JAK SIĘ ROZWIEŚĆ W SPOKOJU? – WYWIAD Z CELINĄ SZUMSKĄ

Celina Szumska – Mediator Stały przy Sądach Okręgowych, posiadający specjalizację w zakresie prawa rodzinnego i opiekuńczego oraz prawa cywilnego i gospodarczego. Prowadzi mediacje w sprawach rozwodowych i majątkowych oraz w sprawach cywilnych. Certyfikowany coach i trener rozwoju osobistego.

Pomaga rozwiązywaniu konfliktów rozwodowych związanych z orzekaniem/nie orzekaniem o winie, opieką nad dziećmi i podziałem majątku. Wspiera w odkryciu i przezwyciężeniu barier utrudniających realizację założonych celów. Prowadzi treningi mentalne dla osób w trudnych sytuacjach życiowych i zawodowych, coachingi indywidualne oraz warsztaty rozwoju osobistego

DP: Jak to się stało, że zostałaś mediatorem?

CSZ: Jak patrzę z perspektywy czasu, to wydaje mi się, że szłam tą drogą od dawna. Już jako dziecko potrafiłam rozwiązywać konflikty między dorosłymi. Pewnie tak dla małej dziewczynki było to zbyt wiele, ale dzięki temu po raz pierwszy poczułam, że się w czymś spełniam. Pracowałam kiedyś w korporacji, gdzie zajmowałam się negocjacjami umów w zakresie prawa cywilnego i gospodarczego. Sukcesy dawały mi dużo satysfakcji i po rozpoczęciu pracy na własny rachunek po prostu poszłam w tym kierunku. Lubiłam pracę z ludźmi a pomoc w rozwiązywaniu problemów była moim „konikiem”. W krótkim czasie uzyskałam certyfikaty coacha, trenera i mediatora sądowego. Specjalizację mediacyjną mam w zakresie prawa cywilnego, rodzinnego, nieletnich, prawa pracy i karnego, ale najbliższe mojemu sercu są mediacje rodzinne i cywilne.

DP: Jakie sprawy najczęściej do Ciebie trafiają?

CSZ: Z uwagi na fakt, że mam specjalizację w zakresie prawa rodzinnego i opiekuńczego, oraz prawa cywilnego, to w większości trafiają do mnie sprawy rozwodowe i majątkowe. Prowadzę też sprawy o zachowek albo o odszkodowanie.

DP: Czy łatwo jest rozmawiać o pieniądzach i dokonywać precyzyjnych ustaleń, w momencie kiedy jesteśmy w emocjach rozstania?

CSZ: Jeśli idziemy do sądu, to bardzo często idziemy na wojnę. Wojna niszczy wszystkich. Nieraz słyszę – nie chcę mediacji bo nie chcę już tego małżeństwa. Pamiętajmy, że mediacje to nie terapia! To nie jest próba naprawienia błędów i powrotu do małżeństwa (choć zdarzyło mi się jednak pogodzić rodziców w walce o dzieci, wrócili do siebie a teraz są szczęśliwym małżeństwem). To szybsze rozwiązanie sporu i zawarcie ugody, w której jest określone jak ten spór ma być rozwiązany.

DP: Jakie są korzyści korzystania z mediacji?

CSZ: Przede wszystkim spokojne, szybsze i tańsze rozwiązanie sporu. Pamiętajmy, że prowadzenie procesu to koszty sądowe, adwokackie, koszty biegłych, powoływanie świadków, terminy….. Trzeba się wyposażyć w pękaty portfel i zabezpieczyć odpowiednią dawką leków uspokajających. Niestety to prawda – proces to stres! A w mediacji można tego całego bagażu uniknąć! Największą korzyścią jest po prostu pozbycie się stresu, którego nie da się przeliczyć na pieniądze.

DP: Jaki odsetek spraw udaje się załatwić ugodą?

CSZ: Udaje się ok 95 % spraw doprowadzić do porozumienia. To bardzo duży odsetek, biorąc pod uwagę fakt, że większość z nich, w postępowaniu sądowym, ciągnęłaby się w nieskończoność. Mniej więcej 5 % spraw nie da się doprowadzić do porozumienia, mimo że są wszelkie sprzyjające temu okoliczności i przepisy. Uczestnicy czasem tak twardo stoją przy swoim stanowisku, że nie chcą słyszeć o żadnej ugodzie, nawet jeśli przepisy i dowody nie są po ich stronie. Cóż – trzeba wtedy uszanować takie stanowisko i zamknąć mediacje protokołem bez ugody.

DP:Rozwód bez lęku” to Twój autorski warsztat. Co Cię  zainspirowało do jego stworzenia?

CSZ: Koncepcja szkolenia pojawiła się w związku z licznymi problemami moich klientów związanymi z brakiem podstawowej wiedzy dotyczącej swoich praw. Nie chodzi tu o jakieś wyjątkowo skomplikowane sprawy – chodzi o świadomość praw i obowiązków związanych z najprostszymi sprawami rodzinnymi, opiekuńczymi i majątkowymi.

Chciałam stworzyć program poszerzania świadomości prawnej, tak aby nie pozwolić się skrzywdzić wyłącznie dlatego, że ktoś twierdzi, że może więcej niż faktycznie przepisy przewidują.

Najczęściej prowadzę mediacje zlecone przez kobiety, które nie mają siły do walki o siebie i chcą bez wchodzenia w proces, rozwiązać jak najszybciej swoje problemy. Przejmuję wtedy na siebie kwestie uzgodnień – wiem, że strona zastraszona nie myśli racjonalnie i żyje w stresie.

Miłym zakończeniem procesu mediacyjnego jest uśmiech na twarzach takich kobiet. Są zdumione, że można rozwiązać temat w ciągu miesiąca i w dodatku dostać więcej niż się kiedykolwiek spodziewały.

DP:Czyli jest to warsztat głównie dla osób w sytuacji rozwodu?

CSZ: Dla wszystkich tych, którzy chcą mieć siłę i wsparcie w trudnym czasie rozwodu. Na co dzień nie mają wiedzy, ogarnia ich lęk o przyszłość i świadomość braku znajomości prawa. Warsztat jest prowadzony prostym i zrozumiałym językiem. Przechodzimy od pracy nad sobą i zwiększeniem świadomości siebie i problemu – do uświadomienia kruczków prawnych, z których można korzystać podczas rozwodu, a które nie są powszechnie wykorzystywane z powodu ich nieznajomości. Stąd bierze się „władza” jednej strony nad drugą i częste wypowiedzi „ja cię zniszczę”. Nie można dać się zniszczyć – trzeba się dowiedzieć jakie mam prawa i co może druga strona. Trzeba się nauczyć pracy nad sobą, żeby nie dać się ponieść emocjom. Wówczas z pewnością obejdzie się bez tabletek uspokajających w czasie rozwodu.

DP: Czy uczestnicy zyskają jakieś umiejętności oprócz wiedzy prawnej?

CSZ: Na pewno jak dodać sobie siły i przetrwać spokojnie ten czas. Pozwoli to na wiarę w siebie i świadomość podejmowanych kroków. Rodzice dowiedzą się również jak wspierać dzieci w trakcie rozwodu i jak stworzyć przyjazny plan opieki. Poznają też tajniki mediacji, aby szybko i sprawnie doprowadzić do zamknięcia sporu z korzyścią dla siebie.

DP: Dziękuję za rozmowę.

CSZ: Dziękuję.

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • Niestety większość par nie potrafi dobrze się rozstawać, już nie mówiąc o tym, że rozstania mogą być piękne i korzystne dla obojga. I wcale nie trzeba być później śmiertelnym wrogami.