Córka Manifestor – wyzwanie wychowawcze

Human Design System to bardzo szczegółowa analiza natury człowieka na poziomie świadomości i podświadomości. Określa ona jaka strategia podejmowania decyzji jest spójna z naszą indywidualną naturą.

W ogólnym zarysie, według Human Design, ludzie dzielą się na cztery typy, które posiadają różne sposoby podejmowania decyzji i mają do spełnienia inne zadania w życiu. Takimi typami są Generator, Manifestor, Projektor i Reflektor.

W pierwszym artykule „Manifestujący Generator” wyjaśniałam swoją własną strategię działania i podejmowania decyzji. Jest tam też więcej na temat samego Human Design, dlatego gorąco polecam przeczytać ten artykuł w pierwszej kolejności. Cykl ten powstaje we współpracy z Anną Rybaczyńską, która jako jedna z nielicznych zajmuje się tą dziedziną w Polsce. Ania zajęła się analizą merytoryczną tekstu oraz analizą danych, na podstawie których napisałam artykuł. W tej części pokażę strategie mojej córki Mai, która jest Manifestorem. Odniosę się do cech charakterystycznych dla tego typu osobowości, a także do wyzwań, z którymi miałam do czynienia jako rodzic.

Każdemu z nas jego własny sposób patrzenia na świat wydaje się tak cholernie dobry i oczywisty, że przenosi ten filtr na innych. Nie zauważamy tego, że każdy z nas ma swoją własną drogę rozwoju, własne cienie do przepracowania. A także to, że jest jedynym i niepowtarzalnym talentem w swojej dziedzinie. Fakt ten staje się powodem naszych największych problemów tzw. „wychowawczych” oraz relacyjnych. Bo gdyby go nie było, to nigdy przenigdy nie skrytykowalibyśmy nikogo. Przestalibyśmy obgadywać swoich kolegów, sąsiadów, a nawet polityków:). Zajęlibyśmy się własnym potencjałem, a nasze dzieci mając takich rodziców, dorastałyby w poczuciu własnej wartości, akceptacji i zrozumienia wyrażając przy tym ich własny geniusz.

Dziecko nie jest biletem na loterię dla rodzica czy laurką, którą może się chwalić w towarzystwie. Analogicznie jest w szkołach. Co by było gdyby szkoły zamiast kłaść nacisk na współzawodnictwo i kształcenie klonów ukierunkowano się na zrozumienie różnorodności swoich uczniów? Tam u dzieci nie szlifuje się umiejętności dostrzegania i pielęgnowania własnych talentów, tylko obarcza się tym, w czym jest im najtrudniej. To co, że jesteś genialny z przedmiotów humanistycznych, skoro matematyka jest Twoją piętą Achillesową? Więc co się dzieje? Uczą Cię matmy na siłę w ramach godzin wyrównawczych, a Ty rośniesz w poczuciu, że coś z Tobą nie tak. Zanim zechcesz nauczać własne dzieci, naucz się być sobą, poznaj własną drogę, zrozum siebie do granic poznania. Dopiero wtedy możesz wychowywać.

Mam troje dzieci. Każde z nich jest niepowtarzalne i jedyne. Ale w pewnym sensie każde z nich jest mną.

Manifestor

 

Manifestor

Manifestory mają dostęp do niesamowitej mocy, która pojawia się u nich jak grom z jasnego nieba. Cały sekret polega na tym, aby ta siła po pierwsze nikogo nie przestraszyła, a po drugie została skierowana na budowanie czegoś wartościowego. Skąd ta siła u Manifestorów? Mówiąc językiem Human Design, Manifestorem jest się wtedy, gdy ośrodek, który jest motorem – są cztery motory – ale nie ośrodek sakralny, ma połączenie z gardłem, czyli ośrodkiem manifestacji i transformacji. U Mai motor siły woli ma bezpośrednie połączenie z gardłem.

U mnie wszystkie ośrodki są pełne, czyli zakolorowane. Maja ma aż cztery ośrodki puste, czyli białe, w tym oczywiście ośrodek sakralny. Oznacza to, iż energię witalną czerpie od innych. W towarzystwie Generatorów, Manifestor będzie wręcz buzował energią. Taka osoba może nawet nie czuć kiedy jest zmęczona. Dlatego jedyną szansą na regenerację jest oddzielenie siebie od innych. Dla Manifestora izolacja i samotność jest niczym kojący plaster miodu. I tu pojawia się wyzwanie – jak kochając samotność nie stać się odludkiem? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dalszej części artykułu.

maja2

Zacznę od tego, że aura Manifestrorów jest wyjątkowa. Im bliżej ciała tym bardziej się zagęszcza i oddziela ich od otoczenia jak pancerz. Oznacza to, że w pewnym sensie samotność jest ich sposobem na życie. Nie oznacza to jednak zupełnej izolacji. Na przykład Maja, mając niesamowity zmysł obserwacji potrafi szybko wyciągać błyskotliwe wnioski, ale ma też skłonność do ostrej krytyki. Moja córka ma też bardzo silne poczucie tego kim jest i łatwo to demonstruje. Ma przy tym ogromną siłę woli, bo jej główny motor energii połączony jest bezpośrednio z gardłem.

maja3

Manifestor może więc inicjować wspaniałe projekty, wprowadzać w czyn błyskotliwe idee. To co czyni Maję Manifestorem to aktywacja pomiędzy siłą woli, a gardłem (dla ciekawości nazywa się ona kanałem pieniędzy). Maja lubi, a wręcz kocha posiadać i mieć sprawy pod własną kontrolą. Jej projekty to ‘one woman show’ – ‘przedstawienie jednego aktora’. I jeśli ktokolwiek spróbuje jej w tym przeszkodzić, wzbudzi w niej gniew i złość, które często i z łatwością zostają wyrażone zewnętrznie. A chodzi o to, żeby Maja miała poczucie wewnętrznego spokoju oraz przestrzeń do robienia tego co chce. I czuć, że bycie niezależną jest ok. Maja nie jest stworzona do bycia kontrolowaną i nie znosi tych, którzy mówią jej co ma robić. Jak więc być rodzicem czy nauczycielem takiego dziecka? I nie drżeć, że coś jej się stanie w jej dziecięcym jeszcze braku doświadczenia?

Strategia działania Manifestora

Cała tajemnica polega na tym, żeby Maję od początku uczyć zasad dobrego wychowania: dziecko Manifestor musi mieć zakodowane, że powinno pytać o pozwolenie zrobienia czegoś. Będąc tak niezależną z natury nie jest to bynajmniej dla niej takie oczywiste! Natomiast jako dorosły Manifestor, Maja powinna informować otoczenie przed podjęciem działania. To uspokoi ludzi, z którymi ma do czynienia i stworzy jej tę konieczną strefę niezależności do robienia tego co chce. Aby nie czuć izolacji i osamotnienia, musi podjąć pierwszy krok i wyjść z pancerza swojej aury. Jeśli Manifestor podejmie działanie bez informowania o tym ludzi ze swojego otoczenia, spotka się z oporem i podejrzliwością innych, co w nich samych zrodzi poczucie niezrozumienia, ograniczenia, złości i niepotrzebnego stresu.

Oczywiście informowanie kogokolwiek nie jest komfortowe dla Manifestorów. Może to początkowo budzić ich wewnętrzny opór na zasadzie „to ja wiem co jest dla mnie najlepsze, a inni nie będą mi mówić co mam robić.” Jednak, gdy tylko zaczną informować, szybko przekonają się, że jest to najlepszy sposób na to, aby uspokoić ludzi i zdobyć sobie pole do swobodnego działania. Faktem jest, że dla Manifestorów to jedyna droga, a nagrodą będzie stan do którego dążą: poczucie świętego spokoju.

Choć Manifestory są najszczęśliwsze, gdy są pozostawione samym sobie, to muszą nauczyć się współdziałać. Aby przetrwać, mieć akceptację i móc się realizować. Stworzy to w konsekwencji poczucie bezpieczeństwa i swobody im samym oraz ludziom z najbliższego ich otoczenia.

Oczywiście byłoby śmieszne, gdyby Manifestor musiał informować każdego. Chodzi tu bardziej o to, aby robił to w stosunku do osób najbliższych i tych włączonych we wspólne działania.

Kiedy uda im się to zrealizować są w stanie przerwać skostniałe formy, aby dać światu coś wyjątkowego. Jeśli Manifestorom umożliwi się właściwy poziom wolności, będą one naprawdę w stanie ujawnić swoje unikalne cechy i przyczynić się do postępu.

„Trudne dziecko” czy „trudny rodzic?” – czyli moja córka jest Manifestorem

Bycie mamą Manifestorki było dla mnie wyzwaniem od samego początku. Jednak im mniej rozumiałam na czym polega „zadra” naszych wspólnych relacji, tym powstawał większy mur pomiędzy mną, a moją córką. W naszym przypadku, cała trudność polegała na tym, że moje stany emocjonalne odbijały się w moim dziecku i dawały ujście w potoku słów wypowiadanych w sposób natychmiastowy i niekontrolowany.

Werbalne wyczyny Mai często były krzywym zwierciadłem moich własnych emocji. Oczywiście tylko w stanach mojej własnej frustracji, melancholii i cierpienia. Kiedy chciałam się otulić ciepłym kocem i o czymś zapomnieć, przychodziła Maja i w najbardziej okrutny sposób potrafiła wypowiedzieć tylko jedno zdanie, po którym miałam ochotę udusić się pod tym kocem. Nie raz zastanawiałam się, skąd ona to wie… Skąd u małego dziecka taka przenikliwość w werbalizowaniu tego, co rodzic wypiera?

Teraz wydaje się to dla mnie proste i zrozumiałe. Maja ma cztery otwarte ośrodki, będące lustrem moich, które są wypełnione, w tym tego oddziałującego najsilniej i najboleśniej jednocześnie: splotu słonecznego, czyli ośrodka skupiającego całe spektrum naszych emocji. Maja w sposób naturalny odbija moje stany emocjonalne. Jednak jedną sprawą jest coś widzieć, a drugą świadomie sprawiać przykrość swoim bliskim. Maja ma szczególne predyspozycje do widzenia błędów i niedoskonałości i bardzo chce je korygować i naprawiać. Rzecz w tym, żeby nie krytykowała i nie raniła bliskich, a dostrzegała błędy systemów. Rolą rodziców Manifestora jest uczenie ich konstruktywnej krytyki, rozróżniania i zrozumienia.

Na przykład: „Skąd pochodzi problem człowieka, którego krytykujesz? Jak myślisz, co pozwoliłoby pomóc rozwiązać jego problem?”

Jest to również nauka dobrych manier. Z dzieckiem Manifestorem nie ma dyskusji w momentach wybuchów jego złości. Jedynie co może zrobić rodzic, to wysłać dziecko do swojego pokoju i wrócić do rozmowy kiedy opadną emocje. To jedyny sposób, aby uczyć dziecko autorefleksji. W innym przypadku dziecko nauczy się walki, bo zawsze znajdzie milion argumentów na to co mówisz. Pamiętajmy, że energia ma być skierowana na rozwiązania, a nie na krytykę.

Jaka jest więc najlepsza terapia dla tzw. „trudnych dzieci”? Moja konkluzja to świadomy i spełniony rodzic. Zacznijmy sami się zmieniać, a pierwsze rezultaty pokażą nam nasze dzieci.

Maja jest też estetką i wzrokowcem. Akceptuje wszystko to, co ładne, nowe i równe. Jej chęć posiadania rzeczy materialnych jest bardzo silna. Odkąd pamiętam zawsze czegoś chciała i wcześniej czy później cel został zrealizowany. Ludziom nieustannie przydarzają się nietrafione prezenty na Gwiazkę czy urodziny, jednak u Mai zawsze były trafione w dziesiątkę. Cała rodzina nieustannie wysłuchiwała listy jej pragnień. Wyzwanie polega też na tym, aby nauczyć dziecko pewnej rozwagi i cierpliwości, po to, aby w przyszłości jej zakupy nie stały się kompulsywne.

Największym dla mnie zaskoczeniem była modalność spożywania posiłków mojej córki. Był bowiem czas, że Maja codziennie jadła ziemniaki, a potem całymi tygodniami tylko naleśniki. Dzień w dzień. Oczywiście, że mnie to martwiło, ale dziecko tak silnie komunikowało swoje potrzeby, że nie było innego wyjścia jak codziennie obierać kartofle. Okazało się, że jest to jak najbardziej właściwy dla niej sposób jedzenia. Nie ma tu niebezpieczeństwa niedożywienia, a wprost przeciwnie: jedzenie staje się czystym paliwem, dobrze strawionym i wykorzystanym przez organizm. Bo akurat system trawienny Mai nie jest w stanie radzić sobie z różnorodnością posiłków. Im jedzenie bardziej monotonne, tym lepiej będzie trawione odżywiając jej organizm i mózg. Dodatkowo taka powtarzalność przekłada się na inne obszary życia, bardziej natury psychologicznej. Daje jej poczucie spokoju i bezpieczeństwa. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdy z nas instynktownie wybiera to, co mu służy. A jednocześnie przypomniała mi się cała rzesza ludzi stosujących przemoc gastronomiczną wobec swoich bliskich.

Jeśli kogoś kochasz, to pozwól mu być sobą i daj mu wolność. Daj mu bliskość i zrozumienie a nigdy nie zejdzie na złą drogę. Jeśli stracisz go z oczu, to zrozum, że ma prawo uczyć się na własnych błędach. Swoją podejrzliwością tylko podcinasz mu skrzydła. W przypadku Mai niepowstrzymywanie jej przed właściwym manifestowaniem jest konieczne, aby wyrosła na pewną siebie kobietę nie bojącą się działać i żyć pełnią życia. Bo paradoks polega na tym, że powstrzymując Manifestora czynimy go Generatorem, który czeka aż coś do niego przyjdzie, a to wielki błąd i wypaczenie ich prawdziwej natury.

Teraz mi łatwiej, bo dostałam skrojoną na miarę ‘instrukcję obsługi’ najpierw siebie, a teraz Mai. Rozumiem jak się od siebie różnimy i jaki mamy na siebie wzajemny wpływ. Ta wiedza daje mi uwalniające poczucie, że widzę moje dziecko inaczej i pełniej. A to daje mi to więcej niż nadzieję, że z moją córką będzie mnie łączyć nie tylko to najbliższe pokrewieństwo, ale szczera przyjaźń, akceptacja i prawdziwa miłość na całe życie.

 

ann-rybaczenska

Pierwszą część z cyklu Human Design przeczytacie w artykule „Manifestujący Generator”

Anna Rybaczyńska: „Human Design odkryłam w 2000 roku podczas moich studiów w Anglii. W magazynie, którego ani wcześniej ani później nigdy nie kupiłam, trafiłam na intrygującą tabelę pokazującą analogie pomiędzy kodem genetycznym a starożytnym systemem I’Ching. Wkrótce potem zaczęłam uczestniczyć w pierwszych w Wielkiej Brytanii seminariach fundatora systemu, Ra Uru Hu. Później uczyłam się różnych specjalistycznych aspektów tej nowej dziedziny w Austrii, Niemczech i Hiszpanii.
Teraz udzielam konsultacji dla osób indywidualnych i firm w Polsce, Wielkiej Brytanii i Australii.

W Australii przygotowujemy eksperymentalny program zatytułowany „Unique Leadership”. Będą to zorientowane na rzeczywisty projekt zajęcia adresowane do wyselekcjonowanej grupy siedemnastolatków, przyszłych liderów. Celem tego przedsięwzięcia jest stworzenie takiego zespołu, w którym oprócz nabytych umiejętności, każdy z uczestników będzie miał szanse zaistnieć w naturalnej dla siebie roli zgodnie z jego genetycznymi predyspozycjami. Więcej informacji na stronie:  www.poznajsiebie.eu

Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on LinkedInShare on Google+
  • Ciekawy i bardzo trudny artykuł. Chyba pasuje do mojego syna, wiele kwestii się zgadza. Zapisuję i przeczytam jeszcze raz bo trzeba tu niewątpliwie przysiąść i przemyśleć treść

    • Jeśli Cię to interesuje to warto zrobić analizę dla swojego dziecka indywidualnie. Pozdrawiam serdecznie!

  • Ha , sama nie wiem, co napisać. Staram się unikać tego rodzaju systemów, klasyfikowania ludzi i funkcjonuję chyba bardziej intuicyjnie. Choć nie do końca jestem na nie. Jeśli to pomaga w jakiś sposób. Myślę jednak, że do wielu wniosków, z tych, o których opowiedziałaś, można dojść samodzielnie obserwując i słuchając, ale tak jak mówię, jeśli komuś to pomaga, to, jak najbardziej.

    • To oczywiście dobrowolne. To dobry punkt wyjścia dla osób zainteresowanych autorefleksją.

  • Jestem raczej za obserwacją, ale z ciekawości chyba zweryfikuję rodzinę w oparciu o ten Generator 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ciężko mi jakoś sensownie to skomentować. Nie znam tego Generatora i tej koncepcji, nigdy nie zagłębiałam się zbyt szczegółowo w tego typu analizy. Nie wiem do końca, czy mnie to przekonuje – musiałabym pewnie trochę nad tym posiedzieć, przestudiować więcej materiałów i zdobyć szerszą wiedzę na ten temat.