bo masz bliski kontakt ze swoim „wnętrzem” a jest ono piękne i ciekawe. Inspirujesz odwagą w podążaniu za swoim celem i realizacją marzeń. Dziękuję Ci za rozmowę i życzę sukcesów!

Karolina Cegiełkowska – artystka, coach

Rozmawiała – Dorota Pawelec