Alkohol, związki, tęsknoty

anna brzozowska

Anna Brzozowska: od 20 lat  pracuje z dziećmi i ich rodzinami przy wielu problemach. Posiada wszechstronną wiedzę z zakresu rehabilitacji, terapii i integracji. Z dorosłymi pracuje metodą Nowych Ustawień Systemowych Berta Hellingera. Pracuje  jako psycholog, mediator i terapeuta. Prowadzi w całej Polsce warsztaty Ciało i Seksualność dla kobiet.  Warsztaty „Jak kochają dzieci” – co dysfunkcje ciała mówią do ich rodziców. A teraz porozmawiamy o alkoholu, narkotykach i innych uzależnieniach.

Dorota Pawelec:  Czym jest alkohol ?

Anna Brzozowska:  Jest „ZAMIAST”

DP: Czego ?

AB: Alkohol mówi zazwyczaj……….” nie  mogę…. do Ciebie TATO”…

DP:  Tata…… czy można go zastąpić?

AB: Tata to tata. Mama to mama. Tata-mężczyzna. Mama –kobieta .

Kobieta czasem staje za tatę i mężczyznę . Czy to się udaje ? Jeśli tam się pcha w nieswoje opuszcza  swoje miejsce: matki i kobiety. I to wieloaspektowe. Wymiar jest czasem kilkupokoleniowy. Bo za czasów wojennych nikt, żaden chłopiec nie miał dostępu do taty, kobiety były same. Radziły sobie. Stawały do męskich zadań: ochrony dzieci, zdobywania jedzenia, trzymania w garści wszystkiego. Czy chciały tego ? Nie miały wyjścia.

DP:  Jakie jakości mamy od taty, od męskiego ?

AB:  To: pion, odwaga, ryzyko, godność osobista, stawanie do spraw, czyli widzę i działam , logika, umysł, mózg, mówienie, koncentracja, jasność, precyzja. A nade wszystko ŻYCIE !

A teraz zobacz co towarzyszy pijącemu. Co sobą i swoim ciałem mówi…

Leży, chce ruszyć z tematami…. zbiera się i nie może, unika odpowiedzialności, bełkocze, ściemnia, mataczy, kłamie, oszukuje, zdradza. Pijąc mówi sobą; zniszczę się, nie chce mi się żyć.

DP:  Co czuje alkoholik?

AB:  Popatrz na tzw. pijaka ….co czujesz ?

DP:  Niechęć….Pogardę…

AB:  Niechęć mówi…NIE CHCĘ CIĘ…. Pogarda …jesteś gorszy …To znaczy na poziomie duszy : „wykluczam”. A on już w tym ruchu dawno….kocha kogoś  wykluczonego….

alkoholik

DP:  Jak można mu pomóc ? Porozmawiać  ? Przetłumaczyć ?

AB:  Poczuj…TO  wstań, otrzeźwiej, ogarnij się ! Poczuj czy to coś zmienia….czy to coś MOŻE…?

Wielkie NIC. Czy można chcieć żyć za kogoś ? Czy komuś się to udało ?

Ten co podnosi i mówi: WSTAŃ , ma swój osobisty interes. Nie umie wytrzymać patrzenia na ból człowieka , który chce do śmierci. A dlaczego ? Bo najczęściej też z nim źle….

Kiedy człowiek pije….. czuje przeolbrzymi BRAK. To tak jak głód , którego nic nie jest w stanie zaspokoić. To głód ojca, wielka przemożna tęsknota….czasem też głód matki, jej obecności, miłości. Czasem to ból straty dziecka.

DP:  Czyli jak głód alkoholowy ?

AB:  Tak. Popatrz na ludzi którzy otwierają butelkę , jak oni się cieszą….Zgadnij od kogo radość ?

DP: TATA ?

AB: Tak. Kiedy można do taty jest radość. Od taty też serce i zdolność do kochania czyli serdeczność- uśmiech. Ile jest wtedy tego uśmiechu w tym „zamiast” … Do taty, któremu się chce żyć….i sam jest przy tacie.

Ilu ludzi to łączy…? Zobacz Dorota na mężczyzn , którzy oglądają mecz i piją piwo…ile tam życia i radości. Razem w męskim i jeszcze patrzą na zespół mężczyzn …to PODNOSI ! OŻYWIA.

DP:  Czy podnoszą  też żony ?

AB: Tak , żony i dzieci. Żona często trzyma przy życiu alkoholika. Jest super organizatorką, super zakrywa ślady niemocy męża, nadaje strukturę domowi, zarządza, jest ta pierwszy. On z tyłu…

DP: Pracujesz z takimi kobietami ?

AB:  Tak , mnóstwo ich u mnie. Kiedyś przyszła  kobieta na ustawienie systemowe z tematem alkoholizmu męża i swojego współuzależnienia. Postawiłam  ją , męża i alkohol …..Reprezentant męża ledwo stał na nogach tak był pijany , a potem odwróciłam reprezentantkę żony za siebie by spojrzała na swojego tatę….i co się okazało ? Mąż zaczął trzeźwieć. Nie do końca ale natychmiast było przytomniej przy nim. Kobieta spojrzała z całym swoim bólem na tatę, że do niego nie mogła….

wpolzalenienie

 

DP: Czyli alkoholicy piją za siebie i za żony ?

AB: Tak. Piją za siebie i za żonę , łączy ich wspólny los. I nie przez przypadek połączyli się w życiu podobną dynamiką braku męskiego w rodzinach…

Kobiety współuzależnione szukają w mężach taty, który pił…znają to. To podnoszenie, kierowanie, nigdy nie znały inaczej…..Wiedzą co i jak, jak ogarniać życie, jak się mieć w tych huśtawkach, cyklach trzeźwienia i picia…

I wiesz, taki mąż to też kotwica . Pewności. A kiedy kotwica idzie trzeźwieć jakoś terapeutycznie , kobiety współuzależnione często….. zaczynają pić. Póki pije mąż ..jest na niego. Kobiety te tez są pijane , nie tylko alkohol upija. Upija władza- Ja wiem, ja mogę, ja rozgrywam karty, Ja tu biedna i skrzywdzona.

DP: Jak się ma taka kobieta ?

AB:  W wielu konfliktach wewnętrznych. Robię ćwiczenie po okręgu. Stawiam pijącego męża  w środek i kobietę, która idzie po okręgu. Staje w miejsce „JA –CZŁOWIEK” I patrzy na męża z całą gamą uczuć. To miejsce kobiety świadomej alkoholizmu , tam jest przede wszystkim zrozumienie. To miejsce można tez śmiało nazwać „kobieta-terapeutka” . Ale są również inne miejsca i tu jest trudno … To miejsce nazywa się „Ja –kobieta”. Żona  patrzy na męża i dopuszcza wszystkie uczucia….. To miejsce wielkiego bólu. I ten ból miesza się z bólem dojścia do swojego taty. To ból niewidzenia kobiet przez mężczyznę, to , że ona nie może przy nim się oprzeć, czuć się bezpieczna, zaopiekowana. Tu trzeba wiele podejść, by rozpakować ten ból. Potem idzie do miejsca „Ja –matka Twoich dzieci” I tu staje to swoich ciężarów w macierzyństwie.

 

DP: Jak się czują wtedy pijący faceci ?

AB:  Bardzo dużo się uwalnia. Kiedy kobieta nie krzyczy tylko sobą , patrząc mu w oczy wypuszcza wszystkie uczucia facet zaczyna przytomnieć.

DP: Kiedy się uzdrawia w parze alkoholowej ?

AB:  Kiedy zobaczą ile stracili w tej nieprzytomności widząc cały swój los i wszystkie barwy tego alkoholizmu, również te systemowe trudności . Mężczyzna kłania się kobiecie , a ona uzna , że wcale nie jest ta LEPSZA. ŻE jest taka sama. Wtedy otwiera się partnerstwo. On stoi w swoim, ona w swoim. Nie traktuje go jak upośledzonego, że trzema mu podać i zrobić za niego. Zaczyna się kontaktować ze swoimi potrzebami i je wyrażać z miejsca kobiety. Nie wolno wtedy jej  mieszać w jego sprawy i tematy osobiste , ciężary związane z odpowiedzialnością pracy, pieniędzy. Wtedy on STAJE DO SPRAW.

Oczywiście kiedy oboje też trafią w ramiona ojca. Tam w nich dostajemy pionu, takiego CHCE MI SIĘ !

Bycie przy tacie to bycie w jego ramionach MAŁYM . TO daje granice. Wtedy można powiedzieć DOŚĆ, zatrzymać się tez w piciu. Wystarczy. Poczuć też te granice stopu w innych przestrzeniach.

DP: A co z takimi pijakami przy sklepie ?

AB: Mam wiele odkryć.  Mieszkam w miejscu dzielnicy tzw. szemranej. Oczywiście tu miałam być.   Pod moim oknem rozgrywają się różne sceny, krzyki, szarpania, alkohol się leje strumieniami. Pewnego razu wracając ze sklepu zatrzymało mnie. Spojrzałam na obelisk, a tam : informacja o rozstrzelaniu iluś mężczyzn , żołnierzy w tym miejscu.

Co oni robią, Ci pijący teraz ? Stoją tam też …pod ścianą. Ze swoją tęsknotą…jak na pamiątkę…

A kobiety krzyczą….z bólu i braku : w tym chodź do domu, w tym wyrywaniu ich od tej ściany, od towarzystwa…. do życia.

Kiedyś postawiłam tam 3 znicze. Dla ofiar, sprawców i  ziemi, i  pokłoniłam się w ciszy.

Zainteresowali się Ci pijący … co ja tam robię..? Kiedy odeszłam dalej …oni podeszli , przeczytali i zadumali się nad moim gestem ….

Bardzo mnie to  poruszyło…

To miejsce odkryło też dla mnie moją osobistą historię…alkoholu i początku jego w mojej rodzinie, gdzie ten brak się zaczął….Kłaniam się mu głęboko…

DP:   Ale są przecież też ludzie, którzy po prostu bawią się i piją. Czy to nałóg ?

AB: Znam ich. Często to ruch, kiedy było trudno w rodzie, a podczas alkoholu przychodziło rozprężenie.  Kiedy obserwujesz twarze i zachowania pijących i ich rodzin, a mam tych doświadczeń mnóstwo, widzisz zależność: tata –alkoholik –wesoły. Dziecko-DDA-Smutne. Mój tata –alkoholik , tylko jak pił mówił, ze kocha, zdrabniał nasze imiona, wtedy mnie widział i słyszał . Tylko wtedy widziałam go przy życiu, w radości, uśmiechniętego. Wtedy tez słyszałam jak cos planuje. Kiedy był trzeźwy był ponury i w bólu. Nieobecny. Wracał emocjonalnie po pijanemu. Zgadnij na jakiego czekałam jako dziecko ? Alkoholizm mam różne oblicza. Przy nim nauczyłam się ciszy i takiego uważnego spokojnego chodzenia. Przy nim nauczyłam się porządku w papierach.  Tata zapił się i umarł. Na ulicy przy torach. W 40-sto stopniowym upale. Dostał udaru.  A wiele razy w moich pracach systemowych pokazywała się Syberia, pociąg i mróz. Leżał w trumnie uśmiechnięty. Czy tam dotarł , do tych na Syberii wtedy ? Nie wiem… Ja już do nich dotarłam, już ich widzę …tych mężczyzn, których brakowało.

 

DP: Przyciągałaś uzależnionych facetów ?

AB:  Wszyscy moi partnerzy byli uzależnieni. Czy mogłam przyciągnąć innego ? Od gracza komputerowego, trzeźwego alkoholika, trzeźwego narkomana, po seksoholika i fejsbukoholika. Znam temat dobrze. I wielopiętrowo. Poznawałam ich nie w nałogu, ale po leczeniach. Bardzo świadomi i mądrzy faceci.  Wiele mi dali radości, miłości i szczęścia. Wiele mnie tez nauczyli.  A przede wszystkim prowadzili mnie do mojego Taty. Nie zmarnuję tego co od nich dostałam. Będę to czcić i zrobię z tego pożytek.

Od kwietnia zaczynam cykl warsztatów: „Alkohol, związki, tęsknoty” Będę prowadziła je w całej  Polsce. Dużo dla kobiet uzależnionych i współuzależnionych.

DP:  Pracujesz systemowo, a jak się masz do idei  Anonimowych Alkoholików i 12 kroków?

AB:  Mnie to zawiodło. Ale wielu pomogło. Byłam 3 lata na terapii DDA dla dorosłych dzieci alkoholików, chodziłam też na mitingi AA oraz terapię  współuzależnieniową 3 następne lata. Wszystko to wiele lat. Tam nie udało mi się dotrzeć do taty. Kiedyś usłyszałam pewne słowa, już nie pamiętam kto to powiedział, że AA jest jak rusztowanie. Stawiają Cię i stój. Tam są zasady, struktury, pisanie dzienniczków uczuć, dawanie świadectw, wsparcie. To ok. Zawsze blisko siebie oni w tym razem.

Praca systemowa,  metodą Berta Hellingera  pokazuje ruch  o wiele bardziej samodzielny, stawiający w mocy każdego osobiście, bez zewnętrznego wsparcia.  Tu należy w ciszy, bez gadania, przeżywając swój ból podążać do ojca. Ale o tyle łatwiej tam dość , kiedy nasz tata stoi przy swoim tacie. I tak to się wydarza na warsztatach. Dochodząc do takiego faktu z życia rodu gdy tego mężczyzny zabrakło. Czasem nic nie trzeba robić. Popatrzeć ….poczuć, pokłonić się , zostawić.  Kiedy masz gotowość można to uzdrowić się w przeciągu 20 minut. Przyjąć życie takie jakie ono było z kosztami, które poniósł ojciec i syn….Wtedy tych kosztów…..nie będziemy ponosić  dalej, swoich osobistych i rodziny.  

DP:  Czy alkohol pracuje tak samo jak narkotyki, pracoholizm czy zakupoholizm? 

AB: To są trochę inne tematy i dynamiki. Jeśli chodzi o pracoholizm to tam pracuje trudny ruch do mamy. To jest „zarobię się „ byś wreszcie mnie zobaczyła….Czy pracoholika ma rodzina ? Niee, to również głodne emocjonalne dzieci… I mam poczucie, że są w większym dysonansie w sobie, bo no jak to mama tylko pracuje, tata tylko pracuje…. Społecznie ok, a emocjonalnie głód…..

Kiedy pracuję z zakupoholizmem wyraźnie pokazuje się głód, że „nie mam” . Kiedyś prowadziłam pracę , w której kobieta dotarła do swojego nienarodzonego rodzeństwa , to dla nich kupowała ubrania, buty. Dla nich też studiowała robiąc kilka fakultetów. To był ruch miłości do nich, ale kosztem siebie i swojego czasu, zdrowia i życia. Czy to rodzeństwo tego potrzebowało ? Kiedy przyjęła je do serca i zostawiła ich  przy mamie skończyło się…miała czas i przestrzeń dla siebie.

Kiedyś przyszła kobieta uzależniona od tzw.”szmateksów” . W jej pracy systemowej pokazał się obóz koncentracyjny i rozstrzelania, ale wcześniej zdejmowali ubrania. Szukała w tych ciuchach swojej babci, która tak umarła.

DP:  A komputery , gry ?

W grach komputerowych, strzelankach pracuje wiele tematów gestapo i coraz więcej pokazuje mi się na warsztatach milicja i wywiad. Tajemnice i duże tematy polityczne.

DP:  A narkotyki ?

AP:  Narkotyki to duży temat. Znasz matki, które „martwią się o dzieci”  ? znasz takie co robią kanapeczki 20-sto latkowi, a 45-cio latków przygarniają pod swój dach ? Jak oni się mają wewnętrznie ? Czy oni tego chcą ? Być maminsynkami ? Oni z miłością noszą przy sobie nienarodzone rodzeństwo. Matka patrzy na nich jakby patrzyła jeszcze na 2,3 poronionych, którym się nie udało i jej tam też. I daje, NADDAJE dzieciakowi troski, wyprzedza jego ruchy, w każdej sprawie. On staje się dysfunkcyjny. Zaczyna nie umieć, bo mu nigdy nie pozwolono. I tak od wózeczka. Czasem tez Ci mamisynkowie reprezentują byłych partnerów mamy i są ciągle przy nich. Czy może ich mieć kobieta ? czy są dostępni ? Nie… Kobieta może być tylko zła. Zajmuje tez często stanowisko mamy , no bo przecież kobietę to on już ma. Jest nią mama. To duże tematy.

Jeśli reprezentuje byłego partnera mamy, jak się ma z ojcem ? Rywalizuje. Bo tamten partner był pierwszy, no to syn wchodzi za pierwszego przed ojcem. Ważniejszy dla mamy. Czy może swobodnie brać od taty ? Czy może tam być jak syn ? Nie może…  Nie może też tego pojąć. We wspólnocie narkotykowej czuje się dobrze, jak w rodzinie, tam szuka rodzeństwa, tam szuka innych takich…

Wewnętrznie ma mnóstwo przemocy. Głównie do mamy. Jakby wył i krzyczał do niej : wypuść mnie w końcu ! Spotykając relacyjnie różnych ludzi jest jak bomba.

Tam też jest wiele potencjału, mnóstwo żalu ….a pod nim SIŁA.

Jak pokaże się nienarodzone rodzeństwo, taki człowiek zaczyna wierzyć , że mu się uda. Szanując los braci i sióstr , tym co się nie udało żyć. Przestaje się wtedy niszczyć. Bardzo dba o siebie, swoją przestrzeń. To niezwykle mądrzy  i wrażliwi ludzie.

DP:  Czy narkomani to też cała gama dynamik ?

Tak. W amfetaminie trzeba myśleć w 3 wymiarach . Zachować w tym czujność , co komu się powiedziało. Kiedyś pracowałam z mężczyzną , który dotarł do dziadka, a ten pracował  w kontrwywiadzie.   

Jeden narkoman był szczęśliwy kiedy coś ukradł, jak pracowałam z nim, doszliśmy do miejsc, gdzie jego rodzina była ograbiona. I on chętnie z miłością to wyrównywał. Po pracy systemowej uwolnił się z  tego przymusu.

Przyjechało kiedyś 2 braci na warsztat, mieli po 50-60  lat. Przyjechali ustawić pieniądze. Doprowadziło nas to do produkcji kompotu. Przyznali się , że robili takie rzeczy na studiach. A dalej doszliśmy do Monte Casino. Dziewczyna , którą wprowadziłam jako reprezentantkę „To czego tu brakuje” zaśpiewała piosenkę „Czerwone maki na Monte Casino” . Tam w tych makach zginął ich dziadek. Pijąc tzw. wywar z maku …. byli z dziadkiem. Wtedy też tracili…miłości, studia….

DP:  Czy terapie można łączyć ? czy lepiej iść jednym torem ? jak Ty uważasz ?

AB:  Ja nie widzę problemu , by ich nie łączyć. Czasem może po prostu trudno nam pojąć wszystko w całości. Ale to jest w RAZEM. W terapii DDA są określenia: kozioł ofiarny, bohater i dziecko we mgle.

Warsztatowo można pojąc to w RAZEM. Prowadziłam temat wysiedlenia. Byli tam wysiedlani i  Ci co wysiedlali . A potem wstawiłam te 3 symbole. „Kozioł ofiarny” stanął przy wysiedlonych, „bohater” przy tych co pilnowali tego wysiedlenia, a „dziecko we mgle” przy uczuciach i dezorientacji ludzi w tym pociągu …dokąd oni jadą ? Wszyscy w tej rodzinie się upijali…w ten sposób mogli przepić majątek, mieszkanie, rzeczy z domu… Byli z niczym ….jak przodkowie,  w lojalności sumienia rodziny.

Kiedy już pewne rzeczy zobaczysz i dotkniesz zaczynają układać  się w całość i logikę zdarzeń.

To bardzo uspokaja. Uczy też patrzenia i widzenia spraw całości, a nie w części.

Ale widzimy w całości, kiedy dojdziemy w duszy do obojga rodziców.

 

DP: Jak to jest ? Kobiety częściej korzystają z terapii, a jak jest z mężczyznami ?

AB:  To się zmienia. Kiedy pracuję z tematem dzieci, więcej kobiet do mnie dzwoni z prośbą o umówienie wizyty. Kiedy chodzi o tematy małżeńskie związkowe, do mnie dzwoni więcej mężczyzn, by pracować. Może dlatego, że patrzę na całość. Czasem ten alkoholizm jest drogą do pełni. I wielu tak mówi, że gdyby nie pili, a potem nie terapia nie dotknęli by istoty siebie.

 

DP: Zajmujesz się wieloma dziedzinami . Prowadzisz warsztaty „Ciało i seksualność” dla kobiet, Warsztaty „Jak kochają dzieci” , a teraz temat uzależnień. Jak to jest ?

 

AB:  Wszystko to moje trudne tematy, przeżyte osobiście. Podporządkowane już we mnie. Chodź pewnie wiele jeszcze warstw do odkrycia.   Znam to  komórkowo. Podchodzi do mnie tak dużo, bo ja nie potępiam. Mogą podejść najgorsze mroki, nie boję się tego. Daje temu miejsce. I patrzę z miłością. Znam wiele przestrzeni na krawędzi życia i śmierci. Wiem też co działa terapeutycznie, bo 16 lat różnych terapii za mną osobiście. To kwestia doświadczenia, 23 lata pracy z rodzinami.

 

DP:  Dziękuję Anno za wywiad. Dużo tu cennych treści.

AB:  I ja  dziękuję Dorota za możliwość ponownego spotkania

 

Rozmawiała – Dorota Pawelec

Anna Brzozowska – Rehabilitacja Małych Dzieci