„In vitro. Jak się miewa miłość kiedy życie powstaje w szkle?” – wywiad z Anną Brzozowską

In vitro, rodzicielstwo, macierzyństwo, babski blues dorota pawelec

 

Anna Brzozowska –  od 20 lat  pracuje z dziećmi i ich rodzinami po trudnych porodach. Wspomaga dzieci z niskim i wysokim napięciem mięśniowym, asymetrią ułożeniową, dzieci pobudzone i bardzo wrażliwe. Przygląda się problemom ze snem i jedzeniem, zarówno pod względem mechaniki ciała jak i  jako pochodną tego, co dzieje się w rodzinie. Posiada wiedzę z zakresu rehabilitacji, oraz Terapii Neurorozwojowej NDT Bobath,  Integracji Sensorycznej I i II stopnia, terapii czaszkowo-krzyżowo biodynamicznej, metody Nowych Ustawień Systemowych Berta Hellingera. Pracuje  również jako psycholog, mediator i terapeuta.

 

Dorota Pawelec : Rozmawiamy dziś o in vitro…

Anna Brzozowska: Przez ostatnie 10 lat odwiedzam dużo rodzin , które stają do decyzji in vitro bądź mają dzieci w ten sposób poczęte. Pracują przy tym odpowiednie dynamiki, o których chcę opowiedzieć , a właściwie do których opowiedzenia namawiają mnie sami rodzice…którzy to przeszli sobą… i …w sobie …

Mówią : nikt nie patrzy na rodzinę jako całość…Dlatego ja patrzę…

Cel: Cel mieć dziecko ! Czy tu ktoś patrzy na dziecko ? Czy raczej na pustkę macierzyństwa i ojcostwa ?Na pustkę tej kobiety i tego mężczyzny ? Co jest w tej pustce ? Jaki charakter ma ta pustka ? Mężczyzna staje w swoim ojcostwie kiedy jest widziany przez swojego ojca. I jest tam synem. Kobieta wtedy, kiedy może do swojej mamy…i tam jest córką.

D. P.: Jak się ma miłość do in vitro?

A. B.:  IN vitro znaczy „w szkle”. Na świecie jest 5 milionów ludzi z in vitro. W Polsce ta metoda funkcjonuje od 25 lat i nie ma jeszcze statystyk. Można to zataić.

María Victoria Heredia Reyes

D.P.: Podstawową więzią dla kobiety i mężczyzny jest seksualność, namiętność, to cement który łączy – dotyk i miłość.

A. B.: Gdy dziecko nie przychodzi jest planowane. Zapraszane do życia inaczej. Powstaje „w szkle” Taki jego los.

D. P.: Dziecko nie chce przyjść bo nie ma cementu?

A.B.: Tak. Ten cement to więź. Miłość. Czasem nie chodzi o tę konkretną parę. Czasem chodzi o inną , na którą na poziomie duszy patrzą Ci potencjalni rodzice. Na jakiś los…kogoś kto stracił dziecko, bądź zostało mu odebrane, albo płaci swoim brakiem posiadania, bo np. kiedyś jego babka wykonywała aborcje.

D.P.: A z poziomu fizycznego ? jakie to jest ? Jak to zobaczyć ?

A.B.: W in vitro pracuje sporo przekraczania granic w różnych aspektach. Występuje wiele przesunięć. Jeśli kobieta ma mężczyznę to on ją bierze. Bierze i trzyma mocno w ramionach. Chcę ją całą. Inny nie może podejść . Nawet nie próbuje. W in vitro mamy nasienie partnera tej kobiety lub nieznanego dawcy. Kiedyś robiłam taką pracę ustawieniową gdzie kobieta stanęła z 6 zarodkami, które miała po połączeniu się ze spermą nieznanego dawcy….a równolegle z nią stanęła babcia i 6 żołnierzy , którzy zgwałcili babcię przechodząc przez front… Partner tej kobiety patrzył na męża babci-dziadka, który musiał iść na wojnę i ją opuścił. Oni tak płakali…razem…w objęciach…, jeden, że nie mógł ochronić swojej kobiety, a drugi, że nie może jej dać życia, by je niosła od niego. To była bardzo poruszająca praca. Jeden i drugi sracili swoją kobietę…i w pewnym sensie swoją męską godność…

D.P.: Dla wielu to pewne trudne do zrozumienia ?

A. B.: Powiem szczerze, że nie…Coraz częściej ludzie rozumieją tego typu patrzenie na sprawy, na ich życie. Są zmęczeni poszukiwaniem, wyczerpani logiką , która nie daje ulgi i spokoju…

D. P.:  Na przykład tekstem lekarza: wyjedźcie , odstresujcie się i wtedy zróbcie dziecko?

AB.: Tak, na przykład. Wyjeżdżają , a temat jedzie razem z nimi. Seks w dni płodne, ale mało tego…o określonej godzinie… Czy tam można mieć orgazm ? A orgazm to olbrzymia dawka energii dla dziecka. To element: życie i śmierć. To znaczy szczyt.

D.P.: A jak się ma do tego zaburzenie napięcia mięśniowego u dzieci ?

A.B.: Trzy czwarte dzieci w dużych miastach ma wspomaganie motoryczne przez fizjoterapeutów.

D.P.: Teraz dzieci mają problem z niskim napięciem mięśniowym. Trzeba budować struktury jak rusztowanie, rozpakowywać z emocji powięzie, rozprężać oddech. Te dzieci mówią za rodziców swoim ciałem: dużo tu, trudno, ciężko.

A.B.: W rodzicach jest dużo kontroli, a kontrola to: „staciłem/am miłość”. Kogoś nagle. Kogoś ważnego, mamę, brata, dziadka…Całe ciało jest w napięciu, gotowości do zaangażowania w skupieniu przed zebraniem mocy do nagłego zagrożenia. Tam nie ma miękkości, spokoju, oddania. Są to również dynamiki, gdzie nie było można do mamy…być przy niej tyle ile można. Leżeć jako dziecko, być karmionym w bezpieczeństwie i zaopiekowaniu. To te wszystkie wyrywane dzieci do mycia i ważenia po porodzie…

D.P.: Jak to jest z systemem rodzinnym w in vitro ?

A.B.: System to rodzina. Tu rodziną jest : kobieta -od niej komórka jajowa, mężczyzna -od niego plemnik, lekarz, pielęgniarka, laborant, kierowca, który wiezie spermę. Oni tu razem. W służbie życia. W tworzeniu człowieka.

D.P.: Co się pokazuje u par, mających trudności z zajściem w ciążę i decydujących się na in vitro ?

A.B.: Pierwsze pytanie , które stawiam ludziom na konsultacji w takiej parze to , czy im się w ogóle chce żyć ? Czy Ci się chce żyć ? Tobie samej i Tobie samemu? I to widać po ciele…gdzie patrzą…jak oddychają, jak się ma głowa i jak pracują obręcze w ciele. Ja to widzę. W oczach tez to widać, w energii, w ubraniu. Potem pytam jak im razem. Czy muszę znać odpowiedź ? To widać… Często jest coś takiego w związku, że trochę patrzą na siebie, a trochę poza. Pytam o byłe związki. I wreszcie czy mogli do mamy, a szczególnie do taty…

Liane Metzler dziecko in vitro babsk blues

Potem słucham siebie, w którą stronę mnie pochwyca temat… i tam się kieruje z pracą …

D.P.: Dziecko zorganizuje życie i wypełni pustkę ?

A.B.: Czasem widzisz od razu, że to dziecko „ratownik”. W planie, celu… tego dziecka jest: zadanie, bycie użytecznym. I tak staje do życia: możecie mnie użyć. Po pierwsze „rozweselić mamę” , dać jej motywację, by chciało jej się żyć. Staje się bohaterem w sensie emocjonalnym, pełne jest idei i misji.

Kiedy patrzę na taką parę, to oni w ogóle nie patrzą na siebie. Tylko na dziecko. Mama nie ma w ogóle przestrzeni osobistej, gdzie może się realizować, spełniać się , karmić , fascynować czymś, zajmować w sobie i rozwijać…..

D.P.: Dziecko staje się potem wymówką do tego aby żyć ?

A.B.:Tu jest podwójny komunikat: ciężko mi w macierzyństwie i gdyby nie Ty to….hohoho….ale i drugi : nadaje mu wartość. Ta para bez dziecka miałaby trudno. To tak jakby oni się opierali na nim. A to dla niego za ciężkie. Ono tego nie wytrzymuje.

D.P.: Z jakimi problemami wtedy spotykają się rodzice ?

A.B.: Dochodzi do zaburzenia rangi. Dziecko jest na wysokości. Oni dorośli niżej. Dziecko co powie to święte, decyzyjne, bierze odpowiedzialność. I jest wściekłe, agresywne. Mówi sobą w duszy: chcę być mała/y…,a z drugiej strony rośnie w siłę …, bo biorąc ciężary „rośniemy”emocjonalnie. A rodzice bez ciężarów (odpowiedzialności) zostają mali…..

D. P.: Co się jeszcze dzieje w in vitro ?

A.B.: Każdy myśli, że in vitro to cyk i jest ciąża. A potem tylko albumy rodzinne z balonami i tortami….

A to są badania, lęk, stres, leki, wspomaganie. Wszystkie narządy w przyspieszeniu….nienaturalnie. Pracowałam ostatnio z kobietą, która miała niedrożny jajowód. Pracowałam metodą Cichych Ustawień Rodzin. Postawiałam kobietę i jej jajowód. On, ten jajowód, jako jej żywa część patrzyła z porozumiewawczym: Nie , to nie dla Ciebie. A kobieta stanęła do walki z nim…Nie słuchała ciała. Postawiłam leki i zabiegi , one zaczęły bombardowanie, rozkręcanie, jajowód się bał, kurczył, tracił siły , płakał i był wściekły…wygrał, nie dał się udrożnić. Po czasie postawiłam nowego mężczyznę i miłość . Na Sali od razu zrobiło się lekko…miłość zaczęła tańczyć wokół jajowodu, a on jej ufał i się rozprężał, aż w końcu stanął i otworzył ramiona w gotowości na dziecko…

Takie to cuda…

D.P.: W takich związkach często ludzie się schodzą i rozchodzą ?

A.B.: Tak. Tam jest wiele ukrytych dynamik , od konfliktów narodowych przez inne sprawy damsko-męskie, nieżyjące rodzeństwo, często tez bliźniacze. Tam jest : TAK i NIE w jednym. Ale jest też cała masa miłości…bardzo tam trudno. Czasem kiedy dochodzi do apogeum, co może zasygnalizować dziecko, jakimś wydarzeniem na krawędzi życia i śmierci, rodzice zaczynają już w swojej bezsile i wyczerpaniu zbierać gotowość do patrzenia na siebie i swoje życie, sprawy…,korzystają z pracy systemowej… i zaczynają być w ruchu ku…sobie. Czasem to znaczy rozstanie. Bo okazuje się , że wspólny mianownik , w którym stali traci już rację bytu, a miłość podpływa skąd inąd…  Obserwuję takie rozstania… obserwuję potem jak się mają oni i ich dzieci… lepiej. Tam zaczyna panować spokój i dużo wdzięczności i miłości w tej parze ciągle do siebie. To pięknie płynie do ich wspólnych dzieci.

D.P.: Co jeszcze się pojawia przy in vitro ?

A.B.: Pojawia się kwestia migracji plemników. Wkłada się je do maszyny wprawiając je w ruch , tak żeby odsiać te najsłabsze, a zostawić najmocniejsze. Miałam na terapii parę rocznych dzieci, które bez przerwy się kręciły i nie wiedziałam skąd to jest. Można by oczywiście domniemywać zaburzenia integracji sensorycznej i układu przedsionkowego, ale szukam dalej… i widzę, że plemnik był skołowany i dzieciak jest skołowany. Takie to niby patrzenie, że ADHD… Facet, ojciec tego dziecka popatrzył na swoją spermę, a potem na życie jako takie i zdolność do stawania przy tacie, a to pociągnęło dalej do jego nienarodzonym 4 braci…

D.P.: A jak to jest z poronieniami po in vitro?

A.B.: To strata, ból…wymaga żałoby, opłakania i przyjęcia do systemu. Inaczej poronienia są przy następnym dziecku żyjącym. Przy nim pracują. Dziecko się nimi opiekuje jak matka. Nie pozwala sobie również na sukces, bo tamtym się nie udało to i jemu nie może. Matka ma ruch naddawania, zawłaszczania i kontroli takiego dziecka. Bojąc się znowu straty…

Ryan Wilson

Czasem temu dziecku nie wolno nawet zapłakać. Ja to widzę od razu….dysfunkcyjne, zatrzymane i bardzo wrażliwe dziecko, które najczęściej ma problemy z praksją, czyli tzw. planowaniem czynności. Bo w duszy musi zająć się wieloma… i przysłowiowo mówiąc: nie wie w co ręce włożyć, tyle roboty…i zmęczone…

D. P.: A kiedy sperma pochodzi od innego dawcy?

A.B.: Najczęściej para się rozchodzi. Ktoś trzeci wchodzi w parę. I jest przecież obecny, w dziecku. To dziecko ma jego jakości, biologicznego taty, pokazuje sobą niewidzianego, nieznanego człowieka. Matka patrzy na to dziecko i trudno mu do niego. Trudno jej z więzią. W połowie w tym dziecku jest NIEZNANE jej. Facet tego nie wytrzymuje. Szuka innej kobiety.

W dziecku pracuje dużo tematów w : NIE WIEM. Pytasz , a ono stoi i patrzy , nawet kiedy temat jest oczywisty, często jest „nie wiem”. Bo nie wie, kto jest jego ojcem.

Problemy dotyczą słuchu , jakby kanał komunikacyjny między tą kobietą, a tym mężczyzną był niesłychanie długi. Mówienie, a przetwarzanie słuchowe to zupełnie dwie inne bajki. Dużo tam fantazji, kłamstw, mataczenia, niedomówień, przekręcania wątków, zdarzeń. Czyli to wszystko co od początku przy dziecku pracuje : podstawiony tata.

Tak jak byś mówiła do człowieka w szkle. Mówisz, a on nie słyszy…

D.P.: Czyli ojciec odchodzi …

A.B.: Tak. Często też nie płaci alimentów. Czuje, że to nie jego sprawa…

Płaci za wszystko matka. Tu się wtedy pytam: czyj był pomysł na in vitro ?

D.P.: Jakie jeszcze może być tło w in vitro?

A.B.: Kiedyś miałam taką pracę … Służąca urodziła dziecko wielmożnemu Państwu. A przyszli do mnie na ustawienia z zupełnie z czymś innym. Przyszli z traceniem pieniędzy. Z bogaczy weszli w duży ruch strat. Okazało się , że pochodzą od biednej służącej w połowie i w połowie od księcia prawie. Ta kobieta była nieuznana, nieuszanowana. Wszyscy się jej pokłonili. Dynamika strat się uspokoiła. A mnie pociągnęło do ruchu, by zaproponować im fundację jeszcze jakąś, by w ruchu wyrównania dawali na jakiś cel. Zadzwonili do mnie po czasie, że pieniądze płyną, a oni już inaczej się mają i inaczej też traktują pieniądze… z szacunkiem. Patrzą na pracowników z szacunkiem …, tych podrzędnych, niewykształconych też. I nawet siostra jednego z szefów wyszła za mąż za kierowcę i jakoś normalnym to się wydało, a kiedyś niepomyślenia…

D.P.: Jak wyglądają relacje rodzinne kiedy jest adopcja ?

A.B.: Nie ma reguły. Każda rodzina ma inaczej. Bierze dziecko z jakimś zamiarem. Jedni dla misji ratowania, inni wypełniają sobie życie, jeszcze inni w zbiegu okoliczności zdarzeń rodzinnych. Tam jednak gdzie jest mataczenie i wchodzenie za matkę i ojca jest źle… Dziecko pochwyca lojalność sumienia rodziny biologicznej. Chce do nich, tak jak oni…, szuka towarzystwa, imprez… tego podobnego. Im więcej prawdy, tym w tym więcej siły i bogactwa. Dziecko może zasilać się z jednych i drugich rodziców. Oczywiście to łatwe nie jest , wystać w tym, ze jest się opiekunem nie matka i ojcem…

Michał Parzuchowski

Kiedy przychodzi mi pracować ustawieniowo z adopcją widzę ruch pogardy do matki biologicznej. Nikt nie widzi jej kosztów, tego jak ona się ma kiedy podejmuje tę decyzję: oddać dziecko. Jak wiele kobiet robi aborcję…..szybko, łyk tabletkę: nie ma, zapomniałam. A ona utrzymuje je przy życiu. Mimo wszystko. Miałam kiedyś taką mocną pracę. Dziecko stało między dwiema matkami, nie mogło pójść do matki adopcyjnej. Zawieszona tak przez 14 lat. Kiedy matka adopcyjna pokłoniła się przed biologiczną dziękując za możliwość przeżycia rodzicielstwa, dziecko poszło. Zaufało. A matka biologiczna w zaufaniu oddała, puściła. Szacunek rozdziela. Ta sama matka biologiczna, kiedy dziecko stało słabe, powiedziała: Ciesz się , kurwa, że żyjesz. Dziecko od razu się wyprostowało, uśmiechnęło, odetchnęło. I powiedziała „ Taak, a resztę zrobię sama” . Szczęśliwa…

Jakiś czas temu rozmawiałam z kobietą, która opowiedziała o swoim facecie, którego matka oddała do domu dziecka. Dwoje dzieci zatrzymała, a dwoje oddała. Nie miała podstawowych środków do życia. Zapytałam ją: a jak myślisz , to była łatwa decyzja ? Musiała przecież się jakoś z tym mieć i to wytrzymać. Pewnie oddała najsilniejszych…dadzą radę…

To zaskakujące, jak patrzenie z kierunku człowieka uwalnia…..

D.P.: Coś na koniec ?

A.B.: Tak… Nic nie jest oczywiste…

Rozmawiała: Dorota Pawelec

Zdjęcia: www.unsplash.com